Poznaliśmy się w V LO im. Augusta Witkowskiego w Krakowie, które jeden z naszych profesorów złośliwie nazywał „ogólnikowokształcącym”. Do szkoły Staszek dostał się cudem. Opowiadał mi kiedyś, jak pod koniec lat 30. jego ojciec stał w Krynicy w kolejce do pijalni. Z tyłu za nim rozległy się okrzyki: „zabierzcie stąd tę Żydówę”. Julian Rodziński wyszedł z kolejki i zwrócił się do wyzywanej kobiety, mówiąc: „Proszę stanąć przede mną”. Po wojnie klasę wyzyskiwaczy należało unicestwić, dzieci burżujów nie powinny były się kształcić. Podanie Staszka o przyjęcie do liceum odrzucono. Był przecież synem właściciela sklepu przy pl. Mariackim i członka kongregacji kupieckiej. Ojciec wybrał się więc do pani dyrektor…