To, co najbardziej niezwykłe, rodzi się w tym świecie ze skrawków, śmieci, pierwotnej materii, którą każdy z nas może mieć na wyciągnięcie ręki. Jak mawia grany przez Gaela Garcíę Bernala protagonista filmu: „Mózg to największy cud wszechświata, a masz go dosłownie z tyłu nosa!”.
Jak we śnie (2006) przybliża nam postać nieśmiałego Stéphane’a Miroux – zdolnego artysty wizualnego i samozwańczego wynalazcy, który nie potrafi zbytnio odnaleźć się w rzeczywistości, wiecznie rozproszony między jawą a snem. Introwertyczny młodzieniec przybył do stolicy Francji z Meksyku tuż po śmierci ukochanego ojca. Podróż odbyła się na prośbę matki, z którą nie utrzymywał on przez ostatnie lata szczególnie bliskich relacji (rodzice Stéphane’a szybko się rozwiedli). Ani życie zawodowe, ani życie prywatne nie przynoszą bohaterowi spełnienia. Można wręcz powiedzieć, że poznajemy tylko pozornie spokojnego mężczyznę w momencie psychicznego regresu, co najtrafniej oddaje fakt, że śpi w za małym łóżku z czasów dzieciństwa.
„Nie przepadam za »gładkim kinem« udającym prawdę, choć nie oznacza to oczywiście, że tego rodzaju filmy są z definicji gorsze. (…) Uważam, że w ujawnianiu procesu twórczego tkwi niesamowita prostota i uczciwość” – wyznał w jednym z wywiadów Gondry.
Stéphane w swojej głowie odpowiada za realizację i prowadzenie nazwanego własnym imieniem studia i programu telewizyjnego. We śnie bohater rozkłada na czynniki pierwsze wszystko, co mu się przytrafia, sublimuje…