Subskrybuj
Kadr z filmu "Utalentowany pan Ripley" fot. Archives du 7e Art/BE&W
Filmoznawczyni, edukatorka filmowa, organizatorka przeglądów i festiwali filmowych. Dwukrotnie nominowana do nagrody PISF w kategorii krytyka filmowa. Laureatka Konkursu im. Krzysztofa Mętraka. Specjalistka od włoskiego kina, prowadzi w sieci „Accademię Włoskiego Kina”, w której przygląda...

Superman i uzurpator

Ripley jest kruchy, zawstydzony własnym pochodzeniem, naznaczony klasowym niedopasowaniem. I chorobliwie pragnie być kimś innym

Kiedy Tom Ripley pojawia się po raz pierwszy na kartach powieści Patricii Highsmith, zostaje ustawiony jako bohater wymierzony przeciw klasycznej moralistyce kryminału. Nie jest figurą do zdemaskowania i ukarania, tylko postacią, do której czytelnik pozostaje niepokojąco, wręcz perwersyjnie przywiązany. Highsmith, pracując nad książką, zanotowała 1 października 1954 r., że chce pokazać „jednoznaczny triumf zła nad dobrem” i sprawić, by odbiorca odczuł z tego satysfakcję. Utalentowany pan Ripley (1955) stał się początkiem pięciotomowej „Ripliady”, co pokazuje, że autorka odnalazła w tej postaci wyjątkowo pojemny model nowoczesnej podmiotowości.

Sednem Utalentowanego pana Ripleya nie są tak naprawdę detektywistyczne dochodzenie ani sama zbrodnia, lecz wejście w perspektywę bohatera pozbawionego stabilnego „ja”: ukazanie,  jak
w jego świadomości splatają się pożądanie, wstyd, zazdrość i autokreacja.

Ripley nie chce po prostu czegoś posiadać, tylko doświadczyć rozpoznawalności, podziwu i społecznego uznania. Majątek, styl życia i klasa Dickiego Greenleafa są dla niego nośnikami pożądanej tożsamości.

Odniesienie do pojęcia mimesis w kontekście tej postaci wydaje się szczególnie trafne: Ripley jawi się jako istota „pozbawiona trwałego centrum”, której funkcjonowanie determinuje ciągłe doświadczenie naśladownictwa. Idąc za filozofem Stanisławem Czerniakiem, można powiedzieć, iż Tom byłby „istotą zdolną do kreowania ról i zawsze z nimi nietożsamą, niezdolną do rozpłynięcia się w żadnej z nich. Jako aktor nie jest sobą ani w gorsecie roli, którą odgrywa, ani całkowicie poza nią – jest jednocześnie tu i tam, w zderzającym się na scenie interakcji międzyosobniczym ucieleśnieniu”. Podmiotowość bohatera cechuje skrajna zmienność, a jego zdecentralizowane „ja” skazuje go na osamotnienie i nieustanną ucieczkę. „Talent” Toma polegałby zatem nie tyle na prostym fałszerstwie czy manipulacji, ile na testowaniu granic społecznej wiarygodności danej tożsamości.

To również tłumaczy, dlaczego postać i „mechanizm Ripleya” tak dobrze znoszą kolejne ekranizacje. W przypadku samego Utalentowanego pana Ripleya najważniejsze pozostają trzy powroty do tej historii: W pełnym słońcu René Clémenta z 1960 r., film Anthony’ego Minghelli z 1999 r. i serial Ripley Stevena Zailliana z 2024 r. Obok nich istnieją też filmy oparte na późniejszych częściach cyklu, co tylko potwierdza, że Ripley nie jest bohaterem jednej fabuły, lecz figurą, którą można opisywać na nowo w różnych epokach i estetykach.

Kino szczególnie dobrze wychwytuje jego performatywność, bo pozwala pokazać tożsamość jako serię zewnętrznych znaków: spojrzeń, gestów, kostiumów, modulacji głosu, sposobów zajmowania miejsca wśród innych.

Reżyser Angielskiego pacjenta w swojej wersji powieści Highsmith przygląda się temu, jak reinwencja własnej tożsamości może być nasączona erotyzmem, tajemniczością i pragnieniem zawłaszczenia cudzego życia. Jak wspominał producent William Horberg, nie chodziło o to, by Ripley był kimś w rodzaju nowego Alaina Delona (czyli pierwszego Ripleya w historii X Muzy), ale raczej o to, by – zafascynowany cudzą doskonałością – chorobliwie pragnął nim być. Ripley Matta Damona jest bardziej kruchy, bardziej zawstydzony pochodzeniem, silniej naznaczony klasowym niedopasowaniem. Nie bez przyczyny w filmie Minghelli pojawia się przewrotne porównanie do Supermana: za okularami Clarka Kenta Tom ukrywa „sekretne moce”, czyli zdolność przechodzenia między personami. Tyle że Superman nie jest tu zbawicielem, lecz uzurpatorem. Ostatecznie w logice Ripleya lepiej być „fejkowym kimś” niż „prawdziwym nikim”, nawet jeśli ceną za to okazuje się samounicestwienie.

Utalentowanego Pana Ripleya (1999) można obejrzeć m.in. na Prime Video

Artykuł pojawił się w numerze: Pułapki samorozwoju