Książka prezentuje historie o polskiej transformacji opowiedziane przez pracownice i pracowników różnego szczebla zakładów przemysłowych poddanych prywatyzacji w latach 90. Wielogłos o przejściu od socjalizmu do kapitalizmu pozwolił uchwycić codzienne doświadczenia, związane z nimi emocje, charakterystyczny język uczestników tej rekordowo szybko przeprowadzonej zmiany społecznej. Książka to głos w dyskusji, wciąż słabo słyszalnej w Polsce, na temat współczesnej logiki pracy i jej znaczenia w życiu człowieka. Najciekawszy jest zapis pamięci potocznej, pokazujący, jak polityczne formuły – w tym przypadku dotyczące przemian ustrojowych – zubożają historię, nie znajdując odzwierciedlenia w życiu zwykłych ludzi. Bo choć wyobrażenia społeczne organizują się wokół tytułowych cięć – kadrowych, przestrzennych, dotyczących więzi społecznych czy dawnych wzorów działania, to zebrane opowieści pokazują, jak ich bohaterki i bohaterowie próbują nadać tym gwałtownym przemianom znaczenie i zachować sprawczość. Opowiadając o tym, co przeżyli, starają się znaleźć w historiach o własnym życiu miejsce dla obu – wydawałoby się – nieprzystających do siebie światów: socjalistycznej fabryki i międzynarodowej korporacji.
Dziedzictwo przemysłuAleksandra Leyk i Joanna Wawrzyniak dobrze tę książkę ułożyły. Oddały głos swoim rozmówczyniom i rozmówcom. Poza krótkim wprowadzeniem i podsumowującą notą metodologiczną wycofały się z komentowania przedstawionych w całości historii mówionych. Do książki trafiło 27 narracji. Socjolożki wybrały je spośród 137 wywiadów przeprowadzonych z pracownicami i pracownikami 12 polskich przedsiębiorstw. Fabryki łączył jeden fakt: objęła je prywatyzacja z udziałem zagranicznych inwestorów strategicznych. Jest to ciekawy proces do analizy z dwóch powodów: wciąż pozostaje w dużym stopniu kontestowany i budzi wiele emocji; prywatyzacja stała się też dla pracownic i pracowników przestrzenią kontaktu nie tylko z odmiennymi sposobami zarządzania czy organizacją pracy, ale też z inną kulturą. W książce badaczki pogrupowały wybrane narracje wokół pięciu przedsiębiorstw: Wedla (należącego później w kolejności do PepsiCo, Cadbury, Kraft i Lotte), Zakładów Celulozy i Papieru w Świeciu (po prywatyzacji należących do Frantsbach, a potem Mondi), Stomilu Olsztyn (pozostającego częścią korporacji Michelin), FSO (najpierw Daewoo, potem AwtoZAZ) i jednego przedsiębiorstwa, które zostało zanonimizowane. W historię wprowadza krótkie kalendarium. Na końcu książki badaczki umieściły syntetyczne opracowania losów prywatyzacji każdego z przedsiębiorstw. Te dodatkowe materiały dobrze zarysowują tło opowieści pracownic i pracowników. W żadnym miejscu książki autorki nie wskazują, która z interpretacji czy ocen prywatyzacji jest słuszna. Nie o to tutaj chodzi. Narracje pracownic i pracowników, spisane, zredagowane, opatrzone (bardzo zresztą trafnymi) śródtytułami, mają na celu według autorek utrwalenie niematerialnego dziedzictwa industrialnej Polski. Mowa tu o codzienności dużej socjalistycznej fabryki, z charakterystycznym językiem, wzorami postępowania i relacjami pracowniczymi. Mając na uwadze, jak niewiele wiemy o procesie, w wyniku którego z 8453 przedsiębiorstw państwowych zarejestrowanych w 1990 r. pod koniec 2012 r. czynnych pozostało 23, świadectwa te stają się cennym źródłem informacji o tych wciąż słabo opisanych przemianach. Socjolożki zauważają i doceniają zatem historię industrialnej Polski, a przede wszystkim osoby, które ją budowały. Leyk i Wawrzyniak cały zbiór relacji udostępniły w warszawskim Archiwum Historii Mówionej. Uczynienie narracji o życiu pracowniczym głównym materiałem książki okazuje się trafną decyzją też z innych powodów. Nieprzejrzystość procesu prywatyzacji, jej niepełny obraz i nieobecność tematu w dyskursie publicznym przełożyły się na złość, poczucie rozgoryczenia i krzywdy, które rozmówczynie i rozmówcy wyrażają w wywiadach. Narracje pokazują, że zabrakło procesu przepracowania tych gwałtownych przemian społecznych. Przykładem jest opowieść pani Ireny, inżynier w Zakładach Celulozy i Papieru, która mówi: „Pamiętam też taki moment, kiedy widziałam dużo płaczących osób: wigilijne spotkanie, szef życzy wesołych świąt, dalszego rozwoju. I nagle, za godzinę, dowiadują się, że od nowego roku następuje redukcja zatrudnienia. (…) Myślę, że największym naszym doświadczeniem prywatyzacyjnym była fala redukcji zatrudnienia” (s. 203). Historie mówione pozwalają dostrzec złożoność i niejednoznaczność zjawisk społecznych. Dla osób, które znają rzeczywistość PRL przefiltrowaną przez wyobrażenia oficjalnej pamięci i polityki historycznej III Rzeczypospolitej, zaskakuje tematyka, wokół której skupiły się opowieści rozmówców. W wywiadach znacznie więcej czasu niż udziałowi w związku zawodowym i ruchu społecznym Solidarność poświęcają pracy, organizacji produkcji czy życiu społecznemu i rodzinnemu. Dobrym przykładem takiej rozbieżności jest wspomniana przez panią Krystynę, technolog w zakładach Wedla, historia o przygotowaniu tortu dla ks. Popiełuszki. Warto przytoczyć ją w całości: „Jakoś trzy tygodnie przed jego porwaniem ustaliliśmy w »Solidarności«, ja to wymyślałam, żeby zrobić mu w podziękowaniu tort, jak są torciki wedlowskie, tylko większy oczywiście, bo robiło się to dla gości ważnych takie specjalne. Dekorowały te torty przeważnie pani Krysia Sygnatowicz i Hania Perłowska, naprawdę artystki. Jak trzeba było dla Gierka czy kogoś, to one dekorowały przepięknie. Poszłam do dyrektora technicznego – o którym mówiłam, że chciał mnie wprowadzać do partii, ale okazało się, że bardzo przyzwoity człowiek – i powiedziałam, że chcę obstalować taki torcik, bo trzeba było mieć pozwolenie. One by dla mnie zrobiły po cichu, ale ja go jakoś muszę wynieść przecież. I on bez słowa mi podpisał podanie. A tam było napisane: »Księdzu Jerzemu Popiełuszce w podziękowaniu«. Mi się wydaje, że kiedyś więcej było przyzwoitych ludzi” (s. 78) – podsumowuje pani Krystyna. Niejednoznaczność relacji mówionych dotyczy również oceny komunizmu. Trudno znaleźć osobę, która wypowiedziałaby się o minionej epoce tylko w negatywnych kategoriach; nawet wśród tych, które dobrze odnalazły się w realiach kapitalizmu. Historia pani Krystyny pokazuje także indywidualność każdego z pracowników i pracownic, zajmowanie szczególnego miejsca w hierarchii pracowniczej, m.in. ze względu na posiadane umiejętności. Brak anonimowości w ogromnym zakładzie przemysłowym, kontakt z wytwarzanym produktem i możliwość nadania mu indywidualnych cech składają się zresztą na sentymentalny obraz socjalistycznej…