Jan Bajtlik: Miałem w dzieciństwie problemy z czytaniem, więc nie za bardzo to lubiłem.
Małgorzata Szumna: To interesujące, bo Twoje prace są dość „tekstocentryczne”.
Do liceum miałem poważne problemy z koncentracją, dlatego okres edukacji wczesnoszkolnej, kiedy na co dzień pracujemy z tekstem, był dla mnie męczarnią. Nie należałem do dzieci, które czytają od czwartego roku życia. Rejestrowałem świat plastycznie – łatwiej przyswajałem obraz niż tekst.
Ten rodzaj wrażliwości przerodził się jednak w skrystalizowane zainteresowania. Projekt jednej z Twoich książek – Sztuki latania – powstał kiedy byłeś jeszcze w liceum. Dlaczego tak wyraźnie nastawiłeś się na twórczość dedykowaną dzieciom?Kiedy miałem osiem albo dziewięć lat, poznałem Józefa Wilkonia i to spotkanie było dla mnie kluczowym doświadczeniem. Odbyło się podczas audycji poświęconej ilustrowaniu książek dla najmłodszych w Radiu Bis, w którym wtedy mój tata prowadził programy popularnonaukowe. Po audycji pokazałem Wilkoniowi moje rysunki przedstawiające Indian, piratów, tarantule, stacje kosmiczne oraz pierwsze próby martwych natur czy „studium” postaci. Od tamtej pory jeździłem…