Zacznę od końca. Ab ovo, czyli od jajek, bo właśnie jajka – kinder niespodzianki objedzone z czekolady – znajduje córka w szufladzie przy łóżku matki dwa i pół roku po jej śmierci. W tej ostatniej scenie BezmatkuMiry Marcinów zostały „upakowane” – jak zabawki w plastikowym żółtku – wszystkie najważniejsze sensy książki. Dziesiątki jajek obrazują dziecinny apetyt matki na życie oraz zaspokajanie go „po swojemu” (logiczniej byłoby kupować samą czekoladę, skoro nawet nie rozpakowywała zabawek). Sytuacja zdradza też potransformacyjną biedę rodziny (na takie luksusy…
Poetka i krytyczka literacka.