Co Pan czuł, przyjeżdżając do Oświęcimia i zbierając materiały do książki? Gdy przyjeżdżałem do Oświęcimia co jakiś czas, w zasadzie ciągle się dziwiłem. Dziwiłem i wstydziłem. Zdałem sobie sprawę, jak niewiele o tym mieście wiem. Okazało się jednak, iż bardzo szerokie grono nie ma pojęcia, czym jest Oświęcim. Najpierw rozmawiałem z ludźmi mieszkającymi na obrzeżach miasta. W nich dostrzegłem pragnienie zwyczajnego, normalnego życia. Potem były rozmowy z mieszkańcami centrum, a później wszedłem do Muzeum. Na terenie dawnego obozu przeprowadziłem wywiady z mieszkańcami: dziećmi dawnych więźniów, dziećmi pracowników i samymi pracownikami obozu. Mieszkają oni w dwóch dwupiętrowych kamienicach z czerwonej cegły, między krematorium, szubienicą Hössa i drutami kolczastymi. Jedna z mieszkanek Muzeum mówiła…
Redaktorka w Salam Lab, doktorantka polonistyki UJ, współpracuje ze „Znakiem”