Subskrybuj
Ilustracja: Ewelina Karpowiak fot. Bartosz Bobkowski /Agencja Wyborcza.pl
Mieszka w Warszawie i Nottingham, pracując w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN oraz jako prof. Jewish Studies na Wydziale Teologii i Religioznawstwa w University of Nottingham. Opublikowała kilkadziesiąt artykułów w językach polskim, niemieckim i angielskim...

Zbuntowana metafizyka 

Nabokov przeniósł swoją prywatną tragedię – utratę kraju młodości i „słodkiej ruszczyzny” – z dziedziny polityki w metafizyczny wymiar.

Mój wybór to Blady ogień Vladimira Nabokova: książka tajemnicza, a nawet nieco irytująca, jak kryminał, który nie znajduje swojego rozwiązania. To porównanie nie jest przypadkowe: Pale Fire bowiem to kryminał, tyle że metafizyczny. W porządku wszechrzeczy pojawia się zaburzenie, za które coś lub ktoś jest odpowiedzialny, i to samo pytanie, które zadaje sobie detektyw – whodunit?, „kto to zrobił?” – pada także tu, ale nie znajduje odpowiedzi. Coś się popsuło w platońskim „wieczystym kręgu”, łączącym świat podksiężycowy ze sferą świętych wzorców.

Wszystkie główne toposy, łącznie z tytułem, Nabokov zapożyczył z tradycji chrześcijańskiego neoplatonizmu. Poznał go dobrze w paryskim emigracyjnym towarzystwie, do którego należeli także Władimir Łosski i Siergiej Bułgakow. Pale fire to termin opisujący odbite światło księżycowe, którym żyjemy tu, na ziemi: to jedynie słaby poblask prawdziwego źródła światłości. Idea „wieczystego kręgu”, pierwotnie sformułowana przez Pseudo-Dionizego Areopagitę, pojawia się już we wcześniejszej powieści, Skośnie w lewo. Tu po raz pierwszy ulega on zaburzeniu, poddając się niszczącej sile historii, którą wyzwala przewrót niwelistów. „Materia zdobyła przewagę” – medytuje główny bohater, Adam Krug, przekonany, że to wielkie Wydarzenie, które zepchnęło świat w grząskie błoto, zerwało na zawsze metafizyczną łączność świata z jego transcendentnym ideałem. Jak wiadomo, Krug, inteligencka ofiara niwelistycznej rewolucji, a zarazem reprezentant starego świata, na koniec ginie, lecz tuż przed kaźnią litościwy narrator zsyła nań dar szaleństwa. Książkę kończy pamiętna scena. Narrator, Bóg swojego świata, kreśli ostatnie słowa w słabo oświetlonym pokoju. To jedyne światło w mrocznej nocy, wśród której krążą błędne, obijające się o szyby ćmy: Bang! A good night for mothing, pisze, wiedząc w istocie, że nie o „ćmienie” (moth to ćma) tu chodzi, tylko o nothing, straszliwą nicość bezgruncia – utraty podstawy – którą w jego świecie wywołał Big Bang rewolucji.

Sceneria Bladego ognia, napisanego kilka lat później, w Ameryce, jest już posttraumatyczna: to świat po Wydarzeniu, wytrącony z kolein, pogrążony w grząskiej otchłani bezgruncia i odrealnienia, której symbolem staje się Zembla.

Jej status ontologiczny jest nader niepewny, bo być może jest tylko złudzeniem, czyli semblance. To ziemia-złuda, którą pamięta tylko jej ostatni przeżywiec: Kinbote, emigrant podający się za jej króla na uchodźstwie. I to on pisze enigmatyczny komentarz do dzieła swego przyjaciela, poety Shade’a, z którego wyczytuje on alegorie historii Zembli, jaką mu na swej emigracji opowiedział. Samej Zembli już nie ma, a może nigdy jej nie było: ta „wspaniała kraina” świeci już tylko bledziutkim światłem w poemacie Shade’a-Cienia, który – jak twierdzą niektórzy – traktuje w ogóle o czymś zupełnie innym. Wcale nie o upadku zaginionego w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Rytuały. Jak zwolnić i żyć uważniej