Czytelnicza niecierpliwość została bogato obłaskawiona, bo lektura daje dużo satysfakcji. Chomątowska czyni z Rabki-Zdroju soczewkę, w której skupiają się losy niejednego polskiego miasta, przy czym jako uzdrowisko Rabka stanowi szczególny przypadek. To nie miejsce, tylko sztuczny projekt modernizacyjny wszczepiony w organiczny byt wioski u podnóża Turbacza, i to jeszcze projekt w odwiecznej budowie. Jeszcze się nie skończył, lecz już zdążył zdegenerować.
Autorkę interesuje dwoistość Rabki, gdy pyta, do kogo należy to miejsce. Czy do rodzin założycieli uzdrowiska: Zubrzyckich, Kadenów i Wieczorkowskich? Do górali? Może do Żydów, a po Zagładzie ich duchów? Do nazistów, komunistycznych…