Tak aby mógł on pojąć, ile traci, nie znając języków, w których napisano Pismo Święte. Bo – jak mawiał Cervantes – „każdy przekład jest jak gdyby »odwrotną stroną arrasu«: z przodu widać żywe kolory i ostre kontury, a z tyłu blade odcienie i splątane nici”. Dotyczy to również Biblii i jej tłumaczeń.
Leżą przede mną dwa tomy Alfabetu Boga. Pierwszy, oznaczony literą alef, zawiera omówienie 55 terminów najczęściej występujących w Biblii hebrajskiej i / lub najważniejszych dla jej zrozumienia. Ich listę otwiera adam (człowiek), a kończy Tora (warto wiedzieć, że ostatnią literą alfabetu hebrajskiego jest taw [t]). Pomiędzy nimi kard. Ravasi umieścił wyrazy takie jak berit (przymierze), JHWH (niewymawialne imię Boga) czy szalom (pokój, pomyślność).
Z kolei w tomie drugim, oznaczonym literą …