Olga Hund w styczniowym miesięczniku odpowiada na pytania z krótkiego kwestionariusza.
Czego Pani szuka w literaturze?
W literaturze, w muzyce i sztukach wizualnych szukam przede wszystkim emocji. Słucham stu podobnych do siebie emocrustpankowych zespołów, które jednak budzą we mnie zdrowy gniew i wyzwalają energię. W galeriach podoba mi się, jak coś jest duże i się błyszczy. W książkach lubię przede wszystkim język, który potrafi mnie rozbawić lub zdenerwować. Lubię też postaci przegrywów, dzielne dziewczyny bohaterki i złośliwe lub smutne zwierzęta. Jeśli ich w książkach nie znajduję – to sama wymyślam.
W jaki sposób Pani pracuje?Podsłuchuję. To taka forma rozmów z ludźmi dostępna dla wstydliwych i neurotycznych. Nie jestem reporterką. Ciężko mi się rozmawia z obcymi, z ludźmi spoza mojej bańki. Ale każdy i każda zawsze powie coś, co mnie zachwyci, zainspiruje, kopnie w zad do pisania. Nie chodzi mi o to, że czekam na filozoficzną perłę, bo jestem taka super – tylko że nie umiem się dłużej skupić na rozmowie z kimś, z kim nie mam emocjonalnej więzi. W podsłuchiwaniu łapię moment zachwytu i inspiracji bez potrzeby potakiwania i pokazywania zainteresowania całą cudzą historią. Potem to…