Nic nie rośnie… nie będzie lekturą lekką ani przyjemną. To książka, która porusza i trzyma w napięciu aż do ostatnich stron. Bezimienna bohaterka w ciągu jednej nocy żywiołowo i chaotycznie opowiada bezimiennemu mężczyźnie historię swojego życia. Rozpoczyna od krótkiego, ale znaczącego: „Słuchaj”, które wybrzmiewa tak, że również czytelniczka wyostrza zmysły. Kobieta snuje opowieść o swojej największej miłości – o uczuciu do starszego od niej nauczyciela, od którego nigdy nie potrafiła się uwolnić. Mówi też o trudach dorastania w małej, kopalnianej miejscowości, zawartym z rozsądku nieszczęśliwym małżeństwie i wreszcie – co przychodzi jej z trudem – o aborcji.
Czy książka dotykająca tematu przerywania ciąży jest odpowiednia na świąteczną lekturę? „Gdyby ludzkim dzieciom wolno było mieć dobrze na tym…