Subskrybuj

Redakcja miesięcznika poleca idealne lektury na wakacje

Lato kochamy bezbrzeżnie. Nie tylko ze względu na to, że wreszcie można wyruszyć w mikro lub makropodróż, by w sposób najpełniejszy doświadczyć zachwytu krajobrazem. Redakcja miesięcznika „Znak” równie chętnie co wędruje, śpi lub bezdurnie wyleguje się w cieniu z lekturą w ręku. Nieważne, co robicie w wakacje, warto zabrać ze sobą dobrą książkę – najlepiej taką, z którą lato przeżywa się jeszcze intensywniej. Przedstawiamy subiektywny wybór lektur idealnych na ten czas.

Ewelina Śliwa poleca:

Wit Szostak, Cudze słowa, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2020, s.280

Primo: piekielnie wciągająca powieść. Secondo: Kraków i jego studenckie uroki. Terzo: południowe menu i namysł nad mitem śródziemnomorza. W Cudzych słowach portret zmarłego Benedykta kreśli siedem postaci: ojciec, przyjaciel z dzieciństwa, profesor, wpatrzony w niego uczeń, ukochana, pierwsza miłość i kolega z lat studenckich. Ich głosy składają się na niejednoznaczny obraz człowieka-legendy: myśliciela, enigmatycznego geniusza, wybitnego kucharza i mężczyzny, który swoją aurą przyćmiewał wszystkich wokół. Czy taki był naprawdę?

Cudze słowa to opowieść o bliskości, rozczarowaniu i pustce. Szostak nie byłby też sobą, gdyby w tej historii pominął rozważania o języku, który skazuje nas na nieprecyzyjność i niespełnienie. Człowiek jest summą wielu cudzych słów, a poszukiwanie własnego głosu to proces wpisany w nasze życie.

Na koniec zostawię Was z jednym z moich ulubionych cytatów z tej książki: „Nie można pisać jak Flaubert, Mann czy Dostojewski, ale można podać makaron, jak przyrządzano sto lat temu”.

 

Edyta Zielińska poleca:

Charlotte Gordon, Buntowniczki. Niezwykłe życie Mary Wollstonecraft i jej córki Mary Shelley, tłum. Paulina Surniak, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2019, s. 686

Jeśli „cnoty niewieście” to wyłącznie takie, o których pisze Charlotte Gordon w swojej rewelacyjnej, podwójnej biografii matki i córki – Mary Wollstonecraft oraz Mary Shelley – kobiet nieposkromionych i niezależnych, bezwstydnie stawiających czoła patriarchatowi, nieprzeciętnie utalentowanych, namiętnych i głęboko współodczuwających. Pierwsza swoim Wołaniem o prawa kobiety położyła podwaliny pod całą teorię feminizmu. Druga onieśmielającym talentem, który objawił się w słynnym Frankesteinie, zachwyciła największych twórców epoki, w tym Lorda Byrona. I choć to biografia bohaterek żyjących w XVIII i XIX w., jest nad wyraz aktualna. Bo dyskusje przetaczające się przez brytyjską prasę po premierze Wołań o prawa kobiety (czyli 230 lat temu) niepokojąco przypominają głosy, które dzisiaj próbują uciszyć kobiety dopominające się jedynie o równe traktowanie. Mary Shelley nieustannie mierzyła się z próbami podważania jej talentu – autorstwo Frankesteina przypisywano jej mężowi Percy’emu. Buntowniczki nie są jednak wyłącznie portretami niezwykłych kobiet. To trzymająca w napięciu ekspedycja przez dwie burzliwe epoki w dziejach Europy: od georgiańskiego Londynu, przez pogrążony w rewolucji Paryż, dżdżystą Szwajcarię, Niemcy aż po skąpane w słońcu Włochy – Rzym, Florencję, Neapol i Ligurię. Jednak przede wszystkim to opowieść o odwadze, autentycznej sile kobiet i istocie kobiecego buntu.

 

Jeffrey Eugenides, Middlesex, tłum. Witold Kurylak, Sonia Draga, Katowice 2015, s. 608

8 lat – tyle zajęło Jeffreyowi Eugenidesowi napisanie nagrodzonej Pulitzerem monumentalnej sagi rodzinnej.  Kilka długich i ciepłych letnich wieczorów – tyle zajmie Wam podróż przez cały XX wiek wraz z klanem greckich imigrantów. Jego historia zaczyna się w Azji Mniejszej, u progu stulecia, od pewnego zakazanego romansu, a kończy w bardzo osobliwym domu w dzielnicy Middlesex, na przedmieściach Detroit – miasta, w którym niezwykle precyzyjnie odbijają się pełne blasków i cieni dzieje Nowego Kontynentu. Eugenides na kronikarza w swojej opowieści wybrał Cala – chłopca o wyjątkowym szczęściu. Albo niepospolitym pechu. Bo trudno expressis verbis ocenić los kogoś, kto urodził się dwukrotnie – po raz pierwszy jako dziewczynka, a kilkanaście lat później jako chłopiec. Zmagania Calliope, a później Cala z własną nienormatywnością to zuchwała, pełna ciepła i niewymuszonego humoru opowieść o skomplikowanym dorastaniu, a zarazem przepiękny traktat o słodko-gorzkim losie odmieńców i drodze do odnalezienia swojego miejsca w świecie.

 

Ilona Klimek poleca:

Zośka Papużanka, Kąkol, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2021, s. 320

Zrywanie łąkowych kwiatów, obieranie porzeczek, maliny jedzone prosto z krzaka, zapach skoszonej trawy, karmienie kur na podwórku, piętnaście drewnianych skrzypiących schodów prowadzących do pokoju na piętrze, pierwsze krople ciepłego deszczu. KąkolZośki Papużanki pozwala doświadczyć lata wszystkimi zmysłami. Razem z główną bohaterką – dziewczynką, która właśnie ukończyła piątą klasę – wyruszamy na dwa miesiące na wieś, do domu jej ojca, gdzie niepodzielnie rządzi dziadek Antoni. Pod pozornym obrazem sielanki kryją się jednak zawiłe rodzinne relacje: niedopowiedzenia, oschłość, wzajemne pretensje. Kilkunastoletnia narratorka chłonie atmosferę tego świata niczym gąbka. Po latach wraca do niego pamięcią i odtwarzając swą ówczesną perspektywę pokazuje, jak na dzieci, które potrafiły…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką