W książce albumie Great Women Painters opublikowanej przez Wydawnictwo Phaidon znalazło się ponad 300 artystek z całego świata tworzących od XVI w. po współczesność – najmłodsza z nich, brytyjsko-nigeryjska artystka Joy Labinjo, urodziła się w 1994 r. Jednocześnie w ciągu zaledwie ostatnich kilku lat uległa zmianie obecność kobiet w obiegu artystycznym, czego spektakularnym przykładem była główna wystawa 59. Międzynarodowego Biennale Sztuki w Wenecji – po raz pierwszy w 127-letniej historii tej imprezy większość jej uczestników stanowiły kobiety (lub osoby niebinarne).
Dzięki wystawom, takim jak Le Signore dell’Arte. Storie di donne tra ’500 e ’600 (Damy sztuki. Historia kobiet między XV a XVI w.) w mediolańskim Palazzo Reale w 2021 r. czy prezentowanej w tym samym roku w paryskim Musée du Luxembourg Peintres femmes, 1780–1830. Naissance d’un combat (Malarki, 1780–1830. Narodziny walki), znacząco powiększyła się wiedza o artystkach tworzących w minionych wiekach. Zorganizowano też szereg wystaw monograficznych w najważniejszych muzeach i galeriach: od Artemisii Gentileschi (2020, National Gallery, Londyn), Angeliki Kauffmann (2020, Royal Academy, Londyn) i Rosy Bonheur (2022, Musée d’Orsay, Paryż) po Alice Neel (2021, Metropolitan Museum of Art, Nowy Jork; 2022, Centre Pompidou, Paryż) i niedawno zmarłą Paulę Rego (2021, Tate Britain, Londyn). Dziś trudno sobie wyobrazić odpowiedzialnie napisaną historię sztuki czy wystawę prezentującą przekrojowe jej dzieje od XVI do XXI w., na której zabrakłoby dzieł kobiet, a wymienione przed chwilą artystki trafiły do ścisłego kanonu dziejów twórczości artystycznej.
Ostrożne poszerzenie granic
Great Women Painters jest próbą podsumowania tej wiedzy oraz odkryć dokonanych w ostatnich latach. Twórczynie tomu nie proponują własny odczytań, radykalnych rewizji hierarchii artystycznych etc. Starały się raczej odzwierciedlić zmiany w postrzeganiu historii sztuki ostatnich pięciu stuleci, a także te zachodzące współcześnie. Pokazać nowe trendy i mody, jak niedawny zwrot ku malarstwu figuratywnemu, nieuładzonemu, często brutalnemu, niejednokrotnie nawiązującemu do ekspresjonistycznej tradycji, którego głośną manifestacją była wystawa Radical Figures: Painting in the New Millennium zorganizowana w 2020 r. w londyńskiej Whitechapel Gallery (wszystkie obecne na niej artystki znalazły się w tomie wydanym przez Phaidon).
Co ważne, ograniczenie się tylko do prezentacji malarstwa jest wyborem ostrożnym, wręcz zachowawczym. We wstępie do książki przywołano nawet słowa wieloletnich redaktorów wpływowego w świecie sztuki magazynu „Frieze” Jennifer Higgie i Dana Foxa: „(…) w epoce, w której sztuka może być wszystkim i wszystko może być sztuką, malarstwo pozostaje zasadniczo fundamentalnie proste i bezpośrednie. Jest to medium, o którym większość ludzi myśli, słysząc słowo »sztuka«”. Great Women Painters powinno zatem trafić do możliwie licznych odbiorców. Nie ma przełamywać ich tradycyjnych przekonań, lecz jedynie poszerzyć patrzenie na sztukę właśnie o kobiety. To jednak sprawia, że obraz ich twórczości, zwłaszcza ostatnich dekad, staje się dość uładzony, a wiele kluczowych artystek, szczególnie związanych z feminizmem (często posługujących się nowymi mediami), zostało z niego wykluczonych.
Poszczególne twórczynie zaprezentowano w krótkich, zwięzłych notach, w których wpisano ich dorobek w kontekst kulturowy, a także społeczny i polityczny. Całość uporządkowano alfabetycznie, co nadaje tej publikacji bardzo niehierarchiczny charakter. Co więcej – jak podkreślają redaktorzy – książka nie ma pozycjonować artystek „jako największych kobiet-malarek, bo taki wybór jest nieuchronnie subiektywny”. Ponadto „długa lista nazwisk potencjalnie w niej obecnych mogłaby po wielokroć wypełnić jej strony”. Jednak twórcy książki uznali, że ważniejsze jest zaprezentowanie różnorodności biografii oraz podejść i technik artystycznych w różnych czasach oraz miejscach na świecie. Niemniej nie sposób nie zauważyć, że sama obecność w zbiorze, a nawet dobór konkretnej pracy powodują, że już formułuje się kanon sztuki tworzonej przez kobiety.
Rewizje
Mimo wszystkich tych zastrzeżeń Great Women Painters pozwala dostrzec trendy i zmiany związane z obecnością kobiet w sztuce w ostatnich latach: odkrycia, ważne przypomnienia, jak również rewizje ocen czy zmiany hierarchii artystycznych. Część z nich dotyczy całej sztuki, bez podziału na płeć osób ją tworzących. Zmiany te odzwierciedlą także szersze przemiany kulturowe i społeczne, z jakimi mamy do czynienia w ostatnich dekadach.
Jedne dotyczą sztuki tworzonej przed wiekami. Niedawna konserwacja imponującej, także swą skalą (192 × 671 cm!), Ostatniej Wieczerzy Plautilli Nelli (1524–1588) nie tylko przykuła uwagę publiczności i mediów, ale przede wszystkim sprawiła, że została doceniona twórczość pierwszej malarki w renesansowej Florencji. Podobnych przypadków przywrócenia pamięci o twórczyniach za życia przecież docenianych w Great Women Painters jest więcej, by wymienić wybitną XVIII-wieczną wenecką malarkę Giulię Lamę (1681–1747) czy działającą w pierwszych dekadach XIX w. Brytyjkę Sarah Biffin (1784—1850), która mimo głębokiego stopnia niepełnosprawności (urodziła się bez rąk i z nierozwiniętymi nogami) stała się cenioną miniaturzystką i pracowała m.in. dla brytyjskiej rodziny królewskiej. Te i inne przykłady coraz dobitniej pokazują, że problemem nie jest brak tworzących kobiet, lecz ich nieobecność przez kolejne dekady w historii sztuki, pisanej głównie przez mężczyzn.
Jednak proces rewizji dominującej do niedawna historii sztuki dotyczy przede wszystkim XX w. Żyjąca w latach 1862–1944 Szwedka Hilma af Klint dziś coraz częściej jest uważana za jedną z współtwórczyń sztuki abstrakcyjnej, a jej dokonania są stawiane na równi z dorobkiem Pieta Mondriana i Kazimierza Malewicza. W ogóle doceniono rolę kobiet w powstaniu awangardy w pierwszych dekadach XX w., ale też ich ogromny wkład w surrealizm. Wreszcie uznano twórczość wybitnych przedstawicielek ekspresyjnej abstrakcji, jak Mary Abbott (1921–2019), Helen Frankenthaler (1928–2011) i Lee Krasner (1908–1984), które przez dekady pozostawały w cieniu męskich reprezentantów tego nurtu w sztuce.
Great Women Painters pokazuje również inne, może nawet bardziej znaczące, zmiany. Jedna z nich dotyczy geografii artystycznej oraz coraz silniejszego położenia akcentu na twórczość powstającą poza szeroko pojętym Zachodem. W książce znalazła się bardzo duża reprezentacja twórczości z Azji, Afryki, Ameryki Południowej, Australii i Oceanii, zarówno historycznej – są tu m.in. pionierka współczesnego malarstwa w Nowej Zelandii Rita Angus (1908–1970) i Libanka Saloua Raouda Choucair (1916–2017) wprowadzająca sztukę nowoczesną w świecie arabskim – jak i powstającej obecnie. Te przesunięcia geografii artystycznej mają jednak następstwa – mniejszą uwagę zwrócono na artystki działające poza wielkimi europejskimi centrami, w tym w naszym regionie. W omawianej publikacji znalazło się jedynie miejsce dla Chorwatki Biserki Baretić (ur. 1933), Węgierki Dory Maurer (ur. 1937) oraz trzech Polek: Ewy Juszkiewicz (ur. 1984) Tamary Łempickiej (1898–1980) i Erny Rosenstein (1913–2004). W historii sztuki pisanej z szerszej geograficznie perspektywy Europa z konieczności będzie musiała zajmować mniej miejsca niż dotąd.
Druga ważna rewizja dotyczy wprowadzenia do głównego nurtu twórczości grup dotąd marginalizowanych, przed wszystkim czarnych artystek, a także reprezentantek rozmaitych mniejszości, w tym osób niebinarnych. W tomie Phaidona znalazła się poważna reprezentacja Afroamerykanek, w tym Loïs Mailou Jones (1905–1998), przedstawicielka Harlemskiego Odrodzenia z lat 20. i 30. XX w., jednego z najważniejszych zjawisk w kulturze czarnych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, oraz Emma Amos (1937–2020), dla której, jak podkreślała, samo „wejście do pracowni jest aktem politycznym” upodmiotawiającym jej społeczność. Zmiana ta dotyczy także artystek tworzących w Afryce i w Europie. Lubaina Himid (ur. w 1954 roku w Zazibarze, osiadła w Wielkiej Brytanii), Lynette Yiadom-Boakye (ur. 1977 roku w Londynie, o ghańskich korzeniach) czy Nigeryjka Njideka Akunyili Crosby (ur. 1983) uważane są obecnie za jedne z najważniejszych postaci we współczesnym malarstwie.
Zwrócenie ku przyszłości
Jednocześnie mimo tych wszystkich zmian, co Great Women Painters także potwierdza, nadal są problemy z traktowaniem na równi twórczości kobiet. Tekst wprowadzający do tomu napisała kuratorka i krytyczka Alison M. Gingeras, która pracowała w nowojorskim Guggenheim Museum i paryskim Centre Pompidou. Obecnie jest związana chociażby z Museum of Contemporary Art w Miami. Zna dobrze m.in. polską sztukę – stale współpracuje z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i przygotowywała np. wystawy Erny Rosenstein i Aleksandry Waliszewskiej. Dostrzega, że mimo uwagi, jaką zwrócono na sztukę kobiet, wciąż ich dzieła, zarówno te dawnych mistrzyń, jak i tworzących obecnie, osiągają na rynku sztuki znacząco niższe ceny. A to ten rynek nadal dziś wyznacza hierarchie ważności.
Inny problem można zauważyć, przyglądając się uważnie tym, które zostały uwzględnione w publikacji Phaidona. Blisko połowa z ponad 300 twórczyń nadal tworzy. 10% urodziło się w latach 70. XX w., a kolejne 15% obecnych w książce w latach 1980–1993 – zatem blisko 1/3 obecnych w Great Women Painters reprezentuje najmłodsze pokolenia. Wskazuje to na znaczące przesunięcie uwagi – nie tylko w przypadku twórczości kobiet – na sztukę powstającą w XX w. oraz zupełnie współcześnie. Przeszłość historii sztuki – poza największymi nazwiskami – budzi coraz mniejsze zainteresowanie (zmiana ta jest także widoczna w obiegu aukcyjnym i galeryjnym). Warto podkreślić wreszcie pewien wydawniczy zabieg. W tytule książki przekreślono słowo women (podobnie zrobiono w przypadku wydanego w 2019 r. tomu Great Women Artists). To graficzne rozwiązanie ma przykuwać uwagę czytelników, ale też może zostać odebrane jako polemika z ważnym nurtem w historii sztuki, który od lat 70. ubiegłego wieku zabiega o przywrócenie znaczenia twórczości kobiet, podkreślając znacznie płci, a nie ją „wymazując”. Można jednak spojrzeć inaczej na ten wydawniczy pomysł. Katy Hessel, brytyjska historyczka sztuki i kuratorka, prowadząca na Instagramie znany profil @thegreatwomenartists, w 2022 r. wydała książkę The Story of Art Without Men. Przedstawiła w niej historię sztuki, w której w ogóle nie ma mężczyzn. Zdecydowała się to zrobić, bo wszystkie statystyki dotyczące ich obecności na wystawach, w kolekcjach prywatnych i publicznych czy też w książkach wskazują, że to oni nadal dominują. Zatem trzeba usunąć „ryk ich głosów” po to, by „usłyszeć głos innych w naszej historii kultury”.
Alison M. Gingeras w swym tekście zaproponowała jeszcze inne rozwiązanie: stworzenie La Cité des Dames. Odwołała się do niezwykłej książki z XV w. autorstwa Christine de Pizan (opublikowanej w Polsce jako Księga o Mieście Pań). Jej autorka, pierwsza w nowożytnych dziejach Europy pisarka utrzymująca się z własnego pióra, zaproponowała zbudowanie miasta, które byłoby schronieniem dla kobiet przed męskimi agresorami. Wzniesionego siłą kobiecego intelektu. Na Great Women Painters można bez wątpienia spojrzeć jako na propozycję nowego La Cité des Dames, którego powstanie pozwala docenić to, co oferowały kobiety, oraz dostrzec i poznać odrębność ich doświadczenia.
Great Women Painters red. Rebecca Morrill, Simon Hunegs, Maia Murphy wstęp Alison M. Gingeras, Wydawnictwo Phaidon Press, London–New York 2022, s. 348