Najnowsza książka Jona Fossego to krótka, prosta nowela. Streszczenie fabuły odebrałoby całą przyjemność z lektury Norwega, dlatego nie będę się podejmował takiego zadania.
Mowę wygłoszoną podczas odbierania literackiej Nagrody Nobla pisarz poświęcił cichemu – a może niememu? – językowi. Cichy język przemawia z całego dorobku noblisty, przestrzeń pomiędzy słowami jest powietrzem, którym oddycha tekst. „Co słyszysz wtedy, gdy wsłuchasz się wystarczająco uważnie? Słyszysz ciszę. A, jak zostało powiedziane, tylko w ciszy słychać głos Boga” – mówił Fosse, odbierając nagrodę. Białość Fossego jest takim właśnie ćwiczeniem z ciszy, któremu czytelnik albo się odda, płynąc z prądem tekstu, albo je odrzuci – i nie będzie w tym czytelniczej winy. Norweg kolejny raz pokazuje, że jest pisarzem głębokiej intymności, zawierzenia bliskiego…