Subskrybuj

Życie jak ze snu

Węglan litu, haldol, neuroproxin, maxiphenphen, silencior, valdignore, seconal, nembutal, valium, librium, miltown, placid – to nazwy leków, które bohaterka książki Ottessy Moshfegh przyjmuje, by móc spać. Niektóre z nich mają tak silne działanie, że prozac czy xanax to przy nich „niewinne dropsy”.

Bezimienna dziewczyna („zbyt fajna, by mieć imię”) jest młoda, piękna, inteligentna i chuda. I zamożna. Ma więc wszystko to, czego inni mogą jej zazdrościć. Ona jednak postanawia się odwrócić od życia, wybierając sen, niczym śpiąca królewna, jednak na własne życzenie. Odcina się od znajomych (choć jej przyjaciółka Reva, bulimiczka, regularnie ją odwiedza), pracy, nie ma partnera. Pomiędzy długimi godzinami snu ogląda jedynie stare filmy na kasetach VHS. Jej zachowanie można tłumaczyć spóźnioną żałobą po śmierci obojga rodziców lub osobistym protestem przeciwko kultowi pięknego, młodego kobiecego ciała, które ma być chude, ale też żywe. Przeciwko konsumpcjonizmowi. Przeciwko życiu, które zna. Książka…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Duchowość 2.0