Subskrybuj
Fot. Adrianna Bochenek, Agencja Wyborcza.pl
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.

Romski pałac

Romowie przez wieki byli opisywani, obrazowani i stereotypizowani przez innych. Małgorzata Mirga-Tas walczy o ich własny głos.

Mieszka na romskim osiedlu w  Czarnej Górze, pod Tatrami. Tu się wychowała. Tutaj mieszkali jej dziadkowie i  pradziadkowie. Kiedyś żyło w tej miejscowości prawie 400 Romów, dzisiaj – ok. 80. Wielu wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Niektórzy wracają. Rodzi się nowe pokolenie.

Kiedy matka zauważa u małej Małgosi talent (dużo rysuje), mieszkają jeszcze w  Zakopanem. Zapisuje dziewczynkę na zajęcia plastyczne w młodzieżowym domu kultury. Po skończeniu podstawówki dziewczyna zdaje do technikum tkactwa artystycznego, dawnych Szpulek zakopiańskich. Szybko okazuje się, że ma alergię na wełnę, nie może tkać gobelinów, puchną jej ręce, pojawiają się trudności z oddychaniem. Przenosi się do Liceum Plastycznego im. Antoniego Kenara. Po maturze zdaje na ASP w Krakowie. Wybiera rzeźbę. Na trzecim roku zaczyna robić prace z  tektury, używa do tego piły mechanicznej. W tej technice zrealizowała swój dyplom. Powstał cygański wóz. Podczas obrony przeczytała na głos bajkę Na szlaku wolności, którą napisał jej wuj Jan Mirga. Dyplom miał polski tytuł, ale większość prac Mirgi-Tas nosi tytuły w języku romskim. Romski jest zresztą jej pierwszym językiem. Kiedy dziennikarze pytają Małgorzatę Mirgę-Tas, czy nie chciałaby uciec od romskiej tożsamości, odpowiada krótko: nie, nigdy. „Dla mnie tożsamość romska jest bardzo ważna: nie można się od niej oddzielić, nie można mówić o poważnych sprawach, nie będąc w środku. Trzeba być również bardzo ostrożnym i  wrażliwym wobec innych, rozumieć, co czują i  jak chcą być reprezentowani”. I dodaje: „Zawsze myślałam, że artysta to artysta, nie ma koloru skóry ani wyznania. Robi to, co lubi. Jednak to nie do końca tak. Był taki moment, że inspiracją stał się dla mnie Harlem Renaissance. Moment, kiedy czarni artyści z USA wzięli sprawy w swoje ręce i zawalczyli o własny głos nie tylko w sztukach wizualnych, ale też w muzyce i innych dziedzinach”.

Chodź, zobacz

Rok 2007.  Na Biennale w Wenecji pojawił się pierwszy Pawilon Romski. Kuratorką była Romka Timea Junghaus z  Węgier. Nie zaprosiła nikogo z Polski. Małgorzata Mirga-Tas właśnie urodziła pierwszego syna. Całe dnie spędza z nim w domu, trochę odizolowana od świata. A chce coś robić. Razem z  dwojgiem artystów: Bogumiłą Delimatą i  Krzysztofem Gilem, zakładają romski kolektyw twórczy Romani Art. Dostali dofinansowanie, zrobili kilka wystaw. Nie było łatwo. „Często kiedy próbowałam coś zorganizować, odsyłano mnie do muzeum etnograficznego. Kiedy tłumaczyłam, że jesteśmy profesjonalistami, którym marzy się wystawa w dobrej galerii, słyszałam, że może powinnyśmy tworzyć inną sztukę”. Po dwóch latach zaczyna organizować letnie plenery. Do Czarnej Góry przyjeżdżają twórcy z całego świata. Z mężem, również artystą Marcinem, zakładają fundację Jaw Dikh! (Chodź, zobacz). Do dziś pracują na osiedlach romskich z dziećmi, ostatnio też z romskimi kobietami.

Powtarza, że trudno jest oddzielić działalność aktywistyczną od sztuki. Przenikają się, wpływają na siebie, uzupełniają.

„Ja nie potrafię krzyczeć – mówi. – Pomyślałam, że to, co mogę robić, to opowiadać o swojej społeczności, pokazywać, jak sami siebie widzimy. A narzędziem, które wykorzystuję, jest sztuka”.

Romskie tematy wkroczyły na dobre do jej prac dopiero, kiedy z fotografką Martushką Fromeast, czyli Martą Kotlarską, oraz grupą aktywistów zaczęli odwiedzać osiedla romskie w Małopolsce. W tym czasie na pierwszych stronach gazet pisano o konflikcie polsko-romskim w Andrychowie. Przy użyciu fotografii otworkowej robili ilustracje do baśni i wierszy tworzonych przez Romów. Na początku ludzie, których odwiedzali, nie ufali im. Później zapraszali ich sami. „Przekonali się, że nie pokażemy publicznie niczego, czego oni sami by pokazać nie chcieli”.

Małgorzata Mirga-Tas jest też współzałożycielką Romskiego Stowarzyszenia Oświatowego „Harangos” („Dzwonek”).

„Zaczęliśmy działać i właśnie wtedy poczułam, że powinnam zacząć eksponować swoją romską tożsamość. Że to ważne nie tylko dla innych, ale też dla mnie samej, bo wpisuje się w walkę z wykluczeniem”. Stowarzyszenie powstało, żeby pomagać romskim dzieciom i młodzieży w edukacji. Organizuje kolonie, warsztaty, wystawy, konferencje, koncerty. Jego członkowie między sobą dyskutują o historii i sytuacji Romów w Polsce, perspektywach, jakie mają młodzi ludzie. Później działania się umiędzynarodowiły, Mirga-Tas zaczęła pracować w projektach z młodzieżą romską z całej Europy.

Od 2010 r. Harangos jest partnerem w międzynarodowym projekcie na temat zagłady Romów.

Pochłonięcie

Romów zabijano z zazdrości. Tak głosiła pierwsza legenda przekazywana w taborach. Niemcy chcieli podbić świat, lecz podobno brakowało im bystrości. Nie mogli zaakceptować, że Żydzi i Romowie są od nich mądrzejsi. Postanowili więc ich wymordować. Według drugiej legendy wszystkiemu winna była wróżba. W Niemczech przed wojną żyła Romka Marfa. Jej przepowiednie zawsze się sprawdzały. Hitler chciał mieć pewność, że to on wygra wojnę. Przywołał Marfę do siebie. Rozłożyła karty i powoli, nie bez strachu, powiedziała: „Führera czeka klęska i zginie z własnej ręki”. Hitler kazał ją zamknąć w więzieniu, a Romów zabić.

Z historii i badań wiadomo, że podstawą zagłady Romów była ideologia rasy, maskowana często innymi „uzasadnieniami”, np. „aspołecznością” tej grupy. Szacuje się, że w czasie II wojny światowej wymordowano nawet 75% europejskich Romów. To dla nich przeznaczony był Zigeunerlager – obóz romski w Auschwitz-Birkenau, który został zlikwidowany w nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 r. Romowie ginęli również w lasach, tam gdzie zazwyczaj zatrzymywał się tabor.

Zagłada Romów nazywana jest „niemym Holocaustem”. „To wynika też z romskiej natury – mówi Mirga-Tas. – Jeśli coś złego się wydarzy, Romowie wypierają to ze świadomości. Lepiej o tym nie mówić, trzeba się cieszyć tym, co jest teraz”. Romowie używają też słowa „Porajmos”, które oznacza pochłonięcie, lub „Samudaripen” – ludobójstwo.

Kiedy wybuchła wojna, babcia Małgorzaty Mirgi-Tas miała 17 lat. Przeżyła ją w Czarnym Dunajcu. Kilka razy uciekła z łapanki. Raz niemiecki żołnierz ją złapał. Lecz zamiast zabić, kazał się jej ukryć. Niemcy zmuszali wtedy młodych ludzi z romskich osiedli do budowania drogi. „Babcia prawie całą wojnę tłukła kamienie”. Wielu Mirgów zginęło w Auschwitz.

W 1996 r., na przełomie lipca i sierpnia, kilka dni przed Dniem Pamięci o  Zagładzie Romów, Adam Bartosz, ówczesny dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie, zorganizował pierwszy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. Małgorzata Mirga-Tas jeździ tam co roku. Uczestnicy, nie tylko Romki i Romowie, odwiedzają wspólne miejsca zagłady ich społeczności z czasów II wojny światowej w okolicach Tarnowa: w Szczurowej, Żabnie, Borzęcinie i Bielcz.

W lesie koło Borzęcina, gdzie w 1942 r. niemiecka żandarmeria z pomocą polskiej policji granatowej zastrzeliła 29 Romów, stał tylko krzyż.

W 2011 r. Adam Bartosz zaproponował artystce zaprojektowanie pomnika. Budżet był niewielki. Po kilku miesiącach na Cygańskich Górkach – jak od czasu zbrodni okoliczni mieszkańcy nazywali ten teren – blisko drogi stanął pomnik z modrzewia. Prosta forma. Pionowa płyta z informacją o zbrodni i cytatem z wiersza Papuszy: „Nie było życia dla Cyganów w mieście i na wsi zabijali nas. Co robić? Szły z dziećmi Cyganki w las, daleko w las, by nie znalazły nas niemieckie psy”. Oraz dwie postacie: mężczyzna, który upada. I skulona, ukrywająca się kobieta. „Pomyślałam, że skoro tam umarło 21 dzieci, powinna być kobieta, która reprezentuje wszystkie kobiety i matki świata. Sama byłam w szóstym miesiącu ciąży, kiedy to rzeźbiłam”.

Pomnik był ciężki, montowano go z pomocą dźwigu, całość trzymała się na metalowych prętach zabetonowanych głęboko w ziemi.

Pięć lat później, w kwietniu, pomnik zniszczono. „Sprawcy niemal wyrwali płytę, próbowali ją przeciąć maczetą: przez środek przebiega pręga, odcięli boki i litery inskrypcji – opowiadała artystka w wywiadzie. – Najbardziej uszkodzone były postacie: odcięta głowa, pokawałkowane ciała, skrawek ręki, straszne. To nie pęknięcie czy uszkodzenie kamieniem, ale równe cięcia, wygięte metalowe pręty. Nie mogę powiedzieć, że to sprawka zwyczajnych wandali – zrobił to ktoś, kto nienawidzi Romów. Zresztą to jest pomnik, który upamiętnia zagładę ludzi, nie ma znaczenia, czy byli to Romowie czy nie. Kiedy zadzwonił do mnie Adam Bartosz z informacją, co się wydarzyło, rozpłakałam się.  Ogarnął mnie strach, w jakim kraju żyję”.

Sprawców nigdy nie ujęto.

Małgorzata Mirga-Tas wspomina: „W Taborze Pamięci Romów, kiedy odbierałam szczątki od Adama Bartosza, podchodziło do mnie wielu Romów, pytali, co zamierzam zrobić z pociętymi postaciami, czy zabieram ze sobą do domu, czy mogłabym się z nimi podzielić. Traktowali te szczątki jak relikwie”.

Pod listem do prezydenta z prośbą o wsparcie rekonstrukcji pomnika podpisali się m.in. Agnieszka Holland, Karol Modzelewski, Anna i Wilhelm Sasnalowie, Henryk Wujec. Muzeum w  Tarnowie dostało pieniądze. Nowy pomnik odsłonięto podczas kolejnego Taboru w lipcu 2016 r.

Żaden nacjonalista już tego nie zniszczy

Potrzaskane części pomnika Małgorzata Mirga-Tas przywiozła do Czarnej Góry. Nie od razu chciała trzymać je w domu. „Wiedziałam, że te szczątki pochodzą z miejsca, gdzie dwukrotnie wydarzyła się przemoc: raz w 1942, drugi w 2016, i  może lepiej, żeby były osobno, oddzielone” – tłumaczyła.

Zaczęła jednak pracować nad ich odtworzeniem. Odlewała je w mniej opornej, lekkiej materii  – w  wosku, porcelanie i mydle. „Jeżeli położy się je obok siebie albo spróbuje dopasować do drewnianych szczątków pomnika, tam gdzie zostały oderwane, udaje się zobaczyć całość. Pojedyncze odlewy wyglądają jak małe dzieła sztuki, można dostrzec fakturę drewna, odbite słoje i pourywane elementy, pojedyncze brakujące drzazgi. Porcelana oddała nawet to, że pierwszy pomnik został pomalowany złą lakierobejcą i widać odbite płaty odpadającego lakieru”.

Podobieństwo wosku do ludzkiej  skóry  oraz kruchość materii użytej do ukazania martwych ciał  – wszystko to silnie działało.

„Kiedy zaczęłam robić odlewy, poczułam, że jestem w  stanie wykonać ich tak dużo, iż żaden nacjonalista już nigdy ich nie zniszczy. Powtarzałam odlewy wszystkich elementów w każdym materiale, najpierw w wosku, potem w mydle, a na końcu w porcelanie. W samym wosku zrobiłam sobie kilka odcieni: różowy, pomarańczowy, żółty. Na początku uczyłam się robić kolor wosku, dodałam za dużo pigmentu i  wyszedł pomarańcz, taki totalnie odblaskowy. Kiedy robiłam odlewy, przyjechała do mnie przyjaciółka Delaine Le Bas, romska artystka i aktywistka z  Wielkiej Brytanii. Dałam jej w prezencie pomarańczową głowę kobiety. Delaine powiedziała, że te odlewy szczątków mają w sobie energię miejsca, gdzie się to wydarzyło, lasu, w którym stał pomnik, ale też tego, że został zniszczony. Teraz miała w  rękach część tej historii” .

W 2020 r. odlewy pokazała na wystawie 29. Ćwiczenia ceroplastyczne w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku.

Prababcia Anna, babcia Józia, ciocie Hela i Ibrona

Małgorzata Mirga-Tas jest artystką feministką. Jak sama mówi, jej feminizm jednak nie krzyczy, tylko opowiada historie: „Romski feminizm wygląda trochę inaczej, ale walczymy zawsze o to samo – o wolność i możliwość wyboru, nie chcemy jednak odchodzić od naszej tradycji i korzeni”.

W 2019 r. przygotowała wystawę do Galerii Antoniego Rząsy w Zakopanem SIDE THAWENCA – uszyte nićmi. Zrobiła m.in. drewniane kapliczki z czterema kobietami, które ją inspirują. „Prababcia Anna zawsze stawała w obronie swojej rodziny, babcia Józia wykształciła dziesięcioro swoich dzieci, półgóralka, miała bzika na punkcie góralszczyzny: mówiła świetnie po góralsku, słuchała tylko góralskiej muzyki, wyszywała góralskie gorsety z cekinów, przędła wełnę i robiła na drutach góralskie swetry. Znana była też z wróżenia z kart. Całe życie ciężko pracowała – pasła gęsi, w wieku sześciu lat poszła na służbę do rodziny żydowskiej w Czarnym Dunajcu. Długo nie umiała czytać. Nauczyła się po wojnie, przy swoim drugim synu – siadywała z nim, kiedy odrabiał lekcje”. Ten syn to wuj Małgorzaty-Mirgi Tas Jan Mirga. Po latach został pierwszym romskim studentem, potem – pisarzem, autorem pierwszego w Polsce słownika polsko-romskiego. Jest też ciotka Hela, „jedyna siostra babci, buntowniczka”, oraz ciotka Ibrona, która „umiała się ze wszystkiego śmiać, przeżyła całe swoje życie w jednym miejscu i czuła się szczęśliwa”.

„Chcę pokazywać kobiety, które może nie mają wyższego wykształcenia, ale posiadły życiową mądrość, szanują ludzi wokół siebie. Moje (…) bohaterki (…), choć nigdy nie nazwałyby się feministkami, w jakimś sensie nimi były: dążyły do tego, żeby coś się zmieniło”.

„Wiele moich obrazów sytuuje się na pograniczu kiczu. (…) pokazuję »typowych Romów«, a na romskich osiedlach ludzie rzeczywiście ubierają się, można powiedzieć, dość ekstrawagancko. Najwięcej kolorów w Polsce można zobaczyć właśnie tam. Sweterki we wzory, spodnie z innej bajki, świecące buty. Uwielbiam ten styl, to przekonanie, że im więcej, tym lepiej. Natomiast mam dość tego, że romską kulturę postrzega się tylko przez taniec i falbany (…).  Romowie na moich obrazach to nie przypadek. To po prostu barwni ludzie, ciekawe charaktery”.

Materiały, które wykorzystuje, nie są przypadkowe. „Mam tę sukienkę sprzedać, oddać komuś czy chcesz na obraz?” – pyta czasem matka artystki.  „Ubrania, zasłony, z których szyję portrety, mają nadać im dodatkową energię i moc. Zbieram rzeczy, które dostaję od kobiet z mojej rodziny, od moich romskich sąsiadów i przyjaciół. Czasami kupuję je w sklepach z używaną odzieżą. (…) Widzę w nich życie, emocje i uczucia. Portrety uszyte z ubrań tych czy innych romskich kobiet mają w sobie duchowość i magię. Sama jestem głęboko wzruszona, gdy patrzę na skrawki materiałów i wiem, skąd pochodzą, kogo widziałam w tych ubraniach, do kogo kiedyś należały. Cudownie jest też czuć, że to, co robię, jest dla nich ważne, że wiedzą, iż biorą udział w projekcie, nawet w czymś znacznie większym, w walce z uprzedzeniami: rasowymi, klasowymi i ekonomicznymi”.

Ze starych ubrań powstają rzeki, jeziora, góry i lasy. „Ludzie oddają mi rzeczy, bo wiedzą, że ich nie zniszczę, lecz je przetworzę”. Kiedy przygotowywała instalację pany chłopy chłopy pany w Nowym Sączu, ciotki, matka, siostra, kuzynki artystki robiły dla niej liny z materiałów. Pocięły własną pościel i kołdry. Wystawa była realizowana w BWA Sokół i w Sądeckim Parku Etnograficznym, w którym na stałe znajdują się dwa domki i kuźnia przeniesione z osiedli romskich w Czarnej Górze i Maszkowicach. Mirga-Tas postanowiła ocieplić te budynki. „Pokryłam ich dachy kolorowymi tkaninami, na których wyszyłam konie, koguty, niedźwiedzie i ludzi. Na rosnących nieopodal drzewach rozwiesiłam rodzaj sieci, pajęczynę z warkoczy plecionych z materiału przeze mnie, moją mamę, siostrę, moje ciotki i kuzynki”.

Zszywanie świata

Na Biennale w Wenecji w 2022 r. w Pawilonie Polskim częścią instalacji był obraz Siostry. Jedna z nich rozwiesza na sznurku pranie, m.in. podkoszulek z motywem kart. Druga splata z kawałków materiału warkocz, trzecia ogląda patchwork, który zszywa na maszynie czwarta kobieta.

W tekście otwierającym katalog wystawy Mirga-Tas pisze: „Każdy człowiek potrzebuje w życiu trochę magii i czarów, ale nie zawsze: są takie chwile, kiedy powinniśmy odczarować świat, momenty, sytuacje, negatywne emocje, paradygmaty. Zajmuję się niektórymi stereotypowymi i stygmatyzującymi przedstawieniami Romów, aby je odczarować i zdemitologizować, zmienić sposób, w jaki jesteśmy postrzegani”.

Strukturę wystawy i składających się na nią prac artystka zapożyczyła z renesansowych fresków z Sali Miesięcy Palazzo Schifanoia w Ferrarze. Kompozycja jest trzypoziomowa. W górnej części pokazała kadry z mitycznej wędrówki Romów i ich przybycia do Europy. Mirga-Tas posiłkowała się tutaj cyklem XVII-wiecznego rytownika Jacques’a Callota Cyganie / Życie Egipcjan, który był już inspiracją we wcześniejszych pracach (np. Wyjściu z Egiptu). W XVII w. myślano, że Cyganie to lud, który za jakieś przewinienia został skazany na tułaczkę i przywędrował z Egiptu. Wojciech Szymański, kurator, przetłumaczył artystce opisy, które Callot załączył do swoich prac. Pełne uprzedzeń: „Roi się od wróżących wśród tych nędzarzy zbiedzonych, którzy nie mają nic prócz rzeczy jeszcze nieskradzionych”. Taki obraz Romów powielany był przez wieki. „Pomyślałam: jeżeli od tak dawna trwa ten stereotyp, to ile potrzebujemy czasu, by go zmienić? (…) Zawłaszczam je i na swój sposób przetwarzam. I mam wrażenie, że przedstawionym postaciom oddaję godność”.

W środkowym pasie znaki zodiaku spotykają się z ikonografią kart tarota i osobami ważnymi dla artystki, głównie kobietami. To cykl kolaży – portretów kobiet. Jest tu poetka Papusza. Jest Perełka, czyli Krystyna Markowska, prowadząca zespół muzyczny Perła i  Bracia, będąca wiceprezeską stowarzyszenia przyznającego romskim dzieciom stypendia na edukację i rozwój w ramach programu rządowego, realizująca projekty prozatrudnieniowe. A także: Delaine Le Bas, performerka i „twórczyni mobilnej romskiej ambasady – gdziekolwiek się pojawia, stwarza miejsce, gdzie Romowie są u siebie”; Timea Junghaus, romska kuratorka; Teresa Mirga, poetka i pieśniarka; Adela Głowacka, działaczka i liderka Stowarzyszenia Romano Waśt, od lat strażniczka radomskiego cmentarza żydowskiego. Babcia artystki – Józia. Ocalała z Holocaustu aktywistka Krystyna Gil. Polityczka Soraya. Na krześle siedzi austriacko-romska malarka Ceija Stojka, która na swych obrazach utrwalała obozowe wspomnienia z dzieciństwa.  O laskę opiera się Noncia, Alfreda Markowska zwana romską Sendlerową, która ratowała żydowskie i romskie dzieci przed Zagładą.

Dolna część to obrazy romskiej codzienności z Czarnej Góry, Romów z Podhala i Spiszu. To sceny rodzajowe i – rzadziej – pejzaże, „układające się w  cykl pór roku, pracy i odpoczynku, życia i śmierci”. Kobiety grają w karty, piją herbatę, gadają.  Są konie, wozy, ognisko, czyli wszystko, co znamy z przedstawiania romskich obozowisk. Pod oskubywanym kurczakiem zostało przyklejone prawdziwe pierze. W dłoniach portretowanej Romki pojawiają się różaniec oraz talia kart. Jest i Mirga-Tas. Sportretowana, gdy pochylona nad tkaniną, igłą zszywa kolejny element. Trzy miesiące razem z trzema zawodowymi krawcowymi Małgorzata Mirga-Tas szyła te portrety w nieczynnym hotelu Imperial w Zakopanem. Rozdzierały materiał. Artystka wycinała formy, układała kompozycje, zestawiając obok siebie fragmenty, które pozornie do siebie nie pasowały. W holu piętrzyły się stosy używanych ubrań zebranych wśród swoich, ale i w okolicznych sklepach z używaną odzieżą. Zszywały ręcznie lub maszynowo. Igła z jej magiczną siłą – jak mówiła Louise Bourgois – „służy naprawianiu szkód, domaga się przebaczenia (…), to również narzędzie uzdrawiające, można za jej pomocą naprawić winy, poradzić sobie z nienawiścią, opuszczeniem, wrogością, zniszczeniem własnej pracy, krzywdą wyrządzoną samemu sobie, [igła] nigdy nie jest agresywna, to nie szpilka”. Podczas wernisażu na Biennale Ethel C. Brooks, Romka, socjolożka z uniwersytetu Rutgers, powiedziała: „Od wieków w historii Europy nasza historia była dyskredytowana, umniejszana, negowano nasze piękno, ale dzisiaj rozglądam się i widzę (…) – Gosia zbudowała nam pałac. Zbudowałaś dla nas las, pałac, zbudowałaś nam dom. Dałaś nam te wszystkie miejsca, których tak długo nam odmawiano. Dla Romów, dla romskich kobiet to jest wszystko”.

Do 5 marca w krakowskim Międzynarodowym Centrum Kultury można oglądać wystawę Małgorzaty Mirgi-Tas Wędrujące obrazy

Korzystałam m.in. z: Małgorzata Mirga-Tas. Przeczarowując świat, red. W. Szymański, J. Warsza, Warszawa 2022; A. Szczepan, Protest z wosku. Rozmowa z Małgorzatą Mirgą-Tas, „Dwutygodnik”, nr 286, lipiec 2020, https:// www.dwutygodnik.com/artykul/9016-protest-z-wosku.html (dostęp: 5 grudnia 2022); A. Lipczak, Cały świat w małej Czarnej Górze. Rozmowa z Małgorzatą Mirgą-Tas, „Przekrój”, 22 lutego 2018

Artykuł pojawił się w numerze: Filozofowie Doliny Krzemowej i przyszłość ludzkości