Stanowisko dyrektorki TR Warszawa obejmuje Pani, gdy w polskim teatrze wieje wiatr zmian związany z działaniami antyprzemocowymi, walką z mobbingiem i źle rozumianą hierarchicznością. Co ważne, walka ta przestaje być wyłącznie deklaracją. Zmieniają się układy sił i modele zarządzania, sprawcy zaczynają ponosić konsekwencje.
Potrzeba troski i relacji partnerskiej w zespole, widoczna w całym świecie artystycznym, jest fundamentalną kwestią w naszym programie i podstawą myślenia o pracy. Z TR Warszawa związana jestem od 1996 r. z roczną przerwą, gdy w 2022 r. odeszłam, jak się okazało, na krótko, do Instytutu Teatralnego.
Koncentracja na potrzebie oczyszczenia relacji i komforcie pracy wynika z moich wieloletnich obserwacji. Zwłaszcza że zdarzały się momenty, gdy poczucie bezpieczeństwa było poważnie zachwiane. Obserwowaliśmy wówczas, jak destrukcyjne jest to zjawisko zarówno dla jednostek, jak i dla zespołu jako całości.
TR Warszawa pozostaje oczywiście teatrem artystycznym i repertuarowym, natomiast szalenie istotne jest dla nas, aby wypracować metody, które pozwolą nam działać twórczo, nie nadszarpując dobrostanu artystów i całego zespołu.
W ciągu kilku ostatnich lat z TR‐u odeszło około 30 osób. W czerwcu ubiegłego roku zespół ogłosił protest przeciwko dyrekcji. W oświadczeniu czytamy m.in.: „Odejścia kolejnych pracownic i pracowników mają potężny wpływ na naszą pracę. Pomijając narastające poczucie straty, zagrożony jest również tak ciężko wypracowany przez lata poziom artystyczny, trwonione jest wieloletnie doświadczenie” i „Stan ten jest efektem szkodliwego i niekompetentnego prowadzenia zespołu przez dyrekcję TR Warszawa”. „To, co działo się w TR, jest mikrokosmosem odzwierciedlającym to, co dzieje się w teatrze w ogóle” – mówiła Anka Herbut, członkini nowego zespołu programowego, w rozmowie z „Dwutygodnikiem”. Zgadza się Pani z jej tezą?
Najbardziej miarodajnie mogę mówić o zespole, w którym byłam i znów jestem. Natomiast z innych teatrów dochodzą oczywiście słuchy o podobnej potrzebie poczucia bezpieczeństwa, transparentności i uczciwości. To, co dzieje się u nas, stanowi fragment większej zmiany, która dla zespołu TR-u mającego za sobą doświadczenie kryzysu jest niezwykle istotna.
Pani odejście było aktem sprzeciwu?
Moje odejście było kroplą, która spowodowała przelanie się czary żalu i frustracji. Upublicznienie problemów, z którymi borykał się zespół. Moja rezygnacja była emblematyczna, bo jako ostatnia wystąpiłam z szeregu. To był długotrwały proces degradacji. Wcześniej odchodziły osoby bardzo ważne dla zespołu. W ludziach narastał sprzeciw, lęk, aż sytuacja stała się nie do wytrzymania.
Startując w konkursie na stanowisko dyrektora teatru TR Warszawa, otrzymała Pani pełne poparcie zespołu. Jak duże znaczenie miał dla Pani ten akt zaufania?
Powiedziałabym, że formujące. Z wykształcenia i zawodu wykonywanego do tej pory jestem pedagożką teatru. Świetnie czuję się w pracy z ludźmi, z grupami. Natomiast dyrektorką nigdy nie byłam i gdyby nie poczucie misji, przekonanie, że „jeśli nie my, to kto”, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce i próbować naprawiać to, co się zepsuło, a nie czekać, aż doszczętnie się rozpadnie, pewnie zabrakłoby mi odwagi. Wsparcie zespołu i przede wszystkim potwierdzenie, że oni też tego chcą, było chyba najistotniejszym elementem. Myślę, że bez niego nie wystartowałabym w konkursie.
Mam wrażenie, że z ogromnej wiary w zespołowość wypływa także decyzja o zastąpieniu dyrektora artystycznego trzyosobowym zespołem programowym.
Tak, przy czym warto powiedzieć, że rezygnacja z figury jednoosobowego dyrektora artystycznego nie jest tak dużą rewolucją, jak może się z zewnątrz wydawać. W TR Warszawa zawsze istniał zespół programowy, który wspierał dyrektora artystycznego, natomiast był kompletnie niewidoczny. Jego praca była ukryta pod jednym wielkim nazwiskiem. W związku z tym dokonywana przez nas zmiana polega na nadaniu mu widoczności. Zależy nam, by podkreślić zespołowość, która jest w teatrze podstawą.
Przez lata, kiedy prowadziłam warsztaty dla dzieci czy młodzieży, mówiłam, że zespół w teatrze to nie tylko aktorzy i wybitny reżyser, ale cała rzesza ludzi, których nie widać: od inspicjentki przez oświetleniowca i garderobianą po specjalistkę od PR. Bardzo w to wierzę i myślę, że szeroko rozumiana zespołowość po prostu się sprawdza. Pora, by to stało się jasne także na zewnątrz. A widzialność to również odpowiedzialność, której bardzo nam w TR potrzeba.
Odejście Grzegorza Jarzyny – wydawałoby się z TR Warszawa nierozerwalnie związanego – jest dla Pani tematem wartym poruszania czy przepracowania?
Grzegorz Jarzyna przez długie lata był bardzo ważnym reżyserem, później dyrektorem artystycznym. Jemu zawdzięczamy świetny start teatru w lata dwutysięczne. Jednak dzięki perspektywie osoby z wewnątrz wiem, jak kształtowała się i zmieniała jego relacja z zespołem na przestrzeni tych 25 lat. Protest aktorów z 2022 r. poprzedzony był kilkoma latami szukania rozwiązań naprawczych. Dlatego nie sądzę, by dziś była to kwestia wymagająca przepracowania. Po prostu nazwaliśmy po imieniu mechanizmy, które już od lat nie funkcjonowały prawidłowo lub funkcjonowały wyłącznie na papierze.
Oczywiście, te spektakle czy przeżycia, których dzięki Grzegorzowi Jarzynie mieliśmy okazję doświadczać, są dla nas bardzo ważnym dziedzictwem. Nie odcinamy się od nich i je szanujemy. Grzegorz Jarzyna nie startował w ostatnim konkursie na dyrektora TR Warszawa. Sam uznał, że czas na zmianę również dla niego. Myślę, że jest to dobre dla obu stron.
Jakie wymierne korzyści przynosi Pani wieloletnia praca w zespole TR‐u?
W obliczu walki z kryzysem wielkim wsparciem jest moja znajomość zespołu. Doskonale wiem, kto się czym zajmuje. Znam wewnętrzne style komunikacji. Dzięki temu nie będziemy tracić czasu na poznawanie się, badanie, sprawdzanie, jak kto pracuje. Mamy to – ja i zespół – zmapowane. Wiemy też, gdzie są nasze słabe punkty, nad czym musimy pracować. Moja długa obecność daje możliwość szybkiej pracy naprawczej, której bardzo potrzebujemy.
Warto wspomnieć także o zapleczu ideowym. Moja pamięć instytucji sięga jeszcze dalej niż Teatr Rozmaitości, bowiem dzisiejszy TR wyrósł z idei artystycznej Teatru Szwedzka 2/4, istniejącego w latach 1990–1994. To właśnie zespół tamtego teatru przeniósł się na remontowaną po pożarze z 1988 r. scenę przy Marszałkowskiej 8, przyjmując nazwę Rozmaitości. Do Teatru Rozmaitości na Marszałkowską przyszłam pracować jeszcze jako studentka wiedzy o teatrze z miłości do Teatru Szwedzka 2/4. Jestem przekonana, że dzisiejszy TR będzie zaczynem dla przyszłego TR-u w kolejnej siedzibie – na pl. Defilad.
Od czego chcą państwo zacząć? Co będzie najistotniejsze w najbliższych latach?
W czerwcu ubiegłego roku z protestem wystąpili aktorzy i aktorki, mając wsparcie całego zespołu teatralnego. To doświadczenie aktywizmu było spajające i wspierające, ale po czasie kryzysu i ponadmiarowego aktywizmu chcemy po prostu pracować. Skupić się na pracy twórczej. Już nie musieć walczyć o swoje prawa, ale o jakość naszej pracy i spektakli, którymi chcemy się dzielić z widzami.
Stąd zaplanowane cztery premiery – wynik naszych rozmów sprzed roku. Zaprosiliśmy reżyserki i reżyserów do współpracy, proponując im konkretne terminy. To, że nasz program w grudniu 2022 r., w momencie składania aplikacji, był właściwie gotowy, zyskało powszechną aprobatę komisji konkursowej powołanej specjalnie w tym celu i składającej się z urzędników miejskich, przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów, Związku Artystów Scen Polskich oraz TR Warszawa. Mnóstwo pracy nad urealnieniem tych planów już za nami. Skromna scena przy Marszałkowskiej nie pomieści wprawdzie wszystkich marzeń, ale mam nadzieję, że układanka, którą zaproponowaliśmy, umożliwi całemu zespołowi artystycznemu pracę twórczą, doładowanie i uruchomienie energii. A także napęd do poszukiwania nowych, może też odkurzenie bardzo starych tematów, które będziemy chcieli przepracować i przedstawić publiczności.
Sezon zainaugurowali Państwo Domówką, czyli niezobowiązującym spotkaniem zespołu z widzami.
Domówki zaproponowała Anna Smolar w ramach swojego kuratorskiego cyklu. Te spotkania otwierają nas na publiczność, ale także na siebie nawzajem w perspektywie przyjemności, dawania od siebie czegoś, co nie jest związane z pracą, ale też tego, co każdy z nas jako pracownik kultury tworzy i czym chciałby się podzielić. Czytamy więc np. z publicznością Muminki czy organizujemy międzypokoleniowe warsztaty prowadzone przez choreografkę Weronikę Pelczyńską.
Kolejną – dla mnie szalenie istotną – odnogą programu jest rozwój pedagogiki teatru, czyli pracy nad edukowaniem publiczności w duchu oddawania jej głosu i wsłuchiwania się w niego. Tym zespołem kieruje w tej chwili Ania Kurelska, z którą przez lata pracowałyśmy nad jak najlepszym wdrożeniem w TR-ze myślenia o podmiotowości, demokratyzacji, partycypacji odbiorców teatru.
Chcemy również kontynuować pracę nad dostępnością i włączaniem widzów, a także artystów z niepełnosprawnościami do pracy. Zapraszamy na widownię jak najszersze grono odbiorców kultury, dając szereg udogodnień koniecznych do pełnego odbioru, m.in. audiodeskrypcję, polskie napisy czy tłumacza języka migowego, jak również miejsca w pierwszym rzędzie dostępne dla osób poruszających się na wózkach. W ubiegłym sezonie premierę miał spektakl Rodzina, który jest koprodukcją TR Warszawa i Teatru 21 skupiającego wśród aktorów m.in. osoby z zespołem Downa i spektrum autyzmu. W ubiegłym roku dostaliśmy Grand Prix w plebiscycie Lidera Dostępności – bardzo ważną dla nas nagrodę podsumowującą 10 lat ciężkiej pracy w tym zakresie. Mam nadzieję, że podobnych działań będzie u nas więcej.
„Teatr repertuarowy” przestaje być chyba wystarczająco pojemną kategorią, by zdefiniować działalność TR Warszawa.
TR od dawna jest miejscem interdyscyplinarnym i szukającym nowych modeli performatywnych działań. Nasza publiczność chętnie otwiera się na propozycje eksperymentalne, ale z ogromną radością przychodzi też na spektakle opowiadające konkretną historię, którą widz może przeżywać razem z bohaterami – jak chociażby Cząstki kobiety czy Mój sztandar zasikał kotek. Kroniki z Donbasu.
Dlatego nie boimy się grać spektakli w tradycyjnej formie, jednocześnie szukając nowych modeli na styku różnych sztuk, działań partycypacyjnych, choreograficznych i muzycznych. TR Warszawa to także galeria sztuki – od lat na ścianach wymalowane są murale – którą ostatnio odnowiliśmy i w ramach Warsaw Gallery Weekend zapraszamy na oprowadzanie. Wierzymy, że nowa siedziba przy pl. Defilad pozwoli nam na jeszcze pełniejszy rozwój naszych działań.
Konferencja inaugurująca sezon w TR Warszawa odbyła się właśnie przy pl. Defilad, a temat nowej siedziby przewijał się w wypowiedziach wielu członków zespołu. Co jest dla państwa najważniejsze w oczekiwaniu na ten budynek i marzeniach o tym, co będzie za sobą niósł?
Jesteśmy na etapie, kiedy czujemy, że przez kilka najbliższych lat możemy skoncentrować się na pracy, rozwijaniu nowych trendów i metod zarządzania. Jednak perspektywa przenosin do dużego teatru na placu Defilad jest dla nas kluczowa przede wszystkim dlatego, że pewne projekty nie mają szans wydarzyć się na małej przestrzeni przy Marszałkowskiej.
Od 2017 r. graliśmy nasze spektakle dodatkowo w hali ATM Studio, dość daleko od centrum. Ta przestrzeń się nie sprawdziła. Staraliśmy się ją uteatralnić, ale wciąż pozostawała halą telewizyjną na obrzeżach Warszawy, z trudnym dojazdem. Była nam potrzebna, żeby powstały takie spektakle jak Cząstki kobiety, Moja walka, Inni ludzie czy 3SIOSTRY – realizacje wymagające nie tylko znacznej przestrzeni scenicznej, ale także dużej widowni.
Teatr przy Marszałkowskiej ma zaledwie 160 miejsc, co utrudnia myślenie o rozwoju. Nie jesteśmy w stanie zrównoważyć ponoszonych kosztów eksploatacji i wpływów z biletów.
Nowa przestrzeń jest nam potrzebna także po to, by pracować w godniejszych warunkach. Przy Marszałkowskiej 8 mamy nie tylko niewielką scenę i widownię, ale także całe zaplecze jest niewystarczające dla pracowników. Dwie niewielkie garderoby, przepełnione pokoje do pracy biurowej, wąskie korytarze. Staramy się na bieżąco poprawiać warunki pracy – doświetlając pokoje czy robiąc dodatkową wentylację, ale są to ruchy tylko częściowo ratujące sytuację. Sama tego doświadczam, pracując w pokoju dyrektorskim, który w zasadzie nie ma okien. Do tej pory zajmowała go jedna osoba, teraz pracujemy obie z moją zastępczynią. Perspektywa budowania i przeniesienia się, nawet jeśli odległa, daje nam siłę, byśmy wytrzymali w tym ścisku i nadal szukali najlepszych z możliwych rozwiązań tymczasowych.
Przed nami wyzwanie związane z planowanymi dużymi inscenizacyjnymi, do których zaprosiliśmy Kornéla Mundruczó, Caroline Guielę Nguyen czy Łukasza Twarkowskiego. Na jakiej scenie mamy je przygotowywać, czekając na przeprowadzkę na pl. Defilad? Gdzie mamy grać duże inscenizacje, jak Cząstki kobiety czy 3SIOSTRY? Dlatego jak najszybsze zbudowanie TR-u na pl. Defilad jest dla nas bardzo ważne. Czekamy na tę przeprowadzkę już 20 lat.
Niestety, popandemiczna inflacja i wojna w Ukrainie sprawiły, że koszt budowy bardzo wzrósł. W przetargu na generalnego wykonawcę wzięło udział mniej kandydatów, niż myśleliśmy, w związku z czym ich oferty były bardzo wysokie – przewyższające możliwości inwestycyjne miasta. Obecnie jesteśmy na etapie intensywnych ustaleń dotyczących nowego przetargu.
Kryzys inflacyjny, walka o finanse oraz ich dywersyfikacja to jedne z ważniejszych wyzwań na najbliższe lata.
Z pewnością. Finansowanie to jedno z niekończących się problemów kultury. Ale też wyzwanie, które podejmujemy z otwartością. Od lat ćwiczymy się w pozyskiwaniu koproducentów, dotacji, partnerstw. W przeszłości przez kilka lat zajmowałam się fundraisingiem i zdobywaniem zewnętrznego finansowania dla teatru. Dziś nie robię już tego sama, ale będę aktywnie wspierać ten proces. Po pierwsze, widzę, że to po prostu konieczność, a po drugie, jest to szansa na dywersyfikację dochodów, o której Pani wspomniała. Bez funduszy z zewnątrz nie udźwigniemy pracy twórczej i utrzymania zespołu w tak nierentownym miejscu jak Marszałkowska 8. Czasami są to niewielkie kwoty, ale skutecznie odciążają budżet teatru.
Opowiadając o planach TR‐u, wspomniała Pani o inkluzywności teatru, która przecież – w dłuższej perspektywie – służy także poszerzaniu publiczności, a co za tym idzie, jest jedną z odpowiedzi na kryzys finansowy.
Pracując przez wiele lat na stanowisku pedagożki teatru, zastanawiałam się, jak najlepiej opiekować się widzami, którzy już przychodzą do teatru, ale także tymi, których jeszcze w nim nie ma. Stąd brała się praca warsztatowa z całymi klasami licealistów, a nie wyłącznie osobami zainteresowanymi teatrem, bo te wiadomo, że prędzej czy później do niego dotrą.
Cały czas zależy nam na docieraniu do tej grupy, która nie myśli o teatrze jako miejscu swojej aktywności. Wynika to z głębokiej wiary, że teatr jest wspaniałym sposobem na integrację grup, ale też umożliwia powiedzenia czegoś o sobie.
Doświadczamy tego w pracy z nauczycielami, którzy szybko zauważają, że metody teatralne są bardzo nośne i świetnie się sprawdzają, gdy chcemy otworzyć i pobudzić dyskusje. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie zanurzonym w internecie, podlegającym cyfryzacji, z bardzo ograniczonym kontaktem międzyludzkim, młodym ludziom bardzo trudno jest otworzyć się przed grupą i powiedzieć coś o sobie. Teatr, szczególnie taki jak TR Warszawa – który nie musi się podobać, może być czasem niezrozumiały – ma niezwykłą zdolność pobudzania emocji. Rozmowa o spektaklu może stać się – i zazwyczaj tak się dzieje – otwarciem na to, jak widz się czuje, kim jest, z czym przychodzi.
W pedagogice teatru ważne są też dialog i demokratyzacja. My, jako prowadzący, nie wychodzimy ex cathedra z gotową wykładnią spektaklu. Pytamy odbiorców, jak się czuli, czym ten spektakl dla nich był, dopytujemy o poszczególne elementy i w ten sposób nawiązujemy dialog i dajemy szansę, żeby się wzajemnie usłyszeć. Nawet jeśli towarzyszą nam skrajnie różne emocje, reprezentujemy odmienne wartości, odbieramy przedstawienie zupełnie inaczej – dzięki pedagogice teatru świetnie buduje się pole dialogu.
Co w czasach skrajnej polaryzacji zdaje się mieć jeszcze większą wartość.
Gdy pod koniec maja 2021 r., w czasach świeżo popandemicznych uczniowie, po miesiącach nauki zdalnej, wracali do szkoły na 30 dni, wystąpiliśmy z dużym projektem, w którym za punkt honoru przyjęliśmy nie edukację teatralną, a integrację. Chcieliśmy dać tym młodym ludziom możliwość powiedzenia, jak się czują, czym dla nich była pandemia, co stracili przez ten czas i co najbardziej pragną odzyskać. Narzędzia teatralne wykorzystaliśmy do budowania relacji.
Może rodzić się wątpliwość, czy aby na pewno da się połączyć wysoką wartość artystyczną, która od lat jest wyróżnikiem TR Warszawa, z myśleniem o inkluzywności i pedagogice teatru.
Nasza dotychczasowa praca pokazuje, że takie połączenie jest możliwe. Z założenia nie obniżamy poziomu działań twórczych, żeby dotrzeć do tych, którzy nie rozumieją awangardowej sztuki, ale dajemy szansę na rozwój młodym ludziom poprzez rozmowę, odkrywanie samych siebie, bynajmniej nie tłumaczenie czy narzucanie, jak mają coś rozumieć. Pokazujemy, że pełne zrozumienie nie zawsze jest najważniejsze czy konieczne, a właściwie rzadko jest możliwe. Liczy się natomiast czucie, otwartość na dialog, na emocje.
Dowodem na udany mariaż jakości artystycznej, partycypacji oraz inkluzywności są dwa ostatnie spektakle stworzone z udziałem młodzieży – Autokorekta z 2021 r. wieńcząca trzyletni projekt „Teatr i Szkoła”, w którym brali udział uczniowie początkowo niezainteresowani teatrem. W procesie trzyletniej pracy twórczej z Anną Karasińską (performans Topnienie), Wojtkiem Ziemilskim (wystawa wideo Gdzie jesteśmy), a na końcu reżyserem spektaklu Jakubem Skrzywankiem stworzyli przedstawienie, które weszło do repertuaru. Oczywiście z krótszą żywotnością, ponieważ jego twórcy nie są artystami zarabiającymi graniem na życie, tylko młodymi ludźmi przed maturą, idącymi w swoje rejony, ale za to teatr niezwykle silnie w nich rezonuje. Spektakl Autokorekta pokazywaliśmy w ramach Festiwalu Korczak w 2021 r. oraz w poznańskim Pawilonie w kwietniu 2022 r.
Pod koniec ubiegłego sezonu premierę miał z kolei spektakl 2030, który z młodzieżą przygotował Michał Buszewicz – odpowiedź młodych na dokument Młoda Warszawa. Polityka młodzieżowa m.st. Warszawy stworzony przez Urząd m.st. Warszawy. Zostaliśmy zaproszeni z tym przedstawieniem na Festiwal Korczak 2023. Poza entuzjastycznym odbiorem przez widzów – zarówno młodych, jak i dorosłych, także zaproszenia na prestiżowe festiwale są potwierdzeniem jakości spektakli partycypacyjnych TR.
W rozmowie z Katarzyną Niedurny opublikowaną kilka dni po publicznym oświadczeniu zespołu aktorskiego TR Warszawa z czerwca 2022 r. Maria Maj powiedziała: „Teatr nie ma gospodarza”. Otwierając nowy sezon, właśnie na tę gospodarskość kładą państwo nacisk.
Tak, gospodarzami teatru są członkowie jego zespołu. Taką nazwę dla całego sezonu zaproponowała Anna Smolar, kuratorka naszych dodatkowych do programu propozycji artystycznych w sezonie 2023/2024. Weszliśmy w sezon Gospodarze z wypracowanymi przez nią działaniami, które są elementem naprawczym, bardzo potrzebnym zespołowi.
Jesteśmy oczywiście szczęśliwi, bo dokonała się zmiana, ale to nie znaczy, że mocno zachwiane poczucie bezpieczeństwa już się odbudowało, wszystkie rany zabliźniły i jesteśmy w pełni zintegrowanym, mocnym zespołem. Mamy mnóstwo pracy do wykonania, a po tak długim czasie aktywizmu opartego na przeciwstawianiu się, a nie budowaniu, mamy nie tylko w umysłach, ale również w ciałach zakodowane różne zachowania obronne. Rozmontowanie ich jest długotrwałym procesem. Nie wiemy, ile on nam zajmie, ale jednym z lekarstw ma być propozycja Domówek.
Anna Smolar pół roku przed rozpoczęciem sezonu spotkała się z całym zespołem i wsłuchała się w niego, żeby dowiedzieć się, czego mu potrzeba. Stąd wynika idea wspólnego świętowania, spokoju, beztroski, bezpieczeństwa, spędzenia czasu bez napinki na artystyczny efekt, bycia razem w pozytywnej energii. Chcemy sami jej doświadczać, ale też dzielić się nią z widzami, otworzyć się na bycie razem z nimi.
Oczywiście ważne, by zachować balans. Będziemy cały czas przyglądać się, czy przygotowywanie Domówek nie staje się dla nas tylko kolejnym zadaniem do wykonania. Tak, by zachować uczucie przyjemności, adekwatności do potrzeb. Jesteśmy w procesie sprawdzania różnorakich rozwiązań, ale niezależnie od wszystkiego chcemy poczuć się u siebie i chcemy, by w ten sam sposób poczuli się nasi widzowie. Dlatego każdy, kto przychodził 1 września na Parapetówkę do naszego domu przy Marszałkowskiej, dostawał znaczek z napisem „jesteśmy u siebie”.
Z rozmów z zespołem zrodziła się także potrzeba ruchu, działań choreograficznych – już nie dla publiczności, ale nastawionych na nasz dobrostan cielesny. Stąd w planie tzw. wtorki dla zespołu, czyli godzinne spotkania, podczas których będziemy praktykować ruch – jogę, ćwiczenia oddechowe i inne działania z pola choreografii. Chcemy się ruszać – ale nie po to, by nasze ciała były bardziej wyćwiczone, ale by czuć się w nich dobrze. Nic na siłę. Mamy też nadzieję, że trzy, może cztery razy w sezonie uda się nam wygospodarować nieco więcej czasu na tzw. turbowtorki, czyli dłuższe warsztaty dla chętnych z zespołu. Mamy rozpoznane wstępne potrzeby – pracę na rzecz przeciwdziałania przemocy, pracę z poczuciem bezpieczeństwa, warsztat z kultury feedbacku, ale też poznawania wspólnie czegoś, czego nikt z nas nie zna – jak np. sztuki iluzjonistów. Podsumowując, w tym sezonie skupiamy się na tym, co konieczne i potrzebne, czyli na pracy oraz odpoczynku i zabawie. Wracamy do hasła, które widnieje na plakatach w naszym górnym foyer stworzonych przez grupę Twożywo: BAW się i PRACUJ.
Dużo w tych działaniach wspólnotowości, co łączy się z Pani deklaracją, że chcieliby się Państwo zasobami TR‐u dzielić z innymi.
O dzieleniu się myślę bardzo szeroko. Jedną z jego form jest projekt Debiut TR, w ramach którego raz w roku dajemy młodej reżyserce czy młodemu reżyserowi możliwość pracy z doświadczonym zespołem. Aktorzy dzielą się swoim kunsztem, a my na zapleczu pokazujemy nasze know‐how, otaczamy opieką debiutującego twórcę, żeby miał możliwość pracy w jak najlepszych warunkach, mógł się jak najpełniej rozwinąć.
Chcemy też dzielić się innym, niehierarchicznym modelem zarządzania, który oczywiście najpierw sami musimy wypracować i doszlifować. Szczególnie bliska jest mi koncepcja służebnej roli lidera – zarządzania nie przez władzę, a oddawanie odpowiedzialności i pilnowanie dobrostanu zespołu. Szalenie trudna sztuka, ale w pewnym stopniu uczyłam się jej przez lata jako pedagożka teatru, dbając o poczucie bezpieczeństwa małych grup na przestrzeni kilku miesięcy. Teraz zmienia się skala, ale mam nadzieję, że jej rozmiar nie przeszkodzi nam w wypracowaniu dobrych praktyk, a następnie przekazywaniu ich dalej.
Mówiła Pani o zabieganiu o nowego widza. Chcą się jednak Państwo otworzyć również na nowych twórców: reżyserów zagranicznych, ale także artystów rodzimych, dotąd rzadziej zapraszanych do współpracy – myślę chociażby o choreografach.
Potrzeba otwarcia jest widoczna w całym środowisku. Spektakle choreograficzne zaczynają się pojawiać – na razie pojedynczo – w repertuarach dużych instytucji. Dla nas idea interdyscyplinarności, niezamykania się w naszym małym zespołowym światku, jest bardzo istotna i sprzężona z myśleniem o dzieleniu się – w dłuższej perspektywie np. przestrzenią. Myślimy o niej jako o szansie dla odbiorców, środowiska twórczego, a nawet jeszcze szerzej Warszawy i Polski. Zwłaszcza w kontekście nowego budynku.
Anna Rochowska
Pedagożka teatru, związana z TR Warszawa od 1996 r., od 2023 r. jako dyrektorka. Przez lata pracy w teatrze prowadziła i inicjowała szereg projektów z zakresu pedagogiki teatru: dla dzieci, młodzieży, studentów, dorosłych i seniorów, jak również dla osób z niepełnosprawnościami sensorycznymi, dbając o ich pełny dostęp do kultury