Początek XX w. i dwudziestolecie międzywojenne są tłustym, żyznym czarnoziemem, z którego literatura polska wyjęła swoich najlepszych. Poza tak oczywistymi klasykami, jak Wisława Szymborska, Jarosław Iwaszkiewicz, Czesław Miłosz (który dziś trochę przestał być oczywisty, bo jego z kolei „wyjęto” z kanonu lektur), autor Pracowni literackiej pisze o wszystkich, którzy „będą zawsze” – niestarzejący się ani w prywatnych, ani w publicznych listach lektur. Zawsze będzie więc w literaturze obecna autorka Kota w pustym mieszkaniu i autor Pieska przydrożnego, Tadeusz Różewicz, Witkacy etc. Pozycja obserwatora z przeszłości, którą przyjmuje Andrzej Zawada w każdym z tych niewielkich tekstów (esejów, notek z kalendarza, recenzji), niesie jednak ze sobą…