Subskrybuj
Piotr „Vienio” Więcławski, współtwórca Molesty. Kadr z filmu dokumentalnego Skandal. Ewenement Molesty, reż. B. Paduch fot. Best Film
Piotr „Vienio” Więcławski, współtwórca Molesty. Kadr z filmu dokumentalnego Skandal. Ewenement Molesty, reż. B. Paduch fot. Best Film
Edytorka, copywriterka, osoba pisząca. Publikowała w „Stronie Czynnej”, „Stonerze Polskim”, „Zakładzie”, „Odrze”. Pochodzi z gór, mieszka w Krakowie

Z winylu i z kompakt dysku

Można zobaczyć w rapie poezję i opisywać go jak awangardowe utwory. Można dostrzec w nim sięganie do źródeł liryzmu i podobieństwo do pieśni Homera. Rap nie prosi jednak o legitymizację kultury wyższej ani o naukowe analizy.

23 marca 1998 r. wyszedł jeden z najważniejszych albumów polskiego rapu. Skandal Molesty był wydarzeniem z wielu powodów przełomowym dla rodzimej sceny hiphopowej. To od tego materiału na dobre zaczął się warszawski i polski rap (używam zamiennie pojęć rap i hip-hop, ograniczając to drugie tylko do muzyki). Promowany był hasłem: „Uważaj na tę płytę”, i słusznie, bo Skandal był jak pocisk rzucony na polski rynek muzyczny, a jego pole rażenia wyszło znacznie poza ulice i środowisko rapowe. Każdy numer z tego krążka ma status kultowego, a wersy, słowa, powiedzenia weszły na stałe do języka, i to nie tylko fanów rapu. To płyta, która uformowała przyszłość sceny i miała ogromny wpływ na polską popkulturę.

Vienio, Włodi, Kacza i reszta biorących udział w nagraniach ziomali stworzyli „chuligański raport z osiedla w najlepszym wykonaniu” (Molesta, Klima), a tym samym pokazali, jak „żyje każdy na opak sukinsyn” (Molesta, Kontroluj się) – dając głos ulicy, opowiadając realia życia dzieciaków na blokowisku, ich zajawki, problemy, zasady i wartości. Skandal to świat – razem z nim wychodzi się na warszawskie ulice, a rapowe obrazy w kolejnych kawałkach pozwalają niemal przenieść się na jedną z osiedlowych akcji i przeżyć ją razem z klimą (ekipą). I chociaż Włodi zastrzega w Kontroluj się: „Chcesz posłuchać tego, będziesz musiał wyjść z domu / metrem dojechać do miejsca z betonu”, to narracje chłopaków sprawiają, że da się poczuć ten klimat bez opuszczania swojego pokoju.

Od wydania Skandalu minęły już prawie trzy dekady. I w hip-hopie, i na warszawskich ulicach zmieniło się bardzo dużo.

W rapie pojawiły się wielkie pieniądze, a autentyczność, zasady, szorstkość przekazu już nie mają takiego znaczenia jak na przełomie wieków. Ale jedno pozostało niezmienne – gdy przyłoży się ucho do głośnika, z którego leci rap, można wejść w fascynujące światy i półświatki, dowiedzieć się więcej o języku, ludziach i realiach. Można usłyszeć, jak mówi ulica, skąd czerpie inspiracje, jak przetwarza słowniki, czym się interesuje. To właśnie Skandal jako pierwszy pokazał dobitnie, że nie ma lepszego barometru języka i jego przemian niż rap. Bo hip-hop to wciąż czasem brutalna, ale wolna językowa awangarda.

„Przez lufcik”

„Chcesz wejść w ten świat, może zobacz go przez lufcik / jak jesteś ciekawy, to pod kwiatkiem leży kluczyk”– doradza Barto Katt na bitach 2k88. Sięgam pod kwiatek, bo chcę zobaczyć, choćby na małym wycinku, co zostało w hip-hopie z czasów Molesty, jak wygląda „całkiem stara nowa szkoła” i co „pozmieniało się dookoła” (Brudne serca, Co było, a nie jest). Robię to, choć wiem, że nie będzie to łatwe. Jest taki często przywoływany cytat z Franka Zappy, który mówił, że pisać o muzyce to jak tańczyć o architekturze. Pisanie o rapie wymaga w takim razie naprawdę cyrkowych akrobacji. Rap to żywioł i usiłowanie zamknięcia go w słowach i kategoriach jest jak próba schowania morza w słoiku – jedyne, co zostanie z jego istoty, to słona woda.

Mogłoby się wydawać, że na linii rap–język nie ma beefu (konfliktu), lecz rap na wstępie dostaje więcej punktów w tej walce.

Łapie język w locie, używa go w sposób nieokiełznany, wykręcony w różne strony, forpocztujący, żywy. Jego kontekstem jest słowo mówione, więc gdy przykładamy do niego narzędzia opisu, wytracamy potencjały, a sens flaczeje. Ujmowanie tego gatunku w ramy tekstu i interpretacji zabija w nim pierwotne cechy, pozbawia życia.

Można próbować analizować rap na wiele sposobów, pozornie nobilitować – bo przecież tak blisko mu do poezji (a jeszcze bliżej do tej pierwotnie lirycznej, czyli wykonywanej do dźwięku liry). Powiedzieć np. o tym, że rymy w rapie są często nowatorskie i rozmieszczone w sposób niezwykle oryginalny. Jak zauważa Arkadiusz Mastalski w pracy Rap jako rodzaj współczesnej melorecytacji, raperzy nie ograniczają się tylko do tych na końcu wersów, ale wychodzą poza nie, umieszczając w linijkach rymy krzyżowe, okalające i nagłosowe, a także rozbudowane struktury rymowe zwane pantorymem, czyli tzw. gęste rymowanie – pojawiające się w różnych miejscach wersu na większym obszarze tekstu.

Rap może sobie pozwolić na więcej niż poezja, bo do pary z tekstem idzie bit, który nadaje tempo i podpowiada, jak coś powiedzieć, żeby właśnie w nim „siedziało”.

A to znów zbliża nas do analogii między rapem a starożytną tradycją oralną. Można snuć rozważania o homeryckich interpretacjach, sami raperzy przecież dają ku temu powody. Wystarczy posłuchać, co nawijają Belmondo i John Mojo w kawałku Amba Fatima: „Twój rap gu gu ga ga mój rap to Iliada / Jestem Homer Simpson moja muza to przesada”. Kusi, prawda? Można by budować paralelę między twórczością Homera a tekstami rapowymi – przecież ich geneza jest bardzo podobna. Wywodzą się z improwizacji i poezji mówionej: tworzenie utworów „na żywo”, wyraźna struktura rytmiczna, melodyjność, powtarzające się struktury frazowe. Te ostatnie u Homera to np. „szybkonogi Achilles”, a w rapie to punchline (oryginalna, zaskakująca pointa) i powtarzające się wersy w refrenie. Idąc dalej i sięgając po wydanie Illiady z Biblioteki Narodowej, czytamy, że imię Homer możemy tłumaczyć jako ślepiec, towarzysz, ale także spajacz, zbieracz, składacz (!). Czy Homer był pierwszym raperem, czy raperzy to współcześni aojdowie? Dobra, lepiej to zostawmy.

Rap nie prosi o legitymizację kultury wyższej i naukowe analizy, to bardziej my, słuchacze, się ich domagamy. Z ciekawością czyta się takie dociekania, jednak hip-hop ani tego nie chce, ani nie potrzebuje. Posłucham Włodiego, który mówi w Upadku: „odpierdol się od moich wierszy” – choć znów mogłabym poczuć się sprowokowana do analiz, bo nazywa swoje wersy wierszami, ale jednocześnie uprasza o brak wnikania, więc nie róbmy tego.

Rap ma w sobie coś z bezczelnego dzieciaka i zna swoją wartość, nikt i nic nie są w stanie powiedzieć mu, czym jest ani czym nie jest, bo sam to wie najlepiej. I nie oznacza to niechęci do zmian, wręcz przeciwnie, przemiana jest wpisana w rap immanentnie, lecz nie wynika z nacisków z zewnątrz. Rap szybciej łapie to, co się dzieje się w świecie, może sobie też pozwolić na inkorporowanie rzeczy z różnych rejestrów, mieszać to, co uważane za wysokie, z niskim. Procesy, które się w nim toczą, są bardzo dynamiczne. Zanim skończę ten tekst, pewnie będzie już gdzie indziej, powstaną nowe składy, nowe tematy. Dlatego na bardzo rozległą scenę rapową popatrzę przez lufcik, z całego ogromu wykonawców tworzących w różnych nurtach przyjrzę się tym, którzy tak jak Molesta budują własne światy, dają językowe popisy i pozwalają zobaczyć coś nowego.

„Niech będzie obca ci nasza mowa”

„Klima”, „elo”, „HWDP”, „P.K.U.”, „sztuki”, „melanż”, „xeroboy”, „się żyje” i wiele, wiele innych zwrotów, słów, skrótowców weszło ze Skandalu do powszechnego języka. Nadstawiając uszu na ten album, poznaje się „warszawski styl mówienia” i „mokotowską gadkę” – bo ta płyta to fascynujący zapis czasu i tego, jak mówiło pokolenie wchodzące w dorosłość pod koniec lat 90. Wychowanie na warszawskich osiedlach, gdzie pod blokiem mieszały się różne światy, sprawiło, że słownik Skandalu czerpie mocno z gwary przestępczej, kibicowskiej, chuligańskiej, które po swojemu przetwarza. Nic w tym w sumie dziwnego, skoro chłopaki musiały kodować wiele rzeczy w rozmowach, także ze względu na zagrożenie ze strony policji, która, łagodnie rzecz ujmując, nie lubiła ich stylu życia, często ich przeszukiwała i zatrzymywała. W związku z tym wiedzieli, że ważne jest nie tylko, o czym się mówi, ale i jak się mówi. To miało swoje odbicie w rapie.

A w nim zrozumiałość przekazu nigdy nie była wartością. Wręcz przeciwnie. Częstsza jest postawa mieszania języków i szyków, tak żeby zrozumieli ci, którzy mają albo chcą zrozumieć.

Chyba jedynym raperem, który odkrywał nieco semantykę osiedlowego slangu, był Pezet. W dwóch kawałkach Slang i Slang 2 wyjaśniał część osiedlowych zwrotów: „kieszeń – kiermana, zapalniczka – zapalar / Bogaty leser to banan, lopa to fifka / Chować to kitrać, słowa – nawijka”. Bardziej to jednak językowa zabawa niż słownik pojęć przydatnych osobom ulicznie zielonym.

Pomocny słuchaczom jest portal internetowy Rap Genius – miejsce, w którym teksty rapowe są poddawane wyjaśnieniom i interpretacjom innych słuchaczy, dzięki czemu da się rozszyfrować slangowe określenia użyte w kawałkach. Można też weryfikować wiedzę w słownikach slangu i na internetowych forach. Ale… i tak nie uda się zrozumieć wszystkich niuansów ukrytych w numerach.

„Jak tego nie rozumiesz, to to zostaw, łajzo” – nawija Mada w Klimatach Tedego. „Lubię szyfrować kawałki, żeby nie każdy rozumiał” – przyznaje jeden z największych rapowych kryptografów Kaz Bałagane. „Okupuje leżak, ja to jej kolega / ona zjadła tylko pół talerza / mówi, że jej kuzyn z czymś tam biega / nie wiem, o co biega” – słyszymy w numerze Pół talerza, w którym raczej nie chodzi o niedojedzony obiad, lecz o wzięcie połówki ecstasy. Chyba każdy kawałek Kaza ma w sobie jakiś szyfr, z odwołaniami do języka ulicy, gwar przestępczych czy po prostu nomenklatury używanej, gdy ma się do czynienia z, powiedzmy, nielegalnymi środkami bądź zachowaniami. Zresztą kodów związanych z narkotykami na scenie jest bardzo wiele. W refrenie Bazarku Hewra powtarza: „Gdybym mógł, od rana kruszyłbym z nią Mateusza”, co jest dość szczególnym wyrazem sympatii nie tylko do dziewczyny, ale i mefedronu. Podobne stanowisko prezentują Mobbyn i Belmondo: „Jeśli to, co mówię, to dla ciebie hieroglify / Nie będziemy tu wpierdalać z jednej michy”. Belmondo testuje język na różnych poziomach: składniowym, semantycznym, fleksyjnym, i tak tworzy swoje hieroglify, jak w Unikatowej runie: „Żule w taxi i sezamki / Gorzkiej prawdy smak ze mną, dziwko, mordę zamknij / Otwieram se zamki kluczem wiolinowym / Ze mną są moi kompani / Mobbyn Company, wpierdalam się z bani, zanim wjadą tutaj psssy / Wyjebane w stypy, sippin’ pompei”.

Nowa fala raperów łapie to, co teraz miesza się w zbiorowej świadomości. W tekstach pojawiają się odwołania do śmiesznych filmów z Youtube’a (np. „Moje ujebane jak stół, Rurku, dosyć mam już chujków” – nawija Tonfa, nawiązując do słynnego filmu z Kamilem Durczokiem), memów, języka komunikatorów, aplikacji, internetu w ogóle. Tym samym oddaje, jak dziś się mówi do siebie, wyłapuje uproszczenia, skrócenia, błędy językowe, fonetyczne wersje słów, obcojęzyczne wtrącenia. Powstają z tego oryginalne słowniki raperów.

Bo rap ciągle zadaje sobie pytanie, co da się jeszcze zrobić z językiem, jak go powyginać, gdzie jeszcze można pójść ze słowem, jak w nowy sposób go użyć, wykoleić, odmienić.

Duet Tonfa, którego debiut dzieli od debiutu Molesty 20 lat, przyznaje, że źródłem tekstów jest dla niego nie tyle jakiś slang młodych ludzi, ile własne insiderskie akcje, skróty myślowe, zrozumiałe tylko dla niego żarty. Im bardziej odjechane, a co za tym idzie, niejasne dla reszty językowe wygibasy, tym lepiej. Tonfa ma też wyjątkowe wyczulenie na łapanie istoty współczesnego sposobu mówienia, przykładem może być tytuł kawałka: bede dala rade to tak a jak nie to nie, który w rozbrajający sposób czerpie z uproszczeń wiadomości tekstowych. Językowe „błędy” są obecne właściwie w każdym jego numerze i odkrywają potencjał języka: „To mój posag / To mój przychód / Bolą nogi weź tu przychódź”, albo: „znowu wyszłem no bo jestem nocna marka / Nie Firma [krakowska grupa hiphopowa, zaliczana do nurtu ulicznego rapu – przyp. J.T.] a niebieski jest migdał”.

A co poza tym? Kaz Bałagane i Alcomindz budują narrację na fonetycznej podmianie i używają słowa „narpiew”: „Narpiew to trzeba mieć w głowie” – mówi Kaz. No, trzeba.

„To jest odbicie, to jest życie”

Dzielnica, ulica, osiedle, ławka, mieszkanie, pokój – to topografia świata ze Skandalu. Nic wyjątkowego, każdy, kto dorastał lub mieszkał w bloku, to wszystko kiedyś widział. A jednak odbicie zwykłej codzienności osiedla i młodych ludzi w nim otworzyło głowy, zszokowało i było czymś na kształt olśnienia – czyli tak to robimy!

Molesta wprowadziła do dyskursu wykluczonych ludzi i wykluczone z miejskiej geografii miejsca.

Dała uwagę temu, co było jej przez lata pozbawione. Patrzyła tam, gdzie większość składów z lat 90. i 2000., czyli na bloki i ulicę, przekładając je na rap i pokazując realia życia. Przyszło jej to zupełnie naturalnie. Członkowie składu wzięli najlepiej znany sobie wycinek świata i opowiedzieli o nim. Hip-hop jako forma narracyjna, mówiona, jest idealny do przekazywania historii: swojej, miejsca w którym się żyje, ludzi, z którymi się trzyma. Raczej nie wychodzi poza tu i teraz, a nawet jeśli wybiega w przyszłość czy w przeszłość, to najmocniej jest osadzony w teraźniejszości.

Mówimy o swoich swoim językiem. Choćby z tego powodu nie możemy tutaj zakładać obiektywizmu osoby opowiadającej. Także dlatego, że raper jest nie tylko obserwatorem, ale też narratorem i komentatorem opowieści. Poza tym to on wykonuje gest wyboru, na jaki kawałek świata popatrzy i jak o nim nawinie. Ten autorski filtr jest mocno obecny i pożądany.

Rap, tak jak wcześniej punk, staje się głosem tego, co na pograniczach, bierze pod skrzydła wyrzuconych poza nawias, stojących w opozycji, innych, niepasujących. Jest odpowiedzią na otaczający młodych ludzi „farmazon”, który próbują wciskać im politycy i media. Molesta stawiała siebie w kontrze do sztucznego świata: „Społeczeństwo się śmieje, ale chuj z tym / Niech szorują na plastikowe balangi” (Molesta, Kontroluj się). Świat lat 90. nie był łatwy, jedni robili pieniądze, inni mieszkali w ciasnych mieszkaniach i zaharowywali się na śmierć, niewiele z tego mając.

Członkowie Molesty widzieli to w swoich domach i nie chcieli żyć jak ich rodzice. Szybko zrozumieli, że wolność nie dla wszystkich jest tak samo łaskawa.

I to też był jeden z powodów, dla których wybrali rap. Żeby go robić, nie trzeba było mieć pieniędzy, nie trzeba było mieć sprzętu, gitar, perkusji – trzeba było mieć za to trochę ulicznego sprytu. Molesta zaczynała nagrywać na pożyczonym od brata Kaczego malutkim samplerze, na którym dało się zapętlić cztery takty bębnów. Cztery takty, tylko tyle miała. Oraz całe tony zajawki i wiary, że ma się coś do powiedzenia.

„Wszystko naprawdę, nic na niby”

Skandal to jednak dużo więcej niż sam opis rzeczywistości, to także zbiór zasad, kodeks postępowania, źródło miejskich legend, wskazanie, co dobre, a co złe, przesłanie o wyższych wartościach, jak w Szacunku: „Jedno, co dajesz i bierzesz od braci / Tu nie chodzi o szelest, szacunkiem się płaci”. Prawda i autentyczność były przez wiele lat kluczowymi wyznacznikiem bycia lub niebycia raperem. „Lubisz hip-hop?! To pozostań prawdziwy” – radzi Molesta w utworze Xeroboy, który to cały jest sprzeciwem wobec braku oryginalności i podkradania flow.

Współcześnie autentyczność nie ma już takiego znaczenia. Nie trzeba być chłopakiem z osiedla i tworzyć szorstkiego rapu o trudnym życiu, żeby nazywać się raperem / raperką. Ale oryginalność nadal jest w cenie. „Innej drogi nie ma, że nieustannie robisz kalkę? / Wara mi od chlewa, tutaj wszystko oryginalne / Jes-jestem prosiaczkiem, ale serwuję ci prawdę / I nie chodzi mi o przekaz, tylko to, co odczuwalne/ Poka mi swój rider” – taki statement w Statusie nieparzystym daje Tonfa.

Nie ma też w nowym rapie takiej koncentracji na życiu osiedli. Zresztą wielu z tych, którzy kiedyś robili reportaż z ulicy, oddaliło się od niej, bo dorobili się mieszkań, domów i innych problemów. Oczywiście zostali raperzy wierni ulicznemu życiu, nawijający z przestępczych pograniczy, a i wśród młodych pojawiają się bardziej uliczni reprezentanci. I dobrze.

Powiedziałabym, że po okresie mocno realistycznym w polskim rapie przyszedł czas na zwrot abstrakcyjny.

Trochę, choć nie do końca odwołujący się do tworzących przecież w takim nurcie Paktofoniki i Kalibra 44. Genezy tego stylu upatrywałabym jednak przede wszystkim w utworach wykorzystujących zabawy językowe i humor, jak np. Uciułany giecik PCP: „Gdy psy na tropie złoto z Acapulco / My skitrani za winklem ze skunem i bibułką / Pakiet kota lepszy niż siupa / Palisz one mana, tumana czy głupa? / U-ciułany-łany giecik pękł, pękł”. W jakimś stopniu również styl ten był obecny w języku Molesty ze Skandalu. Może o tym świadczyć choćby słynne zdanie z Dzień dobry Belmonda – „jadę na Orłowo coś przekąsić”, którego odpowiednikiem na Skandalu mogą być wers Vienia z Wiedziałem, że tak będzie: „Wstałem rano wypiłem kawę / Pojechałem na Śródmieście / Załatwić pewną sprawę / Chodziło o wzmacniacza naprawę”. Choć bardzo możliwe, że ta większa potrzeba abstrakcji narodziła się po prostu w głowach współczesnych raperów, podyktowana tym, jak wygląda ich rzeczywistość.

Teraz można nawijać o wszystkim i w każdy sposób, nawet o najbardziej błahych sprawach, byleby było to w jakiejś mierze odkrywcze – co też nie oznacza wielkich mecyi. Popatrzmy na utwór Tonfy pt. SM Gostyń tubka – inspirowany kultową tubką z mlekiem skondensowanym, znaną wielu rocznikom z dzieciństwa. Co można zrobić z taką tubką w rapie? Och, bardzo wiele: „Tonfa to spółdzielnia, a nie akcyjna spółka / Nie daję jebania oraz gówna / Ja nie czekotubka, o / Jeśli już, to słodka krówka, SM Gostyń tubka / Jak nie masz czego słuchać, to słuchaj tego gówna / Łapiesz się za głowę, ale dupę może urwać / Nie równam do reszty, bo pochylnia równa”.

Można też powiedzieć, że raperzy coraz częściej przemieszczają się z zewnątrz do wewnątrz, więcej rapu bierze się z tego, co wydarza się w myślach i wyobraźni. „O choroba, kaktusy na dłoniach / Widzimy się na antypodach, w głowach” – możemy usłyszeć w utworze Krzew autorstwa 88, Włodiego (członka Molesty) i Tonfy. Przełożenie punktu ciężkości na wnętrze (albo może raczej wyrównanie tych dwóch szali na wadze rapu) dopuszcza do głosu wyobraźnię, wytwory fantazji, językowe akrobacje i gry skojarzeń. Świat jest, ale trochę obok: „Zobacz, za oknem dzieje się świat / robak kiedyś nadzieję tu miał / umiar, sumienie, umiar / nie robię tego, czego bym nie umiał” (Tonfa, Harpia).

„Wolę się nastukać”

Większe skupienie na obrazach tworzonych w myślach może też być związane z korzystaniem z używek. Na Skandalu królowała marihuana, a utwór Wolę się nastukać jest tego najlepszym wyrazem. Równocześnie Molesta mocno i wyraźnie krytykuje ciężkie narkotyki: „tylko makowa głowa jest dla nas niczym” i „palacz Heleny ginie” – sprzeciw wobec brania heroiny jest jednym z punktów kodeksu zespołu.

Współcześnie zakres nazw używek (zarówno alkoholu, jaki i narkotyków) pojawiających się w tekstach rapowych znacznie się rozszerzył. Hewra w 2017 rapuje: „Co się w tym WWA robi-bi (WA, robi-bi, robi-bi) / Wszyscy już kurwa po molly-ly”. Transowe robi-bi robi wrażenie, jakby cała Warszawa była już pod wpływem MDMA.

Zdechły Osa (rocznik 1997) widzi dobre i złe strony nawyków, tu prawdopodobnie rozumianych jako używki. I w jakiejś mierze przypisuje im źródło swojego stylu: „Te nawyki, co mi przepaliły styki, to jest, byki / Sedno tej nawijki / Te nawyki z tej psychiki jak nerwowe tiki / To, że we mnie prąd płynie, rozumiesz na migi / Z tej nawijki możesz czytać te linijki / Co jak wejdziesz w głąb siebie, to zobaczysz, jak cię zmyli”. Ile z tych narkotyczno-imprezowych opowieści w rapie jest prawdziwych, a ile zmyślonych na potrzeby tekstów? Nie musimy wiedzieć.

Love–hate relationship rapu z używkami ma długą historię, a im dłuższą, tym bardziej zróżnicowaną, bo część raperów musiała już obrać drogę trzeźwości, co też odbija się w ich kawałkach, w których opisują swoją drogę (choćby: Kękę, Peja), i na pewno są dużym wsparciem i inspiracją dla innych.

Co jest w rapie stałe? Zbieractwo. Podnoszenie z ziemi wszystkiego, co wydaje się nieważne, wyrzucone, zbędne. Zbieranie śmieci, fragmentów, niepotrzebnych elementów. Tak jak w rapowych podkładach łączy się sample, często jakieś stare, zapomniane numery, fragmenty z filmów, wypowiedzi, scratche, robi kolaże dźwięków, tak i w warstwie tekstowej spaja się to, co dla kogoś innego jest czymś gorszym, zepsutym, niegodnym. Warholowski gest umieszczenia puszki zupy na obrazie, podniesienia jej rangi do czegoś, co można pokazać w galerii, a w przypadku rapu do czegoś, o czym warto opowiedzieć – dzieje się tu nieustannie. Fragmenty odpadniętego tynku z murów, odpryski internetu, językowe błędy, uproszczenia, gwary – to wszystko rap sobie bierze i czyni swoim budulcem. Hip-hop robi z tego skarby. A znakiem tego kontinuum – od Molesty do dziś – niech będzie fragment kawałka Cacko nagranego przez Tonfę z Włodim: „Nowe dzieło, nowe cacko / Musisz przejąć się tą akcją / Oldskulowe wychowanko / Bo oddycham tym co Włodek / Dostałem zielone światło / Sprawdź to!”.

„Który lamus jakiś problem ma?”

Zrobię małą dygresję, która, mam nadzieję, pomoże mi zbliżyć się do odpowiedzi na pytanie, dlaczego rap, często wulgarny, chamski, seksistowski, narkotyczny, mimo wszystko jest chętnie słuchany przez osoby o różnych poglądach, z bardzo różnych środowisk i z różnych szczebli drabiny społecznej.

Zanim zaczęłam słuchać rapu, słuchałam dużo Sonic Youth. Dla wielu fanów muzycznej alternatywy rozpad pary tworzącej ten zespół był trudniejszy do strawienia niż rozwód rodziców. No, ale tak się stało, Thurston Moore znalazł sobie nową dziewczynę, a Kim Gordon udzieliła wywiadu, w którym podzieliła się swoim soundtrackiem do rozstania. I na tej playliście był tylko rap. Joey Bada$$ i Iggy Azalea powtarzająca „pu$$y” jakieś sto razy w jednym utworze, Gang Starr i Boss, jedna z pierwszych kobiet MC z Detroit. Mogłoby się wydawać, że to troszkę dziwny wybór jak na ikonę nowojorskiej alternatywy, ale nie. „Rap jest naprawdę dobry, kiedy mierzysz się z traumą” – stwierdziła Gordon.

Zaryzykowałabym stwierdzenie, że Gordon nie jest odosobnionym przypadkiem. Rap pomaga poradzić sobie w trudnych życiowych sytuacjach.

Jego buta, bezkompromisowość, bezczelność dodają sił i pewności siebie, z rapem możesz poczuć się, jak największy badass na rejonie, niezależnie, czy to Ursynów, Radom, czy wieś pod Pcimiem. Czasem dodaje też otuchy, powie, że wszystko będzie dobrze, czasem kopnie w tyłek. Poza tym często czujemy, że raperzy przeszli niejedno, mają za sobą szkołę życia i wiedzą, o czym mówią.

Ale nie tylko w trudnych chwilach rap jest dobry dla naszej głowy. Dzięki niemu możemy odwiedzać różne światy. Raperzy to bardzo utalentowani opowiadacze, zabierają nas w podróże do miejsc, do których normalnie byśmy najpewniej nie dotarli (trochę jak literatura, prawda?). Bierzemy udział w tych przygodach, lecz niczym nie ryzykujemy, bo między nami a tym światem jest postać narratora-rapera. Odrywamy się od swojej zwykłej rzeczywistości i zanurzamy w czyjejś. Eksplorujemy nieznane rejony, poznajemy nowe słowa, inne spojrzenia na świat.

I wreszcie, tak jak już wspominałam, rap daje głos wykluczonym, tym, którzy nie pasują, myślą i czują inaczej. To oni mogą mieć nadzieję na to, że znajdzie się jakaś klima, która w razie problemów stanie za nim i zapyta: „który lamus jakiś problem ma?!” (Molesta, Szacunek).

Outro

Ile się zmieniło w rapie przez te prawie trzy dekady? Bardzo dużo. Pieniądze, nowe tematy, śpiewane refreny, więcej rapujących dziewczyn i wiele, wiele innych rzeczy. Jak nawijał Warszafski Deszcz: „Czas nas zmienił chłopaki (Proste!) / Robiłem głupoty, ale z tego wyrosłem / (Błędy!) – z nich naukę wyniosłem / Bo każdy dzień w moim życiu to postęp”. Ale zostały też pewne rzeczy niezmienne – „Styl, flow, oryginalność i dużo pracy, bo nic nie ma za darmo”, jak rapował Eldo. Została fascynacja słowem, poszukiwanie oryginalności i nowych dróg wyrazu, łapanie rzeczywistości i ta raperska zuchwałość, która była tak mocno obecna na Skandalu i dalej odbija się echem w głośnikach i słuchawkach.

„Zawsze się nas pytają, kim naprawdę jesteśmy / Chcesz się dowiedzieć? / Jesteśmy tylko wkurwionymi dzieciakami / I tak już zostanie / Cały czas Proceder / To przekaz dla prawdziwych, nie szukamy słuchacza / Rozumiesz to? (Dzieciaku) Prawdziwe słowa / Zapamiętaj to” (Molesta, Outro).

Zapamiętaj!

Artykuł pojawił się w numerze: Zostaw alkohol, chodź tańczyć