Jest Pan autorem Wołania w górach – opracowania o wypadkach i akcjach ratunkowych w polskich Tatrach. To książka fenomen. Od 1979 r. doczekała się już siedmiu wydań (ósme w drodze), sprzedano ponad 100 tys. egzemplarzy. Mnie i wielu moim rówieśnikom rodzice czytali ją do poduszki. Zliczyć tych, którzy dzięki niej – jeśli nie życie, to na pewno sporą część rozsądku zawdzięczają Panu, chyba nie sposób… A czy Pan zawdzięcza coś tej książce?
Z jednej strony czuję się człowiekiem spełnionym. Dla każdego, kto pisze, mieć tytuł, który staje się emblematyczny i sprawia, że ludzie go rozpoznają – to jest coś. Wczoraj odebrałem telefon od taternika z Krakowa, który przedstawił się charakterystycznie: Mnich, ten i ten rok, taka i taka droga. Jest o tym w Wołaniu w górach, ale to nie było całkiem tak… I w efekcie, w kolejnym wydaniu (jesień 2011), będzie pełniejszy opis…