Jadąc krętymi drogami Bośni i Hercegowiny, łatwo zauważyć, jak silne są tu kontrasty. Granica między dwiema jednostkami administracyjnymi, z których składa się to państwo: Federacją Bośni i Hercegowiny oraz Republiką Serbską, jest akurat niewidoczna dla oka, lecz głęboko zakorzeniona w politycznej i społecznej tkance narodu. W ramach Federacji dziesięć kantonów posiada własne konstytucje i rządy, podczas gdy Republika Serbska działa w ramach bardziej scentralizowanej struktury. Czuć to wszystko na plakatach i w rozmowach.
Pośród tych zawiłości przydrożne stragany pełne świeżych owoców przywołują wspomnienia z mojego dzieciństwa w Polsce, dając poczucie swojskości i ciepła. Miasta takie jak Sarajewo i Banja Luka prezentują z kolei nowoczesną europejską fasadę, z tętniącymi życiem ulicami i współczesną architekturą. Blizny historii są namacalne: pozostałości konfliktu trwają w postaci rozerwanych kulami budynków i obecności pomników upamiętniających tragedie z przeszłości. Te symbole przypominają o pełnych zawirowań dziejach tutejszego społeczeństwa i stanowią stale wezwanie do pojednania i jedności.
Szepty przeciw burzy
Dla wielu Romów w Bośni i Hercegowinie podziały kraju są nie tylko kwestią administracyjną czy historyczną – pozostają one głęboko osobiste, wplecione w codzienne życie często niewidoczną, ale mocną nicią. Jeden z poznanych przeze mnie młodych romskich poetów, Almir Agić, pisze o tym tak: „Śnieg pada jak szalony, / wiatr niesie go we wszystkich kierunkach, / nie wie, dokąd zmierza. / Tak jak ja”.
Romowie żyją na marginesie społeczeństwa, w ubóstwie, wykluczeniu i politycznym zaniedbaniu. Choć mieszkają tu od wieków, ich walka o uznanie i godność toczy się w kontekście powolnego postępu i niespełnionych obietnic integracji.
W oficjalnych strukturach władzy, a także w codziennym życiu ich głosy są nadal zbyt często uciszane lub po prostu ignorowane.
Jeden z tych romskich głosów należy właśnie do młodego poety z Sarajewa, którego wiersze zaczęły przełamywać ciszę i stereotypy otaczające jego społeczność. Almir opowiada, że z dyskryminacją spotykał się stale – na szkolnych korytarzach, ulicach miast i wsi, a nawet w najprostszych czynnościach związanych z poszukiwaniem pracy czy opieki zdrowotnej.
– Zacząłem wyrażać się poprzez poezję, kiedy nie mogłem już dłużej milczeć – mówi. – Dyskryminacja i uprzedzenia nie są dla mnie abstrakcyjnymi słowami, są codzienną walką, czymś, co widzisz, czujesz, i czymś, co musisz przetrwać, w każdej chwili swojego życia.
I dodaje:
– Kiedy piszę wiersz o tym, jak boli, gdy świat spycha cię na margines, a ktoś rozpoznaje w tym siebie i czuje się mniej samotny, to dla mnie sukces. Może jeszcze nie rewolucja, ale już jakaś iskra.
Dzięki swojej poezji nie poddaje się rozpaczy. Zauważa, że dopóki niesprawiedliwość będzie trwać, będą powstawać wiersze:
– Nie chodzi jednak o to, by pisać o bólu, lecz by pisać pomimo bólu. Tylko wtedy czuję się człowiekiem.
Poezja może przynieść wytchnienie i tworzyć więzi, jednak nie może przecież zlikwidować struktur, które marginalizują Romów. W całej Bośni i Hercegowinie bariery napotykane przez społeczności romskie są nie tylko emocjonalne, ale także głęboko systemowe – osadzone w przepisach, instytucjach i samych ramach władzy politycznej.
Rany, które nigdy się nie zagoiły
Bośnia i Hercegowina to zróżnicowany kraj o złożonym składzie etnicznym i skomplikowanej historii. Oficjalnie to trzy główne narody „składowe”: Bośniacy, Chorwaci i Serbowie, a także grupy mniejszościowe, wśród których najważniejsi są Romowie. Pod względem demograficznym Bośniacy stanowią ok. 46% populacji, Serbowie 38%, Chorwaci 14,5%, populację Romów zaś szacuje się na 30 do 50 tys. osób (ok. 1–1,5% wszystkich mieszkańców).
Termin „mniejszość” w Bośni i Hercegowinie ma znaczącą wagę polityczną, głęboko zakorzenioną w wydarzeniach historycznych, takich jak niszczycielskie wojny XX w. – w szczególności tragiczny konflikt z lat 1992–1995. Do dziś we wszystkich grupach etnicznych żywy jest strach przed kolejną falą dyskryminacji i prześladowań. Na mocy porozumienia pokojowego z Dayton z 1995 r. Bośnia i Hercegowina została podzielona na dwa główne podmioty: Federację Bośni i Hercegowiny, w której przeważają Bośniacy i Chorwaci, oraz Republikę Serbską, w której większość stanowią Serbowie. Podział ten zinstytucjonalizował podziały etniczne, nadal dominujące w życiu politycznym.
Społeczności romskie w przeszłości cierpiały z powodu głębokiej marginalizacji. Romowie, którzy na obszarze Bośni i Hercegowiny byli w większości muzułmanami, doświadczyli pewnej poprawy w okresie Jugosławii Tita dzięki polityce wyciszania etnicznych nacjonalizmów. Ich sytuacja gwałtownie się pogorszyła po wojnie w latach 90.
Większość Romów mieszkających na terenie dzisiejszej Republiki Serbskiej została przesiedlona – albo zmuszona do wyjazdu za granicę, albo wewnętrznie przeniesiona, głównie do kantonu Tuzla, na północy.
Obecnie Romowie stoją w obliczu systemowego wykluczenia, zwłaszcza poprzez ich klasyfikację jako „innych”, co sprawia, że nie mają kluczowych praw politycznych. Formalnie mogą głosować i kandydować na większość obieralnych stanowisk (z bardzo ważnym wyjątkami, o których dalej). W praktyce reprezentacja Romów prawie nie występuje poza kilkoma stanowiskami miejskimi i chociaż istnieje państwowa rada doradcza ds. Romów, rzadko się z nią cokolwiek konsultuje. Romowie żyją w biedzie, słabych warunkach mieszkalnych i z ograniczonym dostępem do opieki zdrowotnej i edukacji. Według Ministerstwa Praw Człowieka i Uchodźców w Bośni i Hercegowinie edukacja jest dziedziną, w której odnotowano postępy, zwłaszcza w zakresie zmniejszenia liczby uczniów przedwcześnie kończących naukę oraz poprawy uczestnictwa dzieci w edukacji wczesnoszkolnej i obowiązkowej. Jednak zebrane dane pokazują też, że odsetek dzieci romskich objętych edukacją przedszkolną jest nadal bardzo niski i wynosi zaledwie 4%, a dzieci podpadających pod edukację podstawową i średnią – tylko 35%. Dane te znajdują się w aktualnym planie działania na rzecz integracji społecznej Romów na lata 2021–2025.
Liczba Romów, którzy nadal posługują się swoim językiem ojczystym w Bośni i Hercegowinie, jest niepewna.
Bez przestrzeni do kultywowania języka – w literaturze, mediach i edukacji – język zanika. Kwestie języka romskiego zostały zredukowane do statystyk dla rządu, a nie do kulturowego dziedzictwa, które należałoby chronić. Bodaj tylko jedna osoba w kraju zajmuje się naukowo studiowaniem i promowaniem języka romskiego: Hedina Tahirović‑Sijerčić. Mimo jej licznych prac naukowych nie znalazło się dla niej miejsce na żadnej uczelni w Bośni i Hercegowinie. Przez ponad dekadę uniwersytet w Sarajewie mówił o utworzeniu katedry studiów romskich – do dziś nie powstała.
Jak dotąd jedynie kanton Tuzla wprowadził fakultatywną naukę języka romskiego w szkołach. Głównym problemem pozostaje jednak brak wyszkolonej kadry nauczycielskiej. Inicjatywa istnieje na papierze, ale bez nauczycieli i programów szkoleniowych jej wpływ na sytuację Romów jest minimalny.
Język to nie tylko środek komunikacji – to także sposób wyrażania emocji, wartości i przekonań. Kiedy używamy wobec Romów dyskryminującego języka, wyrażamy głęboko zakorzenione uprzedzenia. Gdy przestrzeń publiczna zalewana jest negatywnymi stereotypami na temat Romów – często rozpowszechnianymi przez polityków i media – staje się jasne, jak społeczeństwo postrzega społeczność romską. Na przykład w zeszłym roku najbardziej poczytny portal w Bośni, KLIX, opublikował artykuł niepotrzebnie podkreślający romskie pochodzenie etniczne bohaterów w negatywnym kontekście. To praktyka, która subtelnie, ale silnie wzmacnia wykluczenie. Doniesienia prasowe często podkreślają romskie pochodzenie etniczne danej osoby w historiach kryminalnych, skupiając uwagę opinii publicznej na tożsamości, a nie na czynach, pogłębiając tym samym uprzedzenia.
Przykładów otwartej dyskryminacji jest mnóstwo. Na początku ubiegłego roku premier kantonu Sarajewo Nihad Uk powiedział w wywiadzie, że „Romowie nie mają nawyków higienicznych i pracowniczych”. A podczas pandemii popularny zespół Dubioza Kolektiv śpiewał: „Świat wywrócił się do góry nogami, życie jest bardziej cygańskie. Wszyscy jesteśmy wywróceni do góry nogami, jesteśmy bardziej małostkowi”.
Przyzwyczajenie mediów i instytucji politycznych do stereotypów dotyczących Romów ma swoje konsekwencje. Przykładowo: przemoc wobec romskich kobiet jest często trywializowana jako zwykłe „spory rodzinne”. Podczas gdy pojedyncze przypadki rzecznictwa medialnego pomogły zabezpieczyć prawa Romów, są one przyćmione przez systemowe niedociągnięcia – niemoderowaną nienawiść w sekcjach komentarzy, selektywne etykietowanie etniczne i niemal całkowity brak pozytywnych narracji.
Jak podkreślają dziennikarka Nejra Džabija‑Hasečić i aktywistka Indira Bajramović, Bośnia pilnie potrzebuje nowego, bardziej etycznego dziennikarstwa, które przeciwstawia się dyskryminacji, podkreślając jednocześnie sukcesy Romów, i traktując społeczności romskie z godnością.
Niewidoczni z założenia
W grudniu 2009 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał przełomowe orzeczenie ws. Sejdić–Finci, wyznaczając kamień milowy dla praw mniejszości w Bośni i Hercegowinie. W centrum sprawy znaleźli się Jakob Finci, lider społeczności żydowskiej, oraz Dervo Sejdić, prominentny działacz romski, którzy zakwestionowali głęboko zakorzenioną dyskryminację wpisaną w powojenną konstytucję kraju.
Konstytucja Bośni i Hercegowiny, opracowana w ramach porozumienia pokojowego z Dayton, zastrzega kluczowe stanowiska polityczne – takie jak trzyosobowe prezydium pełniące funkcję głowy państwa i 15-osobowa wyższa izba parlamentu (Izba Narodów) – wyłącznie dla Bośniaków, Chorwatów i Serbów. Ustrój konstytucyjny Bośni i Hercegowiny jest często określany jako najbardziej złożony na świecie – system tak wyjątkowy, zrodzony z wojny i kompromisu, że trudno go bezpośrednio porównać z jakimkolwiek innym.
W rezultacie obywatele identyfikujący się jako „inni”, w tym Romowie i Żydzi, nie mogą ubiegać się o najwyższe urzędy, co czyni ich politycznie niewidocznymi.
Odważna walka prawna Sejdića i Finci ujawniła ograniczenia systemu etnopolitycznego Bośni, zaprojektowanego bardziej w celu zachowania wojennego podziału władzy niż odzwierciedlenia ideałów demokratycznych. W osobistej rozmowie w hotelowej kawiarni Sejdić opisał mi swoje życie jako „obywatela drugiej kategorii we własnym kraju”. Zauważa, że wielu politykom jest po drodze z istniejącymi napięciami między narodowościami: „Niektórzy przywódcy chcą podzielić Bośnię – Milorad Dodik mówi o niepodległej Republice Serbskiej, Dragan Čović o trzecim podmiocie dla Chorwatów. Te podziały utrzymują ich przy władzy”.
Jednak jego zaangażowanie na rzecz sprawiedliwości pozostało niezachwiane, napędzane wiarą we wspólną przyszłość. Orzeczenie Trybunału uznało istniejące przepisy za naruszające Europejską Konwencję Praw Człowieka. Było to potężne wsparcie dla starań mniejszości narodowych – ale Bośnia i Hercegowina nie uszanowała tego wyroku.
Ponad 15 lat później system dyskryminacji pozostaje nienaruszony, podważając rządy prawa i pogłębiając nieufność społeczeństwa. Szacuje się obecnie, biorąc pod uwagę wszystkie mniejszości, że ok. 400 tys. obywateli nie może ubiegać się o stanowisko prezydenta czy członka parlamentu ze względu na pochodzenie etniczne lub miejsce zamieszkania. W kraju liczącym ok. 4 mln mieszkańców to sporo.
Jak zauważa Sejdić: „Obecni liderzy wykorzystują status quojako narzędzie do pozostania na wysokich stanowiskach, podczas gdy rząd nadal zawodzi ludzi”. Od lat organizacje takie jak Minority Rights Group (MRG) i Human Rights Watch (HRW) naciskają na wdrożenie wyroku ws. Sejdić–Finci i szersze reformy w Bośni i Hercegowinie. Mimo wielokrotnych apeli o zmiany – i po czterech wyborach powszechnych przeprowadzonych w tych dyskryminujących ramach – brakuje jakichkolwiek postępów. Bośnia i Hercegowina jest zobowiązana do wdrożenia wyroku w ramach 14 priorytetów określonych w opinii Komisji Europejskiej dotyczącej przystąpienia do UE. Dlatego zgodność nie jest jedynie koniecznością prawną – jest…