Najważniejsza jest jednak matka. Brzmi banalnie, bo każdy matkę posiadać musi, ale tak się składa, że Marcel Proust, Romain Gary i Roland Barthes mieli matki szczególne: inteligentne, oczytane, silne, niezłomne. Bez cienia przesady można powiedzieć, że pisali dzięki nim, a czasem też dla nich i o nich. Trzy bardzo różne kobiety łączyła ponadczasowa siła matczynej miłości, którą ofiarowały swoim synom z dodatkowym bonusem w postaci niezachwianej wiary w ich zdolności. Ten rodzaj miłości uzależnia. Gdy jej zabraknie, pozostaje człowiekowi tylko smutne życie na emocjonalnym odwyku. Rozgrzebywanie własnych wspomnień, wpatrywanie się w stare fotografie, chowanie pod nowym nazwiskiem i zmyśloną osobowością. Pisanie. Końcowy wniosek jest zawsze ten sam: nikt nigdy nie pokocha cię tak mocno i bezwarunkowo jak twoja matka.
Mój mały wilczkuDo Jeanne Weil nie pasuje słowo „piękna”, raczej „przystojna” – jej rysy były regularne, czarne oczy intrygujące. Wymagająca wobec służby, zapatrzona w męża, wykształcona (znała cztery języki) i kochająca literaturę. Wraz z matką (słynną…