Subskrybuj
fot. Maciej Bernaś
Kuratorka, związana z Bunkrem Sztuki w Krakowie, inicjatorka (wspólnie z Jakubem Woynarowskim i Mateuszem Okońskim) Małego Instytutu Polskiej Ilustracji.
Antropolożka kultury, autorka książek Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji (2016) oraz Wyroby. Pomysłowość wokół nas (2018) i Czyje jest nasze życie (2017; wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim).
Dziennikarz kulturalny, krytyk, kurator, autor książki Ten łokieć źle się zgina. Rozmowy o ilustracji.
Projektant grafiki użytkowej, współtwórca ogólnopolskiego kwartalnika projektowego „2+3D”. Z Wojciechem Kubienią prowadzi Biuro Szeryfy.

Przekłady wizualne, czyli o grafice użytkowej

Ilustracja i – szerzej – grafika użytkowa cieszą się w Polsce coraz większym zainteresowaniem. Wiele osób zagląda pod podszewkę projektów, zwraca uwagę na nazwiska twórców okładek, ilustracji prasowych, identyfikacji np. wydarzeń kulturalnych, powstają popularyzatorskie książki dotyczące tematu. Prace rodzimych twórców są dostrzegane podczas konkursów czy wystaw nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Jaka jest historia polskich sukcesów w tym obszarze? Czy ilustracja pełni funkcję informacyjną? Co sprawdza się w polskiej przestrzeni wizualnej?

Olga Drenda: Do czego służy ilu­stracja i co to znaczy, że grafika jest użytkowa?

Władysław Buchner: Nie jestem fanem terminu „grafika użytkowa”, dlatego że sugeruje on istnienie grafiki nieużytkowej. O ilustracji myślę w kontekście projektowania graficznego. Nie wyobrażam sobie, że grafika powstaje bez relacji pro­jektant–klient, ilustrator–klient, i nie mam na myśli jedynie właści­ciela firmy np. ze słodyczami, ale także instytucję kultury, pismo, autora, reżysera itd. Ta relacja tworzy chemię, która w kon­sekwencji uwidacznia wartość artystyczną.

Sebastian Frąckiewicz: Pozwolę się nie zgodzić. Przygotowując książkę Ten łokieć źle się zgina, roz­mawiałem z 11 osobami i zauwa­żyłem różnicę w podejściu ilu­stratorów pracujących dla klienta komercyjnego a np. Iwony Chmie­lewskiej, która najpierw robi książkę autorską, a dopiero póź­niej szuka wydawcy. Nie zawsze tworzymy ilustrację w relacji pro­jektant–klient. Część ilustratorów, z którymi rozmawiałem – nieko­niecznie do najnowszej książki – oburzała się na termin „ilustracja”, uznawali go za niewystarczający do opisu dzisiejszego świata nar­racji wizualnej. Na przykład Marta Ignerska i Iwona Chmielewska twierdziły, że „ilustracja” to termin archaiczny, XIX-wieczny. Chmie­lewska podkreśla, że to, co robi, nie jest…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy ludzie są z natury religijni?