Jeśli ludzie, których praca jest pasją, nigdy nie pracują, to Mariusz Szczygieł jest największym leniem wśród reporterów. A może i największym skandalistą? Bo skandalem jest, że można mieć taką łatwość i frajdę z pracy reporterskiej na każdym jej etapie – od rozmowy z bohaterem po konstruowanie narracji. A że przyjemnością jest obcować z ludźmi spełnionymi, należę do bardzo licznego grona osób, które lubią autora Gottlandu. Ryszard Kapuściński mawiał, że najważniejsze cechy reportera to ciekawość świata oraz życzliwość. Obu tych cech natura Szczygłowi nie poskąpiła. Może jednak najważniejszą sztuką ukrytą w jego mistrzostwie reporterskim jest sztuka komunikacji?
Fakty muszą zatańczyć staną się z pewnością jednym z najważniejszych polskich podręczników dziennikarstwa. To erudycyjne, a zarazem niezwykle lekko, gawędziarsko napisane kompendium, które należy jak najszybciej przetłumaczyć na inne języki oraz umieścić na listach lektur w instytucjach uczących dziennikarstwa. Pracujący tam nauczyciele nie zawsze są i nie zawsze muszą być reporterami, dlatego potrzebują głosu praktyków. Znakomitym pomysłem Szczygła jest wyposażenie Faktów… w dziesiątki rozbudowanych cytatów i wskazówek pisarskich. Aż się prosi, by teraz złożyć z nich antologię i opatrzyć ją ćwiczeniami pisarskimi dla studentów czy uczniów szkół. Duże walory edukacyjne książki docenią także ci, których interesuje sztuka storytellingu, osoby hobbystycznie lub zawodowo zaangażowane w tworzenie fabuł.
Dodajmy przy tym, iż pieczołowicie skomponowane przez autora kolekcje cytatów to wyraz zarówno jego oczytania, jak i uznania dla różnorodności wcieleń reporterskiego talentu. Książka jest bowiem pochwałą pluralizmu w dziennikarstwie. Przy czym chwaląc pluralizm, uprzystępnia polskiemu odbiorcy nie tylko dobrze znaną klasykę reportażu rodzimego, ale także – co szczególnie cenne – klasykę reportażu światowego, w Polsce wciąż mało znaną. Cieszy przybliżenie wybitnego reportażu Johna Herseya Hiroszima. Cały rozdział poświęcił też autor wszechstronnej analizie Z zimną krwią Trumana Capote’a. Ważne jest przywołanie Głodu Martina Caparrósa. Nie przekonuje jedynie rozległy wgląd w dziennikarstwo gonzo. Za mało tu krytycyzmu Szczygła wobec tej formy, której sensacjonizm, pełne przemocy opisy traktowania kobiet oraz epatowanie wulgaryzmami nie zasługują na tak ekstensywne przytoczenia. Chyba że mają być ostrzeżeniem. Jednak w całym rozdziale jest więcej tonu afirmacji niż negacji, a finał to podziękowanie Jackowi Hugo-Baderowi i Ziemowitowi Szczerkowi za ich wkład w rozwój tej formy w Polsce. Wygrała tu w Szczygle jego cenna otwartość na eksperymenty formalne w dziennikarstwie. Estetyczna radość przyćmiła jednak etyczną ponurość zjawiska.
Czy to na pewno fakty?
Fakty muszą zatańczyc to także ciekawy przejaw wartości metarefleksji. Przywołajmy kilka wcześniejszych przykładów rozważań o istocie literatury faktu. Wskazać by można Klasyków dziennikarstwa Egona Erwina Kischa, wraz z jego krótkimi komentarzami uzasadniającymi maestrię dziennikarską wybranych do antologii fragmentów. Na polskim gruncie należy przypomnieć Karafkę La Fontaine’a Melchiora Wańkowicza czy wywiad Krzysztofa Kąkolewskiego Wańkowicz krzepi. Żartobliwy, obrazowy i arcypraktyczny ton autora Na tropach Smętka przypomina zresztą styl Szczygła. Do kanonu zbioru autorefleksji o istocie reportażu weszły także kolaże cytatów – Autoportret reportera Ryszarda Kapuścińskiego oraz Reporterka Hanny Krall.
Dlaczego do reporterów powracają pytania o istotę gatunku? Dlaczego właśnie reportaż ma szczęście (i dlaczego jest to szczęście także dla nas, czytelników) do tak ożywionej dyskusji? Może klucz stanowi czasochłonność wyzwania, jakim jest zbudowanie rzetelnego warsztatu reportera? Ci, którzy przeszli już tę drogę, chcą się jej słodko-gorzkimi owocami podzielić z młodszymi adeptami sztuki dziennikarskiej, by w ten sposób choć trochę ułatwić im i tak już wystarczająco trudne zadanie. Mam też czasem wrażenie, że dzieląc się własną refleksją o pisaniu reportażu, jego autorki i autorzy budują coś na kształt wirtualnej grupy wsparcia. Niosą podobne ciężary (np. traumy bohatera), zadają sobie podobne pytania (np. co jeszcze wolno, a czego już nie wolno reporterowi). A dlaczego dla nas, czytelników, owa metarefleksja jest cenna? Jedną z hipotez, które można zaproponować, jest ciągła potrzeba testowania wiarygodności czytanych przez nas relacji. Im więcej wiemy o kulisach reportaży, tym więcej wątpliwości możemy odrzucić lub potwierdzić. Przede wszystkim chcemy wiedzieć, czy na pewno czytana historia oparta jest na faktach. Książka Szczygła dowodzi, jak trudne bywa uzyskanie na to pytanie odpowiedzi.
Już w Biblii dziennikarstwa Szczygieł wraz z Wojciechem Tochmanem przekonywali, iż reportaż jest gatunkiem subiektywnym. Także w Fakty muszą zatańczyćtakie podejście do kwestii prawdy dominuje. Szczygieł przywołuje spotkanie autorskie, w czasie którego prosi czytelników, by określili kolor swetra losowo wybranego uczestnika zdarzenia. Jedni mówią czerwony, inni – bordo, malinowy czy pomidorowy. W ten sposób autor przekonuje nas o nieuchronności relatywnego postrzegania rzeczywistości. Ale wystarczyłoby wyjąć 100 zł…