Vann to pisarz bez wątpienia sprawny. Ma patent na dramat wywracający wnętrzności na wierzch: weź międzypokoleniowe rodzinne traumy, ciasnotę form życia, w które próbują się wcisnąć bohaterowie, w tle umieść majaczącego ducha ojca samobójcy, a całość osadź w skrajnych amplitudach temperatur – od chłodów Alaski, przez upały Kalifornii, po tropikalne Komodo. Ta schematyczność może przeszkadzać w lekturze, pozostawiając czytelnikowi jednak przyjemność z oceny zabiegów formalnych pisarza oraz rozkładu punktów kulminacyjnych. Vann również to potrafi, prowadząc w Komodo od nieco usypiających opisów morskiej fauny do nokautujących uderzeń fabularnych. Odmienność tej powieści Vanna na tle innych polega na zogniskowaniu akcji w postaci kobiecej –…
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i na portalu NOIZZ.pl