Subskrybuj
Poeta, publicysta. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym” i „Znakiem”. Nakładem Wydawnictwa Znak właśnie ukazała się jego książka „Tischner. Biografia”, a w 2019 r. „Dziennik końca świata”. Wydał też m.in. tom miniesejów „Sto lat. Książka życzeń”...

Moi, mistrzowie: Jakub Pszoniak

Wiersz lament pochodzi z drugiej książki poetyckiej Jakuba Pszoniaka, zatytułowanej lorem ipsum (Kołobrzeg 2022). Zgromadzone w niej utwory autor podzielił na trzy części, zatytułowane znacząco – „W”, „Z” i „ZZA”.

lament otwiera trzecią z nich, będącą swoistym komentarzem poety do różnych wydarzeń dziejących się współcześnie w świecie. Przyimek „zza”, użyty w tytule tej części, można zinterpretować w ten sposób, że oto wyłoniło się coś spoza zwyczajowego horyzontu, stanęło przed nami jako wyzwanie i domaga się naszej reakcji. Wszystko jedno, czy wiersz traktuje o wydarzeniach dziejących się daleko (peszmerga, Aung San Suu Kyi) czy tuż za naszą granicą albo wręcz na naszej granicy (jak lament), żadne z nich nie powinno pozostawić nas obojętnymi. To, co przyszło „zza”, niepokoi i zmusza nas do zajęcia stanowiska.

Używam w tym opisie liczby mnogiej nieprzypadkowo – choć sam poeta konsekwentnie jej unika. Trudno bowiem nie potraktować jego utworów jako wyzwania rzuconego własnej wspólnocie. Wskazuje na to szczególnie lament, odwołujący się do popularnej pieśni religijnej, śpiewanej w polskich kościołach podczas największych uroczystości. Boże, coś Polskę to hymn nad hymnami, pieśń o szczególnej sile, w różnych momentach historii integrująca ludzi wierzących i niewierzących. Co robi z nim poeta? Pozostawia z niego dwa pierwsze słowa i buduje na nich coś w rodzaju litanii, będącej jednocześnie opłakiwaniem, skargą i błaganiem. To urwane „Boże coś” brzmi jak wyrzut, skierowany zresztą w dwie strony – w stronę Boga i w stronę ludzkiej obojętności. I oczywiście ten drugi kierunek jest ważniejszy, choć wydaje się, że utwór powstał dla tego pierwszego. Przyjrzyjmy się, co się dzieje w tym wierszu z językiem. „Boże coś Boże / Boże coś w Bogu / Boże coś przez Bug…” Od samego początku język się rozpada, zdania się zacinają, pękają, co chwilę potykamy się o jakieś miejsce, które albo nas niepokoi, albo stanowi zagadkę. Wiersz wypełnia się szczegółami, ale pozostaje mimo to enigmatyczny. Wiemy, że mowa o ludziach koczujących w lasach na granicy białorusko-polskiej, usiłujących przedostać się „przez Bug”, odnajdowanych przez wolontariuszki i wolontariuszy w stanie skrajnego wyczerpania, a często hipotermii, przepychanych przez służby państwowe z jednej strony na drugą. To wszystko możemy sobie odtworzyć, dysponując wiedzą spoza wiersza; pojedyncze słowa i sformułowania („las”, „bagno”, „połóg”, „strzępy”, „pas”, „wniosek”, „azyl”, „strefa”, „ślad dziecka wyrwanego matce”, „drzewo i to co pod drzewem”) od razu uruchamiają wyobraźnię, podsuwając jej obrazy, które znamy z mediów. Lecz w pewnym momencie wdziera się w ten ciąg sygnałów coś obcego, niezrozumiałego. „Boże coś ciało między dystychami” – cóż to właściwie znaczy? Jakby poeta usiłował przenieść naszą uwagę w inne miejsce. A to – „Boże coś próg coś Bóg paralaksa”? Te dwa momenty są dziwne, niepokojące. Jak je rozumieć? Może poeta chce nam zwrócić uwagę na to, że w samym akcie pisania jest…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co z ciebie wyrośnie