Autobus
Sypnął kurom ziarna, pożegnał się z Riki i Halime, trzasnął metalową furtką i wybiegł na przystanek (pierwszy na trasie, to znaczy ostatni). Autobus tłukł się w kurzu gruntową drogą, która zimą zamienia się w rzeczkę rzadkiego błota. Wjechał wreszcie na asfalt, za oknem straszyły pustostany i pola plastikowych śmieci. Za wzgórzem odsłonił się widok na czerwone miasto. W środku siedział komplet stałych pasażerów. Jeden z nich spojrzał na niego uważnie i zagaił. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Widziałem pana wczoraj w telewizji! – oznajmił pasażer.
– Kogo? Mnie? To niemożliwe – odpowiada on.
– Tak, pana, pana! Gratulacje!
Ale on nie ogląda telewizji. Dojechał do centrum, wysiadł, poszedł na uczelnię, a tam – gratulacje kolegów, nalot dziennikarzy. Jest lato 2008 roku.
Marcel Chyrzyński: – Specyficzny facet, jakby bez ojczyzny.
Profesor Zbigniew Bujarski: – Patriota.
Marcel Chyrzyński: – Jadał jajecznicę z pokrzywami.
Wiesław Warwas: – Szkoda go.
OrkiestraPoczątek lat dziewięćdziesiątych, Prisztina,…