Oczy wilgotnieją mi mniej więcej dwa razy w roku. Wejście do samolotu KLM na lotnisku w Balicach, pozdrowienie stewardesy (goedemiddag, mevrouw– nieużywany przez długi czas język początkowo stawia opór, a dyftongi nieomal bolą), potem kawa i kanapka zapakowana w niebieskie pudełko z krowami i wiatraczkami. Po jakiejś godzinie za oknem pojawia się wreszcie Holandia, z symetryczną siecią kanałów, geometrycznie rozplanowanych miasteczek, paranoicznym wręcz ładem przestrzeni. To jest właśnie ten pierwszy raz. Drugi ma miejsce, gdy wracam, a z samolotu…
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...