Subskrybuj
fot. Franciszek Myszkowski/Archiwum Instytutu Teatralnego

Moment zawieszenia rozumu

Upodobanie do czerni i bieli sprawia, że historia PRL-u sprowadza się do antykomunistycznej partyzantki, masakry na Wybrzeżu i podziemnej Solidarności. W ten sposób dowiadujemy się, że w PRL-u byliśmy albo w lesie, albo w opozycji, albo w podziemiu. A przecież to złożona i kompletnie niejednoznaczna historia i można ją opowiadać na różne sposoby: przez pryzmat obyczajów, mód albo przedstawień teatralnych.

Arkadiusz Gruszczyński: W swojej najnowszej książce PRL. Przedstawienia piszesz o historii poprzedniego systemu poprzez 10 spektakli teatralnych. Opowieść o PRL-u rozpoczynasz od powstania warszawskiego. Dlaczego Elektra w reżyserii Edmunda Wiercińskiego była przedstawieniem programowym rodzącego się po wojnie teatru?

Joanna Krakowska: Elektra jest dobra na początek.

 

Jan Kott uważał, że od tego spektaklu zaczął się po wojnie teatr.

To wzniosły język, którego staram się nie używać. Ten spektakl jest ważny m.in. dlatego, że próbował załatwić kilka istotnych spraw: odreagować traumę wojny i powstania, stawić czoło nowej rzeczywistości, wdrożyć idealistyczną wizję teatru wymarzoną w czasie okupacji i związaną zarówno ze sposobem pracy, jak i z kształtem instytucji czy wręcz z relacjami w zespole. Bo co ważne, pracowali przy tej premierze aktorzy przychodzący z różnych stron. Tacy, którzy grali w teatrach pod okupacją sowiecką, przyszli z kościuszkowcami, działali w Państwie Podziemnym, ale również tacy, którzy grali w jawnych teatrach pod okupacją niemiecką. I na tej scenie spotkali się oni wszyscy.

 

Co ich połączyło?Teatr. Chcieli go robić, chociaż w tym czasie ludzie nie mieli co na siebie włożyć, nie mieli specjalnie co jeść, a wokół panowała, jak to nazwał Marcin Zaremba, „wielka trwoga”. Co więcej, byli do tego zachęcani przez nową władzę,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: W sieci uzależnień