Subskrybuj
Nixey chce odwrócić dotychczasowe przedstawienie zderzenia chrześcijan ze światem antycznym. Opisuje ich nie jako ofiary, ale niszczycieli świata klasycznego. Prześladowanie chrześcijan, niemiecka litografia z 1909 r. fot. AKG / East News
Dr historii, prof. Uniwersytetu Śląskiego, badacz tekstów z biblioteki z Nag Hammadi i organizacji grup religijnych w późnym antyku

Przez historię po omacku

„Ciemniejący wiek” Catherine Nixey udaje historyczną pracę o chrześcijanach i schyłku świata klasycznego. W rzeczywistości to tendencyjna publicystyka.

Wiek IV naszej ery to być może najbardziej przełomowe stulecie w historii cywilizacji. Jeden człowiek żyjący wówczas nieco dłużej mógł być świadkiem gwałtownej transformacji religijnej, w wyniku której państwo i społeczeństwo rzymskie stały się zasadniczo chrześcijańskie. Choć zmiana bywała powierzchowna, okazała się nieodwracalna. To także epoka, w której okrzepły formy instytucjonalne Kościoła, a cywilizacja klasyczna stała się częścią dziedzictwa chrześcijańskiego. Złożyło się na to wiele czynników. Było w tym zapewne wiele bezwładności systemu – instytucje cesarstwa opierały się na fundamentach pogańskiej tradycji, nieco sentymentu – członkowie elity chrześcijańskiej spędzili najlepsze młode lata, ucząc się greki i łaciny na dziełach Homera i Wergiliusza, a pewnie i sporo pragmatyzmu – filozofia, literatura i retoryka były po prostu skutecznymi narzędziami także w rękach przywódców Kościołów.

Ciągłość pomiędzy cesarstwem „pogańskim” a chrześcijańskim jest dziś powszechnie uznawana. Warto jednak stawiać czoła pozornym oczywistościom i kwestionować zastany konsensus. Tak rozwija się nauka, także historyczna. W książce Ciemniejący wiek Catherine Nixey próbuje więc wywrócić stolik i ukazać chrześcijan nie jako kontynuatorów, ale jako niszczycieli cywilizacji klasycznej. To propozycja zasługująca na poważne potraktowanie. W fazie realizacji autorka ponosi jednak całkowitą klęskę. Przynajmniej z punktu widzenia historii akademickiej.

Ad fontes

Poznanie przeszłości rozpoczyna się od źródeł. Źródłem dla historyka jest wszystko, co niesie informację o rzeczywistości minionej. Zarówno edukacja uniwersytecka, jak i praktyka badawcza może być sprowadzona do coraz lepszego zrozumienia źródeł, a zwłaszcza ich ograniczeń. Oczywiście, by pisać o historii, nie trzeba być historykiem. Większość z nas wiedzę o przeszłości zdobywa pośrednio, z prac specjalistów. I nie ma w tym nic złego. Można nawet pisać o historii, zwłaszcza popularnie, opierając się tylko na ustaleniach innych. Nie możemy jednak tracić źródeł z pola widzenia.

Z lektury książki jasno wynika, że Nixey nie opiera się na samodzielnej lekturze źródeł. Korzysta z nich za pośrednictwem wybranych opracowań naukowych. Problem leży w tym, że nie używa tych prac, by swe źródła zrozumieć, lecz sięga po wyłuskane z opracowań cytaty, by ilustrować z góry założone tezy. Choćby z tego powodu jej książkę trzeba stanowczo odróżnić od literatury naukowej, a nawet rzetelnej popularyzacji. Dokumenty, z których cytuje jedynie co bardziej soczyste frazy, zostały pozbawione kontekstu, tak jakby dawały nam bezpośredni dostęp do minionych wydarzeń, a wiemy przecież, że nawet w dobie telewizyjnej relacji live przekaz zawsze jest zapośredniczony i warunkowany ograniczeniami technicznymi oraz świadomymi decyzjami podejmowanymi na różnych szczeblach.

W kilku rozdziałach podstawowym źródłem są dla Nixey wyrwane z kontekstu wypowiedzi pogańskich intelektualistów. Po pierwsze, jest ich zaledwie garstka. Po drugie, nie są oni głosem reprezentatywnym dla „pogańskiego” świata i świadczą jedynie za samych siebie. Nie można na podstawie cytatów z Celsusa (II w., rozdział trzeci), Galena (zm. początek III w., rozdział trzeci), Eunapiosa (zm. początek V w., rozdział szósty i piętnasty) czy Symmacha (zm. ok. 402 r., rozdział ósmy) budować wyobrażenia o ogólnym „pogańskim” poglądzie na chrześcijan i chrystianizację.

Spójrzmy na przypadek Celsusa. Jego tożsamość pozostaje zagadką, a próby powiązania go z innymi Celsusami nie przyniosły dotąd ostatecznych konkluzji. Nie zachowało się również jego dzieło pt. Prawdziwe słowo. Musiało być znane w kręgach chrześcijańskich dość powszechnie, skoro doczekało się odpowiedzi, zachowało się jednak jedynie w obszernych cytatach u Orygenesa (zm. 253 lub 254 r.), który sporządził jego odparcie w apologii Przeciw Celsusowi. Ów bliżej nieznany Celsus nie reprezentuje poglądów szerszego grona krytyków chrześcijaństwa w II w., ale przede wszystkim siebie samego (reprezentatywne dla tego czasu było raczej ignorowanie chrześcijan, a nie dyskusja z nimi). Choć jego krytyka jest celna i dosadna, świadczy też o dobrej znajomości tekstów i praktyk chrześcijańskich, zwróciła uwagę jedynie chrześcijan. Nixey przecenia więc znaczenie Celsusa i stawia sprawę przewrotnie: „Jednakże dziwnym zrządzeniem literackiego losu większość jego słów przetrwała. Przeszło osiemdziesiąt lat po wymierzonym w nową religię wybuchu Celsusa apologeta chrześcijaństwa Orygenes przeprowadził gwałtowny i przydługawy kontratak”. Słowa Celsusa przetrwały dzięki Orygenesowi (co Nixey przyznaje), który potraktował swojego adwersarza uczciwie i nie obawiał się przedstawienia jego argumentów. Autorka jednak albo nie wie, kim był Orygenes, albo celowo umniejsza jego znaczenie, kiedy jeden z najoryginalniejszych umysłów III w. (obok Plotyna pewnie najwybitniejszy) przedstawia jedynie jako „apologetę chrześcijaństwa”, a jego odpowiedź uznaje za „gwałtowną i przydługawą”.

Z braku wystarczającej liczby świadectw drugiej strony jesteśmy – chcąc nie chcąc – skazani na perspektywę chrześcijańską, poświadczoną nie tylko w licznych zachowanych tekstach, lecz przede wszystkim w pracach tych aktorów dziejowych, którzy byli dobrze poinformowani i sprawczy.

Źródła antyczne, które przetrwały, są bezcenne, jednak do przekazanych w nich opisów i interpretacji wydarzeń musimy podchodzić z największą ostrożnością. Zwłaszcza że cała literatura antyczna jest pełna retoryki, toposów i hiperboli. Szczególną czujność zachować należy przy analizie przekazów hagiograficznych. Nixey natomiast parafrazuje w rozdziale pierwszym Żywot Antoniego Atanazego z Aleksandrii, jakbyśmy mieli do czynienia ze współczesną biografią.

Zobaczmy na przykładzie, jak wygląda u Nixey żonglowanie cytatami bez znajomości kontekstu: „Bezlitosne ataki, do których dochodziło w tym okresie, nie były domeną jedynie fanatyków i szaleńców. Agresję wobec posągów służących »szalonym«, »nikczemnym« i »obłąkanym« poganom popierały najważniejsze osobistości Kościoła. Sam wielki święty Augustyn podczas zgromadzenia wiernych w Kartaginie stwierdził, że »wszelki pogański przesąd musi zostać unicestwiony, to tego Bóg chce, to Bóg nakazuje, to Bóg głosi!«”.

Nixey wykorzystuje ten cytat raz jeszcze – jako motto wprowadzenia. Nie zaczerpnęła tego zdania jednak bezpośrednio z Augustyna (zm. 430 r.). Przypis odsyła do książki Ramsaya MacMullena pt. Christianizing the Roman Empire. Nixey przepisuje cytat dokładnie w tej formie, w jakiej podaje go MacMullen, z przypisu tegoż biorąc również odwołanie 24, 6. Faktycznie cytat pochodzi z tego miejsca – z homilii Augustyna wygłoszonej 16 czerwca 401 r. Kontekst robi ogromną różnicę. Chodzi tutaj zarówno o kontekst samego kazania (którego najwyraźniej Nixey nie przeczytała w całości), jak i współczesnych badań (Nixey korzysta z książki MacMullena wydanej w 1984 r.). Augustyn mianowicie opowiada się w tym kazaniu przeciwko (!) zniszczeniu posągu Herkulesa. Sam tekst jest trudny w interpretacji, jest bowiem zapisem (na pewno zredagowanym) słów, które padły do konkretnych ludzi w konkretnym czasie i miejscu. Augustyn wyraźnie reaguje na emocje zgromadzenia na bieżąco. Nie jesteśmy w stanie odczytać wszystkich niuansów. Pewne rzeczy można jednak ustalić. Jakiś czas wcześniej tłum gorliwych chrześcijan zniszczył figurę Herkulesa w małym miasteczku Suffectana – wywołało to masakrę chrześcijan, w której zginąć miało 60 osób. Augustyn niepokoił się o podobny rozwój wydarzeń w Kartaginie. W kazaniu wspomina tłumy zgromadzone w kościele, które krzykiem domagały się działania. Słowa przytoczone przez Nixey padają w kontekście krzykliwych żądań zgromadzonych. Augustyn stosuje zabieg captatio benevolentiae, wpierw uznając w pełni racje tłumu (to fragment cytowany), ale za chwilę gasi emocje. Wzywa do opamiętania i pozwolenia, by działały władze: kościelne i państwowe. Opowiada się przeciwko kultowi pogańskiemu – to jasne – ale bez otwartej przemocy, co może sugerować wyrwany z kontekstu cytat.

Sprzeciwia się też oddolnemu niszczeniu rzeźb kultowych: „Większą zniewagą jest dla Herkulesa ogolona broda niż odcięta głowa” – jest to aluzja do działań prefekta (chrześcijanina), który przewrotnie nakazał usunąć z posągu brodę, kiedy kapłani Herkulesa prosili o zgodę na jej pozłocenie. Augustyn wzywa więc, by nie robić nerwowych ruchów i zostawić sprawę władzom.

Tym gorzej dla faktów

Jeśli nie źródła, to może przynajmniej dobre obeznanie we współczesnych badaniach ratuje pracę Nixey? Niestety, autorka korzysta z literatury przypadkowej lub nieaktualnej. Pisząc w rozdziale piętnastym o Szenutem, opacie tzw. Białego Klasztoru w środkowym Egipcie, postaci istotnej dla dziejów koptyjskiego chrześcijaństwa, ale szerzej nieznanej, Nixey cytuje czasem Davida Brakke’a i Bentleya Laytona – wybitnych znawców tematu, aby zaraz odwołać się do pracy Jacques’a Lacarrière’a z 1961 r. (w angielskim przekładzie z 1963 r.), podczas gdy dopiero w latach 90. XX w. Stephenowi Emmelowi udało się ustalić korpus pism Szenutego, a istotne prace nad funkcjonowaniem jego klasztoru powstały dopiero w XXI stuleciu. W podziękowaniach Nixey wspomina o wsparciu Davida Brakke’a, a nawet dziękuje Emmelowi „za wnikliwą korektę”, trudno mi jednak uwierzyć, że badacze ci mieli przed oczyma to, co otrzymali czytelnicy. Nixey nie ma najwyraźniej pojęcia, że w badaniach historycznych może mieć miejsce postęp. Obok prac współczesnych sięga bowiem po pozycje o wartości wyłącznie historycznej. Klasyczną książkę Edwarda Gibbona pt. Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego (z 1776 r.) cytuje bez zastrzeżeń – nie omieszkała też dodać, że Watykan umieścił ją na liście ksiąg zakazanych, co – jak się wydaje – ma dodać jej wywodom wiarygodności. Powołuje się nawet na pracę Henry’ego Dodwella De paucitate martyrum z 1684 r. I Dodwell, i Gibbon mają poczesne miejsce w historii historiografii, ale nie we współczesnej dyskusji nad męczennikami.

Ponieważ Nixey nie ma przygotowania historycznego i nie zna źródeł, to nawet jeśli czerpie z rzetelnej literatury naukowej, nie zawsze wyciąga z niej poprawne wnioski. I nie mówię tu o uproszczeniach interpretacyjnych, ale o kompletnym niezrozumieniu faktografii. Jednym z lejtmotywów książki jest teza o chrześcijańskiej odpowiedzialności za utratę większej części dziedzictwa antycznego, w tym literatury. Nixey obrazuje to następującym zestawieniem: „Augustyn komentarzami do psalmów zapisał ostatnią kopię O państwie Cycerona. Autobiograficzne dzieło Seneki zmieniono w kolejny egzemplarz Starego Testamentu. Dzieje Salustiusza zostały starte, aby pozyskać pergamin dla świętego Hieronima (…). Do naszych czasów przetrwał jeden procent literatury łacińskiej, dziewięćdziesiąt dziewięć – przepadło. Wiele można osiągnąć, posługując się tępym narzędziem obojętności i zwykłej głupoty”.

Czytelnik pozwoli, że przyjrzymy się tym twierdzeniom dokładniej. Kodeks z przełomu IV i V w., zawierający De re publica Cycerona został zapisany ponoć Augustynowymi komentarzami do psalmów w VII lub VIII w. w italskim klasztorze w Bobbio (obecnie w Bibliotece Watykańskiej). Augustyn zmarł w 430 r., a zatem nie miał z tym nic wspólnego. W przypadku Seneki chodzi chyba o kodeks z VII bądź VIII w., złożony z kart odzyskanych ze starszych kodeksów w opactwie w Lorsch (obecnie także w Watykanie). Karty z De amicitia oraz fragmentem De vita patrispochodzą z V / VI w. Nie jest to jednak dzieło autobiograficzne, lecz biografia Seneki Starszego (retora) pióra jego syna Seneki…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Psychodeliki. Nadzieja dla duszy i umysłu?