Subskrybuj
fot. Dawid Chalimoniuk/ Agencja Gazeta
Dr nauk humanistycznych, filolog, krytyk literacki. Zajmuje się literaturą XX w., współczesną prozą polską i melancholią.

Przewaga obcości

Feliksa Netza miało nie być. Nie tylko jako poety, prozaika, eseisty, radiowca i wybitnego tłumacza. Miało go nie być w ogóle. Gdy jako 19-letni chłopak pracował w kopalni, przeszedł pod wózkiem z urobkiem i dotknął drutu ślizgowego pod olbrzymim napięciem. W dziewięciu przypadkach na dziesięć takie zdarzenia kończyły się śmiercią. Młody Netz – cudem – ocalał i dzięki temu Śląskowi przydarzył się twórca, który przez 60 lat wrastał w ten mroczny region, pisał o nim i próbował objaśniać jego niepochwytną istotę.

Czynił to autor Urodzonego w Święto Zmarłychjakby mimochodem, bez tego niezdrowego napięcia, które zwykle towarzyszyło debatom o „śląskości”. Swój projekt artystyczny utożsamił całkowicie z projektem egzystencjalnym, prowadząc pas transmisyjny między życiem i tworzeniem. Dzięki temu – niespektakularnie, ale z żelaznym uporem – wciąż od nowa interpretował i tłumaczył Śląsk. Udało mu się to zrobić lepiej niż wielu innym przede wszystkim dlatego, że nigdy nie był „stąd” – i nie mam tu na myśli prostego klucza biograficznego, lecz niezbywalny rodzaj dyspozycji wobec świata; coś, co sam nazwał legitymizacją egzystencji. W przypadku Feliksa Netza było nią poczucie obcości, które – widać to…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wierzę, wątpię, odchodzę