Często używa się wyrażenia „dziecięca wyobraźnia”. Już małe dzieci uczy się wierszyka Juliana Tuwima Dyzio Marzyciel, w którym fantazje utożsamiane są z leniuchowaniem i byciem łasuchem, co trochę infantylizuje marzycielstwo. Czy rzeczywiście jest tak, że wyobraźnia to zdolność przypisana szczególnie dzieciom, którą tracimy z upływem lat?
To, o czym Pani mówi, znajduje nawet odzwierciedlenie w podejściu pierwszych psychologów do wyobraźni. Zygmunt Freud kojarzył ją z czymś infantylnym, dziecięcym. Tylko on tę dziecięcość rozumiał jako coś prymitywnego, związanego z naszą naturą, którą uznawał za barbarzyńską. Sądził, że dopiero racjonalne myślenie, procesy kontroli i interpretacji mają tę infantylną siłę okiełznać, zrozumieć, poukładać.
Współcześnie to myślenie jest zresztą dość rozpowszechnione. Dorośli często mają przecież sceptyczny stosunek do wyobraźni i kogoś, kto daje się wciągnąć do świata marzeń, postrzegają jako leniwego, oderwanego od rzeczywistości.
Czy ta dziecięca zdolność nie wynika z faktu, że najmłodszym dajmy po prostu większe przyzwolenie na marzenia?
Na pewno dzieci mają na tym polu zostawioną większą swobodę. Obserwuję to z perspektywy badaczki.
…