Mały punkt na szerokiej mapie działań 1939–1945, ale to pojedyncze zdarzenia zebrane w książki piszą „całość” historii. W ten sposób wielkie spektra wojen upycha się w podręcznikowe ramy, bo format prawdziwego dokumentu wydaje się zawsze za duży. Nie pytajmy więc naiwnie, która książka mogłaby to wszystko udźwignąć, bo każda przyzwoita próba jest cenna. I to jest kredyt zaufania, z którym idzie się do nowej publikacji Chwalby. Jego opowieść jest bowiem historią o wojnie po staremu – encyklopedycznie zapisanej liczbami, ale przeplecionej z drobnicą codzienności i ukazaniem człowieka bez upiększeń: większej skłonności do popadania w marazm niż chęci działania. Autor przekonuje, że symbole historyczne mogą być różne i można by je bez końca wymieniać na inne. Czy są rzeczywiście wymienialne, zależy od tego, co jest w…