Czytanie, tworzenie, poznanie. Te procesy według Wita Szostaka łączy to, że nie mają końca. Nie czytam zbyt często poezji. Dzieje się tak dlatego, że utwór poetycki wymusza na mnie lekturę totalną. Muszę się mu oddać cały dzień albo i dłużej. Najlepiej znaleźć też do tego sprzyjające okoliczności. Wiersz trzeba rozłożyć na czynniki pierwsze. Wchłonąć w komórki ciała. Oddychać jego frazą. Dotknąć jego istoty. Tym większym wyzwaniem okazała się dla mnie lektura najnowszej książki Wita Szostaka. Szczelinami to bowiem powieść składająca się z ponad 300 wierszy nieznanej z imienia i nazwiska poetki.
Jak więc rozpocząć jej analizę? Pisać „podmiotka liryczna” czy „bohaterka”? Mówić o świecie przedstawionym czy sytuacji lirycznej? Szostak od samego początku wytrąca czytelnika ze znanych schematów.
To czytelnicze zakłopotanie potwierdza, że dla słowa pisanego liczy się nie świat definicji, lecz człowiek: jego dylematy, pragnienia i potrzeby. Literatura z kolei służy temu, aby tego człowieka wypowiedzieć, nieudolnie zamknąć w słowie szczeliny istnienia.
Zacznijmy od wierszy. Powstawały w latach 1997–2021 i obejmują całe dotychczasowe życie poetki: jej dzieciństwo, pierwsze miłości, twórcze dylematy, chwile radości i bólu, doświadczenie macierzyństwa. Ta poezja jest ostra jak brzytwa, bywa niezwykle sensualna, wiele w niej gier słownych i przerzutni. Twórczość zmienia się, przechodzi różne etapy: długie frazy ustępują urywanym i krótkim wersom, nawiasy to się piętrzą, to znikają, pojawiają się wykreślenia. Doświadczenie bohaterki powieści jedynie poprzez jej wiersze to bardzo intymne spotkanie. I to właśnie poezja zakrywa jeszcze więcej niż w przypadku fabuły. Można przecież te utwory czytać wielokrotnie, w różnej konfiguracji, rozmaitych kształtach. Wspomniane wykreślenia i nawiasy zwielokrotniają sensy. Akt czytania zdaje się nie mieć końca, wymyka się linearności. Podobnie jak we wcześniejszych Cudzych słowachsami musimy z fragmentów zrekonstruować obraz kobiety….