Subskrybuj
Absolwentka religioznawstwa na UJ, księgarka, recenzentka literacka. Współpracuje z miesięcznikiem „Znak” i kwartalnikiem „Herito”

Gra kolorów

Betonoza jest dzieckiem wstydu. Wstydu przed zaniedbaniem, nieuporządkowaniem, poczuciem pozostawania w tyle. To choroba, która dotyka wielu polskich miast. Większych i mniejszych, nie ma tu znaczenia położenie geograficzne czy wiek miasta.

Beton stosuje się jako szybkie lekarstwo na odświeżenie wizerunku. Rewitalizacja, czyli przywracanie życia, zbyt często według władz miejskich opiera się na tłumieniu tego życia w jego wszelkich przejawach. W pień ścinane są drzewa, trawniki grzecznie przycinane, krzaki usuwane. Ich miejsce zajmują łyse place z ławkami bez oparć, które latem zamieniają się w miejskie wyspy ciepła, gdzie nikt nie chce przebywać. Nawet podświetlane fontanny są bezradne wobec takiego stanu rzeczy. Nikt nie garnie się w ich pobliże, gdy obok beton, oddając ciepło, zmienia powietrze w rozedrgany kadr z pustynnego pejzażu.

Drzewa są potrzebne miastu. To truizm, ale jesteśmy świadkami czasów, w których o tym podstawowym fakcie zdaje się zapominać coraz większa część społeczeństwa. Betonoza opowiada o przyczynach takiego stanu rzeczy, ale nie to w tej książce jest najważniejsze. Istotniejsza jest jej opowieść o oddolnym ruchu mieszkańców, którzy protestują w imię obrony przyrody i prawa do życia w zieleni. Tendencja do betonowania jest demokratyczna – reprezentuje ją każda partia polityczna, ale – co pocieszające – protestują też wszystkie opcje polityczne. Najlepsza wiadomość zaś jest taka, że często skutecznie. Zapisując historie uratowanych miejsc, autor daje nadzieję, że może nie w tak odległej przyszłości możliwe będą takie decyzje jak w Kopenhadze, Wiedniu czy Rotterdamie. Ruchy władz miejskich pod hasłem rozbetonowywania i zadrzewiania przestrzeni.

–

Jan Mencwel

Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2020, s. 344

Artykuł pojawił się w numerze: 2020