Subskrybuj
fot. Danuta Węgiel/Fotonova

Było w nim coś, co kazało go podziwiać do końca

Krzysztof Kozłowski przeciwstawiał się stanowczo cenzurze, która rządziła przekazem informacji, ale także chciała mieć bezwzględną władzę nad komentarzem, absolutnie każdym przymiotnikiem i katalogiem wypowiadanych wartości. Za nic w świecie nie zgadzał się na rezygnację z naszego niezbywalnego prawa do posiadania innych wartości, w tym do prawdy i uczciwości.

Krzysztof Kozłowski pojawił się w orbicie prawowitej redakcji „Tygodnika Powszechnego” na kilka miesięcy przed tym, zanim pismo zostało jej zwrócone i zanim wyszedł pierwszy popaździernikowy numer w 1956 r. Czy pamięta Pani Krzysztofa z tamtego okresu?Nie. Muszę przyznać, że miałam wówczas rozterki, czy wracać do redakcji po jej odzyskaniu przez Jerzego Turowicza. Zajmowałam się wtedy postacią Juliusza Osterwy i jego eksperymentalnym teatrem Reduta. Sam Osterwa już nie żył, ale skontaktowałam się nawet z Matyldą Osterwiną, napisałam szkic na jego temat. Pojawiły się perspektywy na napisanie książki o Osterwie, a potem na przerobienie jej na doktorat – więc byłam oderwana od spraw redakcyjnych, zwłaszcza personalnych. Choć Antoni Gołubiew namawiał mnie, żebym została w redakcji. Pamiętam tylko, że jeszcze przed reaktywacją pisma mówiło się,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ćwiczenia z uważności