Subskrybuj
Krytyk i historyk literatury, tłumacz, adiunkt na Wydziale Polonistyki UJ, autor książek Strategie negatywne w twórczości Tadeusza Różewicza oraz Więcej niż słowa. Literatura jako forma istnienia

O dalszych pożytkach z myślenia literaturą

Wiele tytułów to gorliwa pochwała literatury rozpisana na cztery części, z których każda prowadzi w nieco inne rejony doświadczenia, splatając śmiało publiczne z prywatnym, ziemskie z nadprzyrodzonym, polityczne z teologicznym i lokalne z europejskim.

Mniej tu niż w poprzedniej eseistycznej książce Koziołka (Dobrze się myśli literaturą) tekstów poświęconych bezpośrednio i wyłącznie literaturze, ta ostatnia bowiem zdaje się teraz przenikać całe postrzeganie świata. Jest już nawet nie tyle użytecznym i efektywnym narzędziem, po które możemy sięgnąć, aby lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość, ile integralnym elementem samego procesu postrzegania i rozumienia

Nie znaczy to jednak, że literatura stanowi ostateczną miarę, którą ocenia się świat, przyrównując go do powieściowego czy poetyckiego wzorca. Nie należy ulegać pokusie zanurzenia się w świecie fikcji i takiego splątania życia z literaturą, które na dobre zatarłoby dzielącą je granicę. Pragnąc bardziej literatury niż życia, sprzyjamy bowiem iluzji, którą podszyte jest każde przedstawienie. Opłakane skutki zbyt dosłownego naśladowania fikcji przez naiwne życie opisuje Koziołek, wspominając fatalną eskapadę, na którą wyruszył w dzieciństwie, gdy z lektury Przygód Tomka Sawyera dowiedział się, że „prawdziwe chłopaki chodzą boso”. Romantyczna przygoda zakończyła się na pobliskim ściernisku, gdzie bosonogi miłośnik książek boleśnie przekonał się o różnicy między „tarkami” i „ostrymi kamykami” zrobionymi ze słów a sterczącymi z ziemi, materialnymi kikutami koniczynowych łodyg. „Z pokłutą skórą i poczuciem wstydu wycofałem się z ucieczki, rozczarowany, że życie nie chce naśladować literatury” (s. 287). Chciałbym rozumieć tę scenę jako przypowieść o „dobrym czytelniku”, który nie rozmija się z otaczającym go światem, zapatrzony w powieściowy ideał, ale dzięki literaturze zwraca się ku światu ze wzmożoną uwagą, by lepiej go rozumieć, pełniej doświadczać, ale także skuteczniej zmieniać. Bo jednym z przewodnich wątków Wielu tytułówjest właśnie podszyta ciągłą niepewnością wiara w to, że literatura, zmieniając indywidualne postrzeganie świata, potrafi także czynić ów świat miejscem bardziej otwartym i gościnnym. Wiele pisze więc tym razem Koziołek o społecznej, publicznej czy politycznej funkcji literatury. Prywatne, egzystencjalne pożytki z lektury dominowały we wcześniejszej książce, gdzie fikcja narracyjna pozwalała przede wszystkim lepiej rozumieć siebie, wypełniając znaczeniem luki i szczeliny rozwierające się w jednostkowym ludzkim losie. Teraz miejsce owych „prywatnych obowiązków” zajmują powinności i zobowiązania publiczne, a Koziołek przygląda się uważniej społecznej i politycznej wymowie dzieł komentowanych przez siebie pisarzy. Uwrażliwia nas m.in. na afektywny potencjał literatury, zdolnej wyzwalać w czytającym nie tylko wzniosłe, lecz także nienawistne emocje: „pasywną rozkosz wyrównywania rachunków z historią” (s. 137), podszyte resentymentem porywy świętego oburzenia czy mściwą tęsknotę za „tyranią dobra” w obliczu zniecierpliwienia (nie)porządkiem świata. Koziołek przekonuje, że „prawdziwym czytelnikiem” jest ten, kto „afektywny odbiór literatury łączy ze zdolnością do jej krytyki” (s. 277), lecz także – dodałbym od razu – ze zdolnością krytycznej oceny wzbudzanych przez nią afektów. Tylko…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ostatni tacy papieże