Subskrybuj
Historyk sztuki, krytyk. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”.

O Internecie, czyli o Polsce

Wydanie książki Szymona Rogińskiego Internety zbiegło się z 30-leciem przemian zapoczątkowanych w 1989 r. Być może to zbieg okoliczności, ale ta fotograficzna publikacja mówi wiele o Polsce. Pokazuje też problemy z opowiadaniem o rzeczywistości, w której przyszło nam żyć.

Szymon Rogiński jest dziś jednym z najciekawszych polskich fotografów. Ma bardzo różnorodne doświadczenia: zajmował się fotografią modową, pracował w Dziale Fotografii Muzeum Narodowego w Gdańsku oraz studiu fotograficznym „Gazety Wyborczej”. Jednak przede wszystkim jest uznawany – obok Mikołaja Grospierre’a, Zuzanny Krajewskiej, Rafała Milacha i Wojciecha Wilczyka – za jednego z najważniejszych przedstawicieli nurtu „nowych dokumentalistów”, zaprezentowanych przed laty na głośniej wystawie Nowi dokumentaliści przygotowanej przez Adama Mazura w Zamku Ujazdowskim. Tym jednym mianem określono wtedy bardzo odmiennych artystów, których jednak, jak podkreślał współpracujący przy powstaniu tej ekspozycji Marek Grygiel, łączy „nowe widzenie”, czyli „dostrzeganie i uwznioślenie tego wszystkiego, co będąc marginesem codziennego życia, staje się w ich interpretacji głównym punktem odniesienia naszej egzystencji”.

Termin „nowi dokumentaliści” nawiązywał do nurtu dokumentalnego polskiej tradycji powojennej fotografii. Do twórczości autorów skupionych w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia wokół takich pism sjak „Polska” czy „Świat”. Jednak Rogiński sięgnął też do znacznie starszej tradycji: do „fotografii ojczystej” Jana Bułhaka, czyli do idei opowiadania o Polsce za pomocą zdjęć, jej dokumentowania, ale też kreowania wyobrażenia o własnym kraju. Wreszcie do zapoczątkowanej przez Bułhaka w okresie międzywojennym, a kontynuowanej przez kolejne pokolenia tradycji publikowania książek fotograficznych starannie edytowanych i pokazujących polski krajobraz w jego bardzo różnych odsłonach.

W przypadku Rogińskiego istnieje jeszcze jedno źródło inspiracji: amerykańska fotografia, ale też szerzej: tamtejsza sztuka (nieprzypadkowo doszukiwano się m.in. podobieństw między pracami polskiego artysty a obrazami Edwarda Hoppera). Rogiński wielokrotnie mówił o swej fascynacji Ameryką. Jednak, jak podkreś lał w rozmowie z Marcinem Grabowieckim opublikowanej na łamach „Digital Camera Polska”, musiał się „zderzyć z faktem, że Ameryka miała i ma wielu genialnych fotografów, którzy już od ponad stu lat skutecznie i wspaniale uwieczniają ten kraj. Obrazy z filmów amerykańskich uzupełniają resztę”. I dodawał: „Wszystko, cokolwiek się tam sfotografuje, jest w pewnym sensie wtórne. Jadąc przez Stany, non stop miałem wrażenie napotykania rzeczy, które znam. (…) Po powrocie zrozumiałem, że wokół mnie jest świetny kraj, którego widoki są na świecie nieznane”.

Polska prowincjonalna
W 2003 r. zaczął powstawać cykl Polska. Rogiński fotografował nocą. Z jego zdjęć wyłania się, jak pisał Adam Mazur, kraj „mroczny, niepokojący, czasem groteskowy. Niektóre kadry przypominają klatki z filmów grozy, thrillerów, ale także nawiązują do halucynacyjnej estetyki gier komputerowych”. Równolegle zaczyna powstawać drugi cykl Jasność, do którego zdjęcia są robione o świcie, w porze przejścia między nocą a dniem.

Fotograf nieustannie szuka ujęć, które są pomiędzy. Które ujawniają to, co nie jest dostrzegane. To, co tajemnicze i groźne. W najgłośniejszej jak dotąd serii UFO z 2007 r. Rogiński fotografował miejsca, które były łączone z pozaziemskimi przybyszami, miejsca odludne, naznaczone obecnością Obcych. Niby zwykłe krajobrazy: drogi, pola, leśne ostępy. A jednak kadrowanie czy sposób oświetlenia sprawiają, że wydają się niepokojące, skrywające tajemnice.

Niesamowitość, wydobywanie tajemniczości z najbardziej banalnych widoków – wszystko to stało się niemalże znakiem rozpoznawczym fotografii Rogińskiego, niezależnie od tego, czy fotografował Warszawę, czy dalekowschodnią metropolię. Jednak wśród wszystkich jego zdjęć te zamieszczone w książce Internetywydają się najmniej tajemnicze, a nawet zwyczajne. „Mogą być podziwiane i lubiane przez każdą i każdego: hipstera z planu Zbawiciela w Warszawie, nauczycielkę spod Radomia i przedstawiciela śląskiej klasy robotniczej” – podkreśla Monika Kostera w tekście zamieszczonym obok fotografii. Ponownie oglądamy Polskę nocą. Zdjęcia przedstawiają zaułki miast, zwykłe targowiska, małe sklepiki umieszczone w odrapanych pawilonach, budach z blachy falistej czy starych kamienicach. Na tych fotografiach są zarówno XIX­wieczna zabudowa, typowe budynki z czasów PRL­u, jak i postmodernistyczna architektura doby polskiej transformacji. Wszystkie ujęcia łączy przedstawianie bezludnych, jakby wypranych z życia krajobrazów. Powracają też szyldy czy reklamy związane z Internetem, niektóre wyszukane, inne wręcz banalne: „Telefony komórkowe. Skup­sprzedaż. Sim­lock”, „COMP DATA”, „Komputery”, „Centrum komputerowe Alister”, „Serwis komputerowy DARTEK.PL”. Uderza zwyczajność, ale też nieatrakcyjność tych zdjęć. Sfotografowane przez Rogińskiego miejsca wydają się anonimowe. Jakby zostały wykonane „gdzieś w Polsce”. Czasami tylko napis na szyldzie ujawnia nazwę miejscowości. Można sądzić,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Gdy choruje nasza psychika