Niniejszy tekst piszę pod koniec 2020 r. Co znaczy, że przez ostatnich dziewięć miesięcy funkcjonujemy w mniejszej lub większej izolacji. Nie wiem, jak wiele zmieni się do momentu, kiedy Państwo po niego sięgną – dziś, po krótkiej „odwilży” (zniesieniu restrykcji pierwszego lockdownu), galerie sztuki, muzea, teatry, kina, domy i centra kultury są znów zamknięte. A przecież nie tylko one. W czasie pandemii praktycznie każda dziedzina życia została przeniesiona do internetu – pracujemy zdalnie, tak samo uczymy się / nauczamy, opinii lekarza zasięgamy przez sieć (lub telefonicznie), aktualności śledzimy w serwisach internetowych (a trzeba przyznać, że w 2020 r. było kilka zwrotów akcji, poza tym funkcjonowanie w zmiennych dwutygodniowych interwałach czasowych obostrzeń sprawiło, że nie można było zapomnieć o sprawdzeniu wiadomości), podróżujemy najczęściej palcem po mapie, tj. Google Earth, z przyjaciółmi i rodziną świętujemy na Skypie. Słowem – internet stał się światem. Światem, mimo wszystko, niepełnym. Choć trudno prorokować, które obszary życia zmienią się na dobre, to na horyzoncie rysują…
Z wykształcenia ukrainistka i polonistka. Redaktorka, autorka, tłumaczka. Promotorka kultury ukraińskiej. W „Gazecie Wyborczej” producentka i wydawczyni podcastów