Czas, który przeżywamy, rodzi szereg pytań, zwłaszcza pytań o przyszłość. Spytam Cię tak, jak się pyta pisarza: czy literatura to sprawa bardziej przeszłości czy przyszłości? Czy piszemy dla tych, którzy byli, bo np. chcemy coś zatrzymać albo jakoś się z nimi skonfrontować, czy piszemy raczej dla przyszłych czytelników i świata, który nadejdzie?
Nie wiemy, co nadejdzie, trudno więc uprawiać literaturę dla przyszłości. Nie wiem zresztą, na czym by to polegało. Piszę raczej dla tych, którzy są. A kim będą ci, co będą, nie wiem. Poza tym nie uznaję trójpodziału czasowego. Zawsze mówię, że istnieje tylko czas przeszły. Teraźniejszy stanowi właściwie przepływ czasu, a przyszły jest nieznany. Wszelkie prorokowanie o tym, co się stanie, jest co najmniej wątpliwe. Jak wiemy, przepowiadacze przyszłości zbyt często się mylili.
Parę sytuacji jednak przewidzieli, np. rozwój komputerów.
Tak, ale nie przewidzieli, że ten komputer, choć będzie instrumentem pożytecznym, to zniewoli człowieka. Są ludzie, którzy już w tej chwili siedzą wyłącznie przy komputerach, ściślej – w Internecie.
Ty nie jesteś podłączony.
Nie, programowo nie mam Internetu, nie jest mi w ogóle potrzebny.
Nie wysyłasz maili?
Jakbym chciał się bawić w maile, tobym bez przerwy musiał na nie odpowiadać, a to byłoby dla mnie nieznośne.
Wiesz, zapytałem o to, dla kogo piszemy, bo kiedyś mnie tak zapytano: komu chciałbym pokazać…