Wychowałem się w domu, w którym od dzieci nadal (czyli w czasie złudnej gierkowskiej prosperity) wymagało się przestrzegania pewnych mieszczańskich zasad. Nie powinny się odzywać, jeśli ich wcześniej nie zapytano, na powitanie miały dygnąć (dziewczynki) lub szarmancko szurnąć nogą (chłopcy), przed gośćmi nieodmiennie wyrecytować „ambitny” wierszyk, a potem grzecznie udać się do łóżka (Przy piwoniach Miłoszaprześladuje mnie po dziś dzień). Wreszcie winny odpowiednio zachowywać się przy stole. „Twój kuzyn Jurek tak pięknie jadł nożem i widelcem, gdy miał cztery lata!” – słyszałem raz po raz. Oczywiście…
Prof. dr hab., pracownik naukowy Wydziału Polonistyki UJ. Anglista i polonista przekwalifikowany na niderlandystę i historyka sztuki. Znawca dawnej kultury holenderskiej, tłumacz literatury niderlandzkiej, zbieracz fajansów, książek i rupieci. Opublikował 25 książek (w tym 10...