Mam z Rembrandtem pewien problem. Nie za bardzo go chyba lubię jako człowieka, irytuje mnie zwłaszcza jego autoportretowa bufonada, mówiąca o wielce wybujałym ego malarza (chyba z podobnych przyczyn nie przekonałem się do Gombrowicza). Nigdy też nie wybaczę mu sprzedania w 1662 r. grobu Saskii w Starym Kościele i wyrzucenia zetlałych zwłok ukochanej muzy. Van Rijn był wtedy bankrutem – czy to go jednak usprawiedliwia? Co więcej, z zasady unikam tzw. wielkich nazwisk.
Drugo- czy trzeciorzędni pisarze i artyści zawsze wydawali mi się znacznie ciekawsi, a ponadto, w odróżnieniu…