Sublokatorka po raz pierwszy ukazała się w Wydawnictwie Libella w Paryżu w roku 1985, gdyż polskie wydanie zostało zablokowane przez cenzurę. Powodem był wątek Bernarda Rajnicza i scena, w której dotykał ręką jeszcze ciepłego pieca na Majdanku. To nasunęło mu skojarzenie z losem polskich oficerów, AK-owców aresztowanych i zamordowanych przez NKWD. Mimo nacisków Krall nie zgodziła się go usunąć. Czterdzieści lat później Wydawnictwo Znak, które dostało wówczas zakaz publikacji, wznawia Sublokatorkę. Ta sytuacja wprowadza narrację podwójną: po pierwsze, czytelnicy dostają poprawioną i uzupełnioną przez autorkę wersję. Po drugie, sama historia tej książki jest opowieścią równoległą o tamtych czasach.
Jej pomysł zrodził się w Krakowie po przedstawieniu Teatru Starego Sen o bezgrzesznej w restauracji Dworcowa, w której autorka siedziała z Jerzym Stuhrem i Krzysztofem Kieślowskim. Najpierw Stuhr opowiadał o dziadku Oskarze, który był w Oświęcimiu. Potem Kieślowski wspomniał o wujeczno-stryjecznym dziadku, premierze Sławoju Składkowskim. Krall komentuje po latach: „Słuchałam o tym z taką rosnącą zazdrością, (…) bo u mnie jakieś kompletne bezdziadkowie (…) więc zaczęłam się zastanawiać nad alternatywnym życiorysem”. Z potrzeby posiadania własnej narracji autorka pokazuje, jak bohaterowie konstruują spójne historie na swój temat z pojedynczych wątków.
Sublokator i gospodarz
Ta książka jest i nie jest reportażem. Jest, bo wszystko w niej jest prawdziwe. Nie jest, bo – jak zauważa Mariusz Szczygieł – „prawda została ułożona w służbie kreacji”. Krall, przywołując wątki autobiograficzne, jak choćby pobyt w domu dziecka, równocześnie tworzy coś, co już zyskało osobną nazwę: naddatek krallowski. Tym naddatkiem jest wątek sublokatorstwa.
Jedna z bohaterek, żydowska dziewczynka ukrywana przez matkę nieżydowskiej dziewczynki w „obszernym, mrocznym nieco mieszkaniu, na drugim piętrze, w centrum miasta (…) przykucnęła i nasłuchuje. Idzie ktoś, wyraźnie słychać kroki. (…) siedzi nadal. Pewnie czeka na nowe kroki, ale nikt nie idzie”. Żydowska dziewczynka w czasie wojny nie może dyktować warunków. Może jedynie wyostrzyć wszystkie zmysły, by słuchać poleceń. Jej nieżydowska odpowiedniczka po latach powie: „Wiesz, moja matka mówiła, że przejmująca była ta twoja świadomość. Miałaś sześć lat i rozumiałaś wszystko”.
Sublokatorstwo – jak pisze w posłowiu Natalia Judzińska – polega na wytwarzaniu relacji rozumianej jako podległa wyznaczonym przez siebie Innym.
I dalej, powołując się na rozpoznania Elżbiety Janickiej i Joanny Tokarskiej-Bakir, wyjaśnia: „Kontrakt ten, mimo iż niejednokrotnie niewidoczny, nie posiada jasnych (!) wytycznych, co nie tylko więzi i ogranicza, lecz przede wszystkim narzuca relację podległości. Sublokator nie może istnieć bez gospodarza – inaczej byłby sam. Sublokatorstwo jest więc relacyjne i zawsze występuje w relacji do”. Sześcioletnia żydowska dziewczynka nie przeżyje bez opieki matki tej nieżydowskiej. Znak nie wyda Sublokatorki bez zgody cenzury. Zakaz druku to konsekwencja władzy, jaka płynie z sublokatorstwa publicznego, i kara nałożona na autorkę.
By fizycznie przetrwać, czasem należy słuchać mamy, czasem pogodzić się z decyzją urzędu. A przede wszystkim wiedzieć, jakie elementy w danym momencie czy to prywatnym, czy społeczno-politycznym mają status szczegółów znaczących.
W Sublokatorce są to oczy. „Na szczęście moja matka wpadła na wspaniały pomysł: kamień. Idąc ulicą, popychałaś nogą kamień, jak w grze w klasy. Dzięki temu mogłaś mieć spuszczone oczy, nie budząc żadnych podejrzeń”. Próba wyłamania się grozi śmiercią, więc gdy „zdarzały ci się chwile słabości i próbowałaś podnieść wzrok, (…) moja matka reagowała z bezbłędną czujnością: nie podnoś oczu”. Sublokatorka słucha i dzięki temu przeżywa wojnę.
Sublokator mieszka we mnie
Sublokatorstwo ma dłuższy termin ważności niż realne zagrożenie. To ostatnie może minąć, ale jego uczestnicy wchłaniają je do środka. Jak inna postać z książki, Olga, dziewczynka w domu dziecka, która…