Okresy przyspieszenia historycznego, gdy ze „starego” wyłania się „nowe”, są momentami aktywizacji elit intelektualnych. Ludzie pióra i słowa, intelektualiści, inteligenci są zarówno tymi, którzy przełom ujmują w kategorie pojęciowe, pozwalają go poddać refleksji, jak i tymi, którzy dzięki mocy przesyconego emocjami słowa prowadzą lud na przysłowiowe barykady. Przełom, jaki w polskiej historii wyznaczyły wojna, okupacja i komunizm, nie mógł się obyć bez czynnego udziału polskich inteligentów, z ich etosem zaangażowania, odpowiedzialności i poczuciem misji przywódczej.
Piotr H. Kosicki wziął na swój historyczny warsztat problem dróg ideowych, wyborów (często wzajemnie sprzecznych) i decyzji (nieraz błędnych, choć niekiedy zadziwiająco trafnych i dalekowzrocznych), jakie podejmowały środowiska polskiej inteligencji katolickiej w latach od zakończenia wojny do przełomu październikowego. Inteligencja katolicka jest formacją stosunkowo młodą, złożoną w większości z ludzi świeckich, która jęła powstawać przy końcu XIX stulecia, gdy następowało przyspieszone „odczarowanie” świata, a religia traciła swoją socjologiczną samooczywistość. Nadano później to miano ludziom, którzy poczuli się w obowiązku poważnego przemyślenia w świetle wiary sensu swojego życia i swoich poczynań w dziedzinie kultury, polityki czy gospodarki i do wyciągnięcia z tych przemyśleń wniosków praktycznych, którzy gromadzili się w stowarzyszeniach takich jak przedwojenne Odrodzenie, zakładali pisma, takie jak warszawskie „Verbum”, poznańska „Kultura” czy wileński „Pax”. Nie może dziwić, że po wojnie – mimo skrajnie niesprzyjających okoliczności ideologicznych i politycznych – ta część inteligencji katolickiej, która przeżyła i pozostała w kraju, wykazywała się dużą aktywnością. Jej zaangażowanie i wola działania publicznego wyrastały nie tylko z tradycyjnego inteligenckiego etosu, lecz także z motywacji religijnej wyartykułowanej m.in. przez encykliki społeczne, poczynając od Rerum novarum, w postaci obowiązku pracy na rzecz wspólnego dobra.
Piotr H. Kosicki napisał o polskiej inteligencji katolickiej lat powojennych książkę, w której historia polityczna udatnie splata się z historią idei i z historią społeczną. Jak wskazuje tytuł Personalizm po polsku, kluczem dla opisu autora stał się pewien zespół idei filozoficzno-społecznych stawiających w centrum osobę ludzką (niesprowadzalną do „jednostki”) i jej godność. Idea ta, o dostojnej genealogii sięgającej do Boecjusza, w obrębie której spotykają się wielcy antagoniści – św. Tomasz z Kantem, zyskała nowy wyraz wzbogacony o treści polityczne w XX w., przede wszystkim w tekstach dwóch francuskich filozofów, Jacques’a Maritaina i Emmanuela Mouniera. Lektura ich obu silnie oddziałała na świadomość polskiej inteligencji katolickiej. Ten pierwszy, interpretując w duchu personalistycznym św. Tomasza i papieskie encykliki społeczne, uczynił wiele dla zakotwiczenia demokracji i praw człowieka w obrębie społecznej myśli Kościoła. W Polsce czytany był już przed wojną i wzbudzał te same idee i tęsknoty, które ostatecznie doprowadziły do II Soboru Watykańskiego z jego kluczową ideą aggiornamento, otwarcia się na „radość i nadzieję, smutek i trwogę ludzi współczesnych” – jak głoszą pierwsze słowa soborowej konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes. Ten drugi, któremu Kosicki poświęca znacznie więcej uwagi, zaczął być czytany w Polsce w czasie okupacji, w kręgach młodej inteligencji był przedmiotem namiętnych dyskusji i, jak przekonująco wykazuje autor, stał się nie tylko światopoglądowym katalizatorem dla wielu polskich inteligentów katolickich, ale także łącznikiem pomiędzy różnymi ich konspiracyjnymi środowiskami, w szczególności: Konfederacji Narodu kierowanej przez Bolesława Piaseckiego, Szarych Szeregów, lewicowców z „Płomieni”, a także katolickiej Unii.
*
Jakkolwiek osoba ludzka w jej wymiarze indywidualnym, społecznym i transcendentnym była punktem wyjścia obu francuskich myślicieli, to różniły ich projekty zmierzające do zmiany świata. Mounier bowiem nie zadowalał się demokracją, państwem świeckim „po chrześcijańsku urządzonym”, i podstawowymi wolnościami. Główną sprężyną jego żarliwych wywodów była potrzeba zaangażowania na rzecz obalenia „le désordre établi”, czyli „utrwalonego nieładu”. Jego niechęć do „demokracji formalnej” i przekonanie, że system ten jest z natury niesprawiedliwy, jego gwałtowny antykapitalizm zbliżały go do radykałów zarówno z prawej, jak i z lewej strony. Po pewnych wahaniach Mounier już po wojnie mocno zbliżył się do marksizmu: odrzucał materializm, ale akceptował „sprawiedliwość społeczną” w marksistowskim wydaniu i metodę rewolucyjną.
Tym, co czyniło Mouniera myślicielem tak wpływowym w kręgach młodej inteligencji zwłaszcza – lecz nie tylko – katolickiej pokolenia wojennego, było przekonanie, że świat nie może wrócić do dawnej postaci, że to społeczne napięcia i systemowa niesprawiedliwość odpowiedzialne były za narodziny faszyzmu i za wojnę, że trzeba rozpoznawać ducha nadchodzącego czasu i w nim upatrywać nowego ładu, w którym osoba ludzka będzie w stanie rozwinąć cały swój potencjał.
Piotr H. Kosicki obszernie i kompetentnie omawia kontekst ideowy, społeczny i „kościelny” francuskiej myśli katolickiej od lat 30. do 50. Na ten kontekst składało się przede wszystkim trafne przekonanie, że Watykan – pomimo encyklik społecznych – wciąż nie dostrzegał w pełni dramatyzmu kwestii społecznej i stopnia dechrystianizacji mas robotniczych. Stąd wzięła się tzw. nowa teologia dominikańska ojców Marie-Dominique Chenu i Yves’a Congara, wspierana przez jezuickich prekursorów myśli soborowej – Henriego de Lubaca czy Jeana Daniélou. Watykan, dopatrując się zagrożenia marksistowską infiltracją – szczególnie wobec komunistycznych umizgów adresowanych do francuskich katolików – kładł systematycznie kres pracom wspomnianych teologów, zamykając seminarium Le Saulchoir, zabraniając publikacji, umieszczając ich dzieła na indeksie, zakazując nauczania, później likwidując ruch księży robotników. Watykańskie decyzje sprawiły, że rozwijanie tych idei i opartej na nich praktyki stało się udziałem laikatu – zarówno we Francji, jak i w krajach, gdzie – jak w Polsce – myśl francuska była wielce wpływowa.
Właściwym bohaterem książki Kosickiego jest polska inteligencja katolicka grupująca się po wojnie w trzech ośrodkach ideowych i wokół trzech pism: „Tygodnika Warszawskiego” gromadzącego głównie ludzi powiązanych z polską chadecją, czyli Stronnictwem Pracy i Unią, „Tygodnika Powszechnego”, czyli środowiska Znaku oraz „Dziś i Jutro”, czyli późniejszego PAX-u. Liderzy „Tygodnika Warszawskiego” w najmniejszym stopniu inspirowali się myślą Mouniera, a ich dążenie do niezależnego działania politycznego w warunkach krystalizującego się coraz bardziej totalitarnego komunizmu rychło – bo w 1948 r. – doprowadziło do likwidacji pisma, do więzień i długoletnich wyroków. „Tygodnik Powszechny”, jak wiadomo, wycofał się z bezpośredniej aktywności politycznej, rozwijając aktywność pisarską i publicystyczną w dziedzinie religijnej i na kurczących się wyspach kultury nieobjętej ideologicznym dyktatem. Polityczne stanowisko środowiska Znaku nakreślił Stanisław Stomma w artykule Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików, powstałym wkrótce po wizycie Mouniera w Polsce i opublikowanym w trzecim numerze miesięcznika „Znak”. Artykuł ten, napisany ezopowym językiem, wzbudził liczne polemiki i nieporozumienia, pojawiające się zresztą do dzisiaj. Kosicki trafnie analizuje i interpretuje tę ważną wypowiedź Stommy przede wszystkim jako krytykę zarówno „minimalizmu” reprezentowanego przez lewicowych katolików francuskich spod znaku Mouniera, jak i maksymalizmu – nierealistycznego wówczas dążenia do pełnej partycypacji w polityce, do jakiej aspirowały środowiska chadeckie. W stanowisku Stommy rysuje się to, co nazwano później „neopozytywizmem”, gotowość do uznania tych działań władzy, które zmierzają do odbudowy kraju, do społecznej i materialnej emancypacji szerszych kręgów, a w polityce zagranicznej reprezentują polską „rację stanu”, czyli przede wszystkim możliwy do osiągnięcia poziom niezależności od ZSRR i obronę Ziem Zachodnich jako trwale należących do pol skiego stanu posiadania. Patrząc od innej nieco strony, można zobaczyć w Stommie prekursora późniejszej „antypolitycznej polityki” Havla i innych środkowoeuropejskich dysydentów.
Ów „minimalizm” Mouniera i jego towarzyszy, polegający na uznaniu komunizmu za sojusznika „rewolucji personalistycznej i wspólnotowej”, głęboko rozczarował jego krakowskich wielbicieli, z Jerzym Turowiczem na czele, i spowodował, że Mounier przestał być publikowany na łamach pism krakowskich, które pozostały wierne personalizmowi w innych wydaniach – najpierw Maritaina, a potem Karola Wojtyły czy ks. Józefa Tischnera. Zresztą rozczarowanie było wzajemne. „Mounier niewiele z Wawelu zobaczył” – mówił później Jerzy Turowicz. A Mounier notował o redaktorach „TP”: „stwardnieli w swoim agresywnym patriotyzmie i sposobem bycia w twardej opozycji (…) ryzykują destrukcję własnego projektu”. Inaczej natomiast stanowisko Mouniera zostało przyjęte przez środowisko „Dziś i Jutro”, grupujące z jednej strony starych towarzyszy broni Bolesława Piaseckiego z przedwojennej faszystowskiej Falangi, z drugiej – ludzi, którzy podczas okupacji weszli w skład Konfederacji Narodu, i młodzież, która – jak Tadeusz Mazowiecki – przyłączyła się do tej grupy już po wojnie. Temu środowisku Kosicki poświęca najwięcej uwagi i ta część jego pracy zawiera najwięcej nieznanych lub trudno wcześniej dostępnych informacji. To właśnie PAX-owcy znaleźli u Mouniera inspiracje do budowania ideologii i praktyki katolickiego socjalizmu i do – jak pisze Kosicki – „czynnego współudziału w ustanawianiu nowej władzy”. Autor stawia kluczowe pytanie: „czy dążenia zespołu miały charakter instrumentalny czy pryncypialny, czy nowy ruch Piaseckiego naprawdę chciał być pionierem uniwersalistycznego katolickiego socjalizmu, czy też raczej przewidywał dla siebie rolę swego rodzaju »konia trojańskiego«, rozkładającego nowe władze od środka? Niestety, są to pytania, na które nie można udzielić definitywnej odpowiedzi na podstawie dostępnej bazy źródłowej” (s. 201–202). A jednak z dalszych wywodów Kosickiego pewne odpowiedzi się wyłaniają. Wynikałoby z nich, że starzy falangiści, przyboczni Piaseckiego, dążyli przede wszystkim do zbudowani wokół PAX-u imperium gospodarczego, łącząc tę działalność z ideologią nacjonalistyczną, rozwijaną przede wszystkim na pożywce resentymentu antyniemieckiego. Natomiast młodsi działacze (m.in. Mazowiecki, Zabłocki, Wieczorek) dążyli do autentycznego katolickiego socjalizmu i byli gotowi przyjąć strategię, wedle której najpierw należy się włączyć w rewolucję socjalistyczną i poprzeć siły, jakie ją prowadzą, a następnie, w oparciu o ten sojusz i stworzoną infrastrukturę, chrystianizować rewolucję i socjalizm od wewnątrz.
Jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy naiwnie wyglądałaby taka strategia, to jednak na jej bazie PAX-owi udało się zainicjować coś w rodzaju katolicko-socjalistycznej międzynarodówki, która rozwijała się burzliwie, poczynając od sojuszu między „Dziś i Jutro” oraz mounierowskim „Esprit”, obejmując liczne środowiska i organizacje katolickie przede wszystkim we Francji, Belgii i we Włoszech. Oczywiście do jej zbudowania potrzebne były także inne elementy jednoczące. Podstawowym składnikiem stał się ruch na rzecz pokoju, mocno wspierany przez ZSRR, skupiony na zbieraniu podpisów pod wzywającym do rozbrojenia atomowego Apelem sztokholmskim i na kongresach pokojowych we Wrocławiu, Pradze i Warszawie. Innymi zaś były antyamerykanizm, antyniemieckość i eurosceptycyzm.
Ciosy w tę katolicko-socjalistyczną międzynarodówkę przyszły z przeciwstawnych stron: najpierw komuniści zdecydowali się na frontalną rozprawę z Kościołem i katolicki socjalizm stał się dla nich znacznie mniej interesujący, zaś przynajmniej niektóre zachodnie kręgi lewicowych katolików zdystansowały się od komunistycznych prześladowań Kościoła. Z drugiej strony – w roku 1955 Watykan dekretem Świętego Oficjum potępił „Dziś i Jutro” oraz książkę Piaseckiego Zagadnienia istotne z jej „teologicznym” usprawiedliwieniem stalinizmu. Równocześnie rozpoczęła się „fronda” w ruchu PAX-owskim, skąd odeszło grono młodych działaczy, których liderem był Tadeusz Mazowiecki, w proteście wobec tendencji autorytarnych i wobec niezachwianie prostalinowskiej polityki Piaseckiego. Ostateczny cios tej międzynarodówce zadał referat Chruszczowa, polski Październik i powrót na scenę „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”, ku którym zwróciło się wielu zachodnich katolików zainteresowanych tym, co się dzieje za żelazną kurtyną. Doświadczenia z lat 50., zarówno błędy wówczas poczynione przez późniejszych „frondystów”, jak i trafne wybory Jerzego Turowicza i Stanisława Stommy, a także międzynarodowe kontakty w środowiskach katolickich zrodzone po kompromitacji katolicko-socjalistycznej międzynarodówki – to wszystko wydało bogate plony w następnych dziesięcioleciach, kulminując w czasie pierwszej Solidarności, stanu wojennego, a potem podczas rządów Tadeusza Mazowieckiego. To już jednak inna historia.
*
Książka Kosickiego, oparta na rozległych lekturach historycznych i źródłowych – jej imponująca bibliografia i przypisy stanowią wartość samą w sobie – daje wnikliwą, obszerną panoramę losów katolickiej inteligencji w szerokim kontekście polskim i międzynarodowym. Dostęp do archiwów polskich, francuskich i amerykańskich – autor pracuje na uczelniach w USA – okazał się bezcenny. Żałować należy pewnego niedopracowania: w kilku miejscach występują niejasności chronologiczne, braki translatorskie (książka napisana była po angielsku) czy sprzeczności: np. autor wyraża się raz z uznaniem, a kiedy indziej krytycznie o idei, wedle której Kościół winien zachowywać dystans wobec polityki. Niemniej Personalizm po polsku zdecydowanie poszerza naszą wiedzę historyczną, odkrywa mnóstwo ważnych a nieznanych kart i – co najważniejsze – głęboko daje do myślenia.
_
Piotr H. Kosicki
Personalizm po polsku. Francuskie korzenie polskiej inteligencji katolickiej
tłum. Jerzy Giebułtowski, Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2016, s. 502