Subskrybuj
fot. BE&W
Redaktorka w Salam Lab, doktorantka polonistyki UJ, współpracuje ze „Znakiem”

Warunek przetrwania

Co, jeśli przyjemność potraktujemy nie jak wartość naddaną, przywilej, lecz jako coś koniecznego dla zdrowia i naszego dobrostanu?

Niedługo znów rozpocznie się gorączka przedświątecznych zakupów. Czy cała ta bieganina sprawia nam jeszcze przyjemność?

Odpowiem przewrotnie: wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś nagle zabrania nam przedświątecznych zakupów. Jestem prawie pewien, że taki zakaz znacząco unieszczęśliwiłby jeśli nie wszystkich, to większość z nas. Ten eksperyment myślowy pokazuje asymetrię w budowaniu doświadczenia przyjemności. Łatwo przyjemność osłabić lub zniwelować, dość trudno ją zbudować i utrzymać na właściwym, stabilnym poziomie. W tym roku zakupowa gorączka może być mniejsza z powodu coraz bardziej galopujących cen – z większą uwagą przyglądamy się w Polsce temu, ile i jak wydajemy. Jestem ciekaw, jak sytuacja ekonomiczna Polaków wpłynie na doświadczenia hedonistyczne.

Jakie prezenty sprawić bliskim, by dawały radość, a równocześnie nie napędzały tej kapitalistycznej gorączki? Czy to w ogóle możliwe?

Przede wszystkim warto się zastanowić, jak powstał zwyczaj obdarowywania. Wręczanie prezentów to element kultury konsumpcyjnej, która, jak każda inna kultura, składa się z rozmaitych nawyków, rytuałów, przekonań i symboli. Kultura konsumpcyjna czy w Azji, czy w Europie, czy w Ameryce wypiera tradycyjne symbole i rytuały, w ich miejsce wpisując nowe – tak dzieje się właśnie w przypadku świąt Bożego Narodzenia. Czy to dobrze, czy źle, to już osobny temat. Z powodu tych przemian poszukiwanie świątecznych podarunków stało się nawykiem współczesnego człowieka. Oczywiście pojawia się też cały szereg innych powodów: chcemy sprawić przyjemność bliskim, wydaje się nam, że inni tego oczekują, trochę byłoby łyso bez prezentów pod choinką… albo po prostu lubimy zakupy.

Z badań psychologicznych prowadzonych przez zespół Elizabeth Dunn wiemy o wielu ciekawych zależnościach między wydawaniem pieniędzy a naszym nastrojem i relacjami z bliskimi. Okazuje się, że rzeczy cieszą nas krócej niż doświadczenia, którymi ktoś nas obdaruje. Do rzeczy szybko się przyzwyczajamy, przestają być użyteczne, ładnie wyglądać. Doświadczenie natomiast buduje wspomnienia, o których opowiadamy innym, a więc nasza pamięć aktywnie je przetwarza, co sprawia, że stają się one czymś istotnym w naszym życiu. Badania zespołu Thomasa Gilovicha pokazały, że konsumenci znacznie dłużej cieszą się z kupionych doświadczeń, jak np. rejs statkiem, niż z zakupów materialnych o zbliżonej wartości pieniężnej.

Zawsze trafiony prezent, który nie napędza zakupowej gorączki? Książka. Proces lektury to doświadczenie, które możemy zapamiętać na długo.

Elementem czytania są też przecież praca nad sobą i konfrontacja swojego światopoglądu z innymi, co wymaga czasu i silnie angażuje nasz umysł. Kluczowe jest, by trafić tytułem w gust osoby obdarowanej.

Jako wielbicielka literatury muszę przyznać, że bardzo cieszy mnie ta propozycja. Czy wystarczy jedna książka?

Badania Norberta Schwarza nad efektem uśredniania doświadczenia wskazują, że lepiej obdarować najbliższą osobę jednym podarunkiem niż wieloma. Przyjemność, która płynie z jednego prezentu, paradoksalnie jest znacznie większa niż suma przyjemności wynikająca z otrzymania kilku podarunków. Znacznie więcej ciekawych zjawisk dotyczących podejmowania decyzji i konsumenckich doświadczeń można znaleźć w książce Paradoks wyboru. Dlaczego więcej oznacza mniej? W tym miejscu warto natomiast podkreślić, że wydawanie pieniędzy na innych wywiera bardziej długotrwały pozytywny wpływ na samopoczucie i samoocenę niż kupowanie dla siebie.

Dlatego zapewne tak chętnie to robimy. Jak pisze Morten L. Kringelbach w książce Ośrodek przyjemności: „Przyjemność i pragnienie leżą u podstaw wszystkich naszych decyzji, jeśli więc je rozumiemy, akceptujemy, a choćby jedynie się w nie wsłuchujemy, jesteśmy w stanie zaoszczędzić czas i energię, lecz także stajemy się mądrzejsi”. Przyjemność jest więc wartością, której zrozumienie wydaje się konieczne na drodze do samorozwoju i samopoznania. Jak definiuje ją współczesna psychologia?

Przyjemność nie ma jednej definicji. To złożone zjawisko psychologiczne związane z procesami zarówno świadomymi, jak i nieświadomymi.

Doświadczamy jej na wielu poziomach: podstawowym (przyjemności sensoryczne, seksualne, społeczne) oraz wyższego rzędu (przyjemności finansowe, artystyczne, muzyczne, altruistyczne czy transcendentne). Przyjemność warunkowana jest z jednej strony ogólnymi prawidłowościami: przykładowo – większość ludzi woli rzeczy bardziej niż mniej słodkie, a z drugiej strony preferencjami. Dlatego łatwiej nam sprawić komuś radość, gdy znamy jego upodobania.

Co sprawia, że nasze preferencje tak bardzo się różnią?

Niektórzy ludzie potrzebują większej liczby bodźców, by uzyskać pobudzenie, i jest to cecha dziedziczona. Ilustrują to dobrze badania dotyczące spożywania alkoholu, które wykonywano w odniesieniu do różnych kultur. Okazało się, że u Azjatów, częściej niż u innych grup etnicznych, występuje grupa genów, która koduje enzym utrudniający przetwarzanie alkoholu, a właściwie aldehydów powstających po spożyciu napojów wysokoprocentowych. Jak sugeruje przegląd badań wykonany w zespole Howarda Edenberga, geny te towarzyszą słabszej tendencji do uzależniania się od alkoholu, co prawdopodobnie wynika z gorszego radzenia sobie ze skutkami spożywania alkoholu i silniejszymi negatywnymi skutkami picia. Stąd w Japonii pije się niewielkie ilości sake, które zawiera od 18 do 20 kilku procent alkoholu.

A co Panu sprawia przyjemność?

Efekty mojej pracy naukowej i pasja w oczach studentów, gdy słuchają moich wykładów. Poczucie sensu. Amatorska liga piłki nożnej – radość z gry i spotkań z osobami, które ją współtworzą: moimi byłymi studentami i przyjaciółmi. Kiedyś grałem w piłkę na różnych kontynentach i doświadczenie funkcjonowania różnych kultur, ale też tego, jak ludzie sprawdzają się w trudnych sytuacjach, było niezwykle przyjemne. Z prozaicznych rzeczy: kontakt z naturą, co jest niezwykle ważną wartością w Holandii. Mieszkam w miejscu, gdzie nie ma spektakularnych widoków, ale można zaobserwować rozmaite gatunki pszczół.

###banner###

Zgadzam się poniekąd z Rousseau, który zakładał, że człowiek spędzający czas na wsi to człowiek szczęśliwy. Chyba w każdym z nas drzemie taka potrzeba. Uszczęśliwia mnie myśl, że mogę zobaczyć drzewo, które rośnie obok mnie już od 200 lat, i że będzie mi towarzyszyło do końca moich dni i oby jeszcze dłużej.

Co się dzieje w mózgu, gdy doświadczamy przyjemności?

Mechanizmy przyjemności są w wyniku procesów ewolucyjnych głęboko zakorzenione w naszym mózgu i w dużym stopniu sterują naszym zachowaniem. Nie jestem neurofizjologiem, ale postaram się to pokrótce opisać. Aktywność mózgu związana z przyjemnością tylko po części ma charakter świadomy. Gdy pojawia się bodziec, następuje wydzielenie się neuroprzekaźników, które pobudzają neurony odpowiedzialne za doświadczanie przyjemności, znajdujące się w układzie nagrody. Właśnie one budują to, czego my w introspekcji doświadczamy jako odczucie przyjemności. Jeśli człowiek czy zwierzę nauczy się zdobywania przyjemnych bodźców, z pewnością będzie dążyć do ich jak najczęstszego odbioru.

Czy więc zwierzęta tak samo odczuwają przyjemność?

Do końca tego nie wiemy, bo nie posługujemy się tymi samymi językami, jednak eksperymenty potwierdzają, że fizjologiczny mechanizm przyjemności u innych zwierząt działa podobnie do ludzkiego.

Według najnowszych badań ośmiornice przejawiają cechy osobowości charakterystyczne dla Homo sapiens, takie jak: ekstrawersja, sumienność i otwartość. Dlaczego więc ośmiornice miałyby odczuwać przyjemność inaczej niż my, ludzie? Nie widzę powodów.

Badania na zwierzętach dotyczące odczuwania są trudne do przeprowadzenia, gdyż wykonuje się je przy użyciu skanerów mózgu, w których nie każde z nich jest w stanie wytrwać nieruchomo, dlatego najczęściej bada się psy. W badaniach przeprowadzonych przez zespół Sabriny Karl, które opublikowano w czasopiśmie „Scientific Reports”, psy po umieszczeniu w takim skanerze oglądały zdjęcia różnych ludzi, wśród których znajdowały się fotografie ich opiekunów. W momencie gdy czworonóg widział zdjęcie znanego mu człowieka, w jego mózgu aktywowała się część odpowiedzialna za odczuwanie przyjemności, co na gruncie tych badań należy rozumieć jako jeden z komponentów przywiązania do opiekuna.

Czy do przyjemności można się przyzwyczaić?

Tak, a psychologia mówi, że dzieje się to bardzo szybko. Lepiej funkcjonujemy w środowisku bezpiecznym, ciepłym, bogatym w jedzenie oraz w otoczeniu najbliższych. Jeśli podstawowe potrzeby są zaspokojone, szukamy kolejnych źródeł przyjemności. Co ciekawe, badania zespołu Kahnemana opublikowane w 2006 w prestiżowym czasopiśmie „Science” sugerują, że o ile pieniądze pomagają nam zaspokoić podstawowe potrzeby związane z codziennym funkcjonowaniem, o tyle w sytuacji dobrobytu nie odgrywają one już tak dużej roli w budowaniu poczucia przyjemności. Wtedy ludzie starają się osiągnąć satysfakcję czy radość w inny sposób. Mechanizm ten dobrze odwzorowuje krzywa użyteczności czy też przyjemności: dynamicznie wzrasta, gdy dążymy do zapewnienia sobie podstawowych przyjemności, a staje się coraz bardziej wypłaszczona, kiedy bazowe potrzeby zostają zaspokojone. Oczywiście ma to wpływ na to, jakie decyzje podejmują ludzie.

Jakie są granice przyjemności?

Dość drastyczne eksperymenty wykonywano w tym zakresie na szczurach, które poprzez naciśnięcie dźwigni pobudzały swój ośrodek przyjemności. Zwierzę w takim położeniu naciskało ją cały czas – aż do wycieńczenia.

To drastyczne i zarazem smutne, że przyjemność na poziomie fizjologicznym do tego stopnia steruje naszym zachowaniem, że może nas doprowadzić nawet do destrukcji i śmierci.

Do tych samych wniosków można dojść, czytając powieść Davida Fostera Wallace’a Infinite Jest (Niekończący się żart), w której bohater podróżuje przez bezgraniczny świat przyjemności. Na pewnym etapie jedynie silne bodźce są w stanie nas zaspokoić. Granicą może więc być tutaj wytrzymałość ludzkiego organizmu.

W swojej pracy naukowej bada Pan uzależnienia behawioralne: zakupoholizm, hazard, pracoholizm, a w podcastach Strefy Psyche SWPS wielokrotnie podkreśla, że uzależnienie rodzi się z potrzeby stymulacji, czyli doświadczania przyjemności.

Tak działają narkotyki – silnie pobudzają układ nagrody. Osoby uzależnione od używek są w stanie, jak wiemy, zrobić wszystko, by zdobyć substancję stymulującą ich organizm. Mózg bardzo szybko uczy się tego, że tylko ta jedna konkretna substancja jest dla niego źródłem przyjemności. W stanie uzależnienia doświadczenia, które kiedyś nas cieszyły, blakną.

Niepokojącym współcześnie zjawiskiem jest również zakupoholizm. Choć uzależnienie od posiadania obserwowano już w starożytności, to nigdy nie występowało ono na tak wielką skalę jak obecnie. Zjawisko zakupoholizmu jest częstsze, bo cel współczesnej zachodniej ekonomii to przede wszystkim dostarczenie konsumentowi przyjemności i potęgowanie tej potrzeby. Dlatego mówimy o hedonomii – gospodarce opartej na jak najszybszej dystrybucji przyjemnych doświadczeń.

My, psychologowie, dużo czasu i naszych zasobów zainwestowaliśmy w to, by poprawić sprzedaż, wspierać marketing i pomagać firmom w zaspokajaniu potrzeb ich klientów. Niestety, wiązało się to często z zastawianiem pułapek. Projektowanie produktów tak, aby użytkownik czuł potrzebę posiadania ich najnowszych wersji, było nastawione na obietnicę przyjemności z ich korzystania. Na szczęście zaczyna się to zmieniać, co obrazują dwa nurty w badaniach psychologicznych. Tak zwany nudging (od ang. nudge – zachęta, przynaglenie) to badania, które pomagają wskazać, jak możemy wspomagać obywateli, by dokonywali racjonalnych wyborów, korzystnych zarówno dla jednostki, jak i dla zbiorowości. Przykładowo: aby ludzie zamiast sięgać po słodki baton, wybierali jabłko. Są instytucje, które silnie pracują nad takimi rozwiązaniami. Na fali popularności tychże działań za ich wprowadzanie i stosowanie w praktyce w 2017 r. Nobla w dziedzinie ekonomii otrzymał Richard Thaler.

Drugi nurt to boosting – procedury promujące zbalansowane życie, uczące radzenia sobie z przekazem marketingowym, pokazujące, że funkcjonowanie w dzisiejszym społeczeństwie nie musi polegać na zaspokajaniu przyjemności. Budowanie takich umiejętności pomoże nam lepiej funkcjonować w życiu społecznym, szczególnie w obliczu najpilniejszych wyzwań.

Jeśli od przyjemności można się uzależnić, to jakie sygnały w naszym zachowaniu powinny nas zaniepokoić?

Badacze są zgodni, że istnieją trzy komponenty uzależnienia: poznawczy, emocjonalny i behawioralny. Po pierwsze – obsesja, czyli nieustanne myślenie o przedmiocie naszej przyjemności. Po drugie – poczucie, że bez wykonywania danej czynności nie jestem w stanie osiągnąć pożądanych pozytywnych stanów emocjonalnych. Po trzecie – świadomość, że nie potrafię przestać czegoś robić, powstrzymuję coś z trudem: np. piję kieliszek za kieliszkiem, kupuję namiętnie przedmioty sobie i innym. Uzależnienie jest złożonym procesem, na którego końcu dochodzi do utraty zdrowia i wyniszczenia organizmu wynikających często właśnie z nadmiernej przyjemności. Do tego u zakupoholików czy hazardzistów pojawiają się też długi czy problemy z prawem.

Co nie pozwala nam właściwie odczytać sygnałów wysyłanych przez ośrodek nagrody?

Na przykład stres. Warto wspomnieć tu chociażby o zjawisku emocjonalnego jedzenia, które polega na jedzeniu dużych ilości produktów, traktowanych jako forma nagrody za stresujący dzień. W pewnych sytuacjach może to oczywiście doprowadzić do zaburzeń odżywiania. Poza tym anhedonia, czyli brak odczuwania przyjemności, dotyczy stanów depresji czy innych zaburzeń psychicznych.

Dlaczego depresja utrudnia odczuwanie przyjemności?

W depresji dochodzi do zaburzenia wydzielania neuroprzekaźników odpowiadających za przeżywanie przyjemności. Jak wiemy, depresja jest też u niektórych osób uwarunkowana genetycznie, to geny determinują strukturę naszego mózgu, sposób wydzielania hormonów, przebieg metabolizmu oraz funkcjonowanie naszego układu nerwowego. Odczuwanie przyjemności zaburza więc tutaj fizjologia, a nie np. fakt, że osoba w depresji nie wie, co sprawia jej przyjemność, lub nie ma na przyjemność ochoty.

Oczywiście każdego z nas mogą też dotyczyć stany depresyjne wynikające z tego, że ludzie rzadziej wychodzą na zewnątrz, brakuje im słońca, co zaburza optymalne funkcjonowanie układu nerwowego. Wtedy właśnie szukamy różnych sposobów na poprawę nastroju. Takie zjawisko zaobserwowano w krajach skandynawskich, gdzie jest mniejszy dostęp do światła, a ludzie mają rzadszy kontakt z innymi. Właśnie tam obywatele częściej szukają alkoholu i innych przyjemności, stąd państwo restrykcyjnie reguluje spożycie używek.

W jaki sposób pamiętamy to, co przyjemne?

To zależy od tego, jak bardzo przyjemne doświadczenie wiąże się z nami samymi. Ciekawe mechanizmy dotyczą pamięci nieautobiograficznej i biograficznej. Okazuje się, że jeśli coś nie jest z nami związane, mamy tendencję do zapamiętywania w większości wrażeń negatywnych. Pojawia się asymetria, gdyż wspomnienia związane z nami bezpośrednio staramy się raczej niuansować. Bilans powoduje, że summa summarum oceniamy nasze życie jako dobre i szczęśliwe. Ten mechanizm obserwuje się w każdej kulturze. Proszę zauważyć, że raczej myślimy o sobie i swoim życiu dobrze, co pozwala nam zachować zdrowie psychiczne. Gdyby zapytać ludzi o nastrój, zazwyczaj odpowiadają: „Dzisiaj jest lepszy niż zazwyczaj”. Jeśli mówilibyśmy tak codziennie, to co wtedy byłoby średnią?

Są pewne złudzenia, które pozwalają nam żyć.

Pogląd, że nasze życie to kompilacja wydarzeń umiejscowionych bardziej po stronie „jasnej” niż „ciemnej”, jest pewnego rodzaju złudzeniem, bo wcale tak nie musi być. Natomiast dzięki temu złudzeniu funkcjonujemy i nie poddajemy się.

Przyjemność niewątpliwie podlega też modom, ostatnio popularne jest np. morsowanie, a niezmiennie – podróżowanie, samorozwój i kalendarz wypchany po brzegi. Według Baumana współczesny człowiek to „kolekcjoner przeżyć”, którego ciało zostało sprowadzone do bycia narzędziem przyjemności, a ona sama, jak mówiliśmy na początku, stała się towarem. Czy nie zostaliśmy zmuszeni do tego, by nieustannie coś robić, zamiast po prostu odpocząć?

W języku angielskim z przyjemnością wiążą się dwa słowa: pleasure i treat. Pierwsze z nich odpowiada przyjemności jako wartości, zjawisku psychologicznemu powiązanemu z mózgowym układem nagrody, drugie natomiast możemy na język polski przetłumaczyć jako przyjemnostkę. W powieściach Prousta spotykamy szereg takich przyjemnostek, wystarczy przywołać chociażby maczanie w herbacie słynnej, rozkosznie słodkiej magdalenki. Współczesny świat chciałby, byśmy jedli jak najwięcej magdalenek. Tymczasem presja społeczna i kolekcjonowanie doznań mogą przynieść zmęczenie i brak świadomości tego, co naprawdę sprawia nam radość.

Czymś innym jest natomiast przyjemność wynikająca z zaspokojenia podstawowych potrzeb: fizjologicznych czy seksualnych. Możemy zrezygnować z drobnych przyjemnostek, takich jak cappuccino, pyszne ciastko, kino, ale z podstawowych przyjemności i potrzeb już nie. Przyjemność w społeczeństwach Zachodu była przez wieki traktowana jak wartość luksusowa, niedostępna dla zwykłych śmiertelników, a przede wszystkim – grzeszne doznanie. Tymczasem psychologowie i kognitywiści podnoszą, że jest ona wartością niezbędną nam do życia, warunkującą nasze zachowanie i decyzje, konieczną do przetrwania. Zmiana myślenia o przyjemności może nam pomóc w trosce o siebie. Jednak nie chodzi tutaj o ilość przyjemności, lecz o ich jakość.

Tę zmianę przyspieszyła pandemia: w jej trakcie mogliśmy uzmysłowić sobie, jak ważne są rzeczy małe – muśnięcie skóry osoby ukochanej, celebracja codzienności czy zaopiekowanie się sobą. Wcale nie musimy robić tysięcy rzeczy, by czuć się przyjemnie.

Podczas izolacji okazało się, że własny dom i ogród to przestrzenie, które właściwie wystarczają nam, by wieść spokojne życie. Oczywiście martwiliśmy się o bliskich, ale pandemia ukazała nam, z jak wielu rzeczy jesteśmy w stanie realnie zrezygnować.

Takie myślenie jest bardzo uwalniające. Jak jednak odczuwać przyjemność i myśleć o swoim dobrostanie, gdy na polsko-białoruskiej granicy rozgrywa się dramat, a ludzie tam koczujący nie mogą zaspokoić swoich podstawowych potrzeb? Możemy się czuć jak Czesław Miłosz w wierszu Campo di Fiori, który przy karuzeli słyszał równocześnie odgłosy radości i salwy zza murów getta…

Jako gatunek jesteśmy zdolni zarówno do empatii poznawczej, czyli zdolności do postawienia się w sytuacji kogoś innego, np. cierpiącego, jak i do empatii emocjonalnej, czyli odczuwania emocji, którą może odczuwać druga istota w danej sytuacji. Zdolność przyjmowania perspektywy uruchamia współodczuwanie. Mam wrażenie, że decydenci po obu stronach granicznego muru nie są zdolni do żadnej z form empatii, natomiast osoby, które są w stanie postawić się w roli uchodźcy, spieszą z pomocą. Empatia działa w dwie strony: możemy odczuwać przyjemność, gdy wiemy, że innej osobie jest przyjemnie. Mechanizm ten funkcjonuje na zasadzie odruchu, nie wymaga długiego namysłu. Skoro u niektórych osób empatia nie działa, gdy innej osobie dzieje się źle, to dlaczego ma być ona istotnym czynnikiem regulującym nasze zachowanie, gdy bliźniemu dzieje się dobrze?

A katastrofa klimatyczna? Wiele osób decyduje się na wybór minimalizmu, postaw samoograniczających, a co za tym idzie, rezygnację z pewnych przyjemności. Czy sytuacja, w której się znaleźliśmy, umożliwia jeszcze odczuwanie przyjemności, czy zostaje nam już tylko życie w umiarze?

Wyobraźmy sobie, że chcę wybrać się do spa. Ktoś musi wyprodukować prąd, który posłuży działaniu tego miejsca. W Polsce ten prąd bierze się z węgla, ja mieszkam w Holandii, gdzie energię pozyskuje się głównie z wiatru czy paneli słonecznych, część ze spalania gazu. Jeśli zacznę intensywnie myśleć o tym, że taka wizyta szkodzi środowisku, czyli uruchomię moją moralność, może to doprowadzić do doświadczenia wstydu czy poczucia winy; na mnie to zadziała, ale czy tak samo wpłynie na innego konsumenta? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi i każdy z nas powinien rozstrzygnąć tę kwestię we własnym sumieniu. Z pewnością powinniśmy działać tak, by jako konsumenci wymuszać słuszne i dobre dla planety działania po stronie właścicieli firm, polityków, tych, którzy podejmują globalnie decyzje. Spróbujmy też dostrzec w tej sytuacji jakąś szansę. Życie w umiarze nie zablokuje nam odczuwania przyjemności. Może wręcz wzmagać doznania z nią związane: w końcu gdy jesteśmy spragnieni, łyk wody staje się niebywale smaczny.

Jak praktykować przyjemność w codzienności?

Lepiej „kupować” doświadczenia niż rzeczy. Lepiej wydawać pieniądze na bliskich niż na samych siebie. W końcu – lepiej inwestować w innych, niż ubezpieczać swoje życie. Co ciekawe, im więcej rzeczy ubezpieczają ludzie, tym mniej są szczęśliwi. Jeśli ludzie inwestują w coś, co „oddaje im czas”, np. w robota sprzątającego, sprawia im radość, że swoje cenne chwile mogą poświęcić na coś innego. Kolekcjonujmy więc doświadczenia. Od nudy może nas uratować przeorientowanie się z własnego „ja” na potrzeby innych i przeżywanie przyjemności z najbliższymi.


Jacek Buczny – Dr psychologii, pracuje na Vrije Universiteit Amsterdam oraz na Uniwersytecie SWPS. Bada uzależnienia behawioralne: hazard, pracoholizm i zakupoholizm. Jeden z autorów podcastu Strefa Psyche SWPS

Artykuł pojawił się w numerze: Przyjemność w czasie niepokoju