Subskrybuj
Mariusz Szczygieł fot. Ralf Lotys (Sicherlich), CC BY 4.0 / Wikimedia Commons
Mariusz Szczygieł fot. Ralf Lotys (Sicherlich), CC BY 4.0 / Wikimedia Commons
Dr hab., pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego. Autorka książek Zbieranie głosów. Sztuka opowiadania Ryszarda Kapuścińskiego oraz Pośrednicy. Współczesny reportaż literacki wobec Innego

Reportaż jako sztuka komunikacji

Im więcej wiemy o kulisach reportaży, tym więcej wątpliwości możemy odrzucić lub potwierdzić. Chcemy wiedzieć, czy na pewno czytana historia oparta jest na faktach. Książka Szczygła dowodzi, jak trudne bywa uzyskanie na to pytanie odpowiedzi.

Jeśli ludzie, których praca jest pasją, nigdy nie pracują, to Mariusz Szczygieł jest największym leniem wśród reporterów. A może i największym skandalistą? Bo skandalem jest, że można mieć taką łatwość i frajdę z pracy reporterskiej na każdym jej etapie – od rozmowy z bohaterem po konstruowanie narracji. A że przyjemnością jest obcować z ludźmi spełnionymi, należę do bardzo licznego grona osób, które lubią autora Gottlandu. Ryszard Kapuściński mawiał, że najważniejsze cechy reportera to ciekawość świata oraz życzliwość. Obu tych cech natura Szczygłowi nie poskąpiła. Może jednak najważniejszą sztuką ukrytą w jego mistrzostwie reporterskim jest sztuka komunikacji?

Fakty muszą zatańczyć staną się z pewnością jednym z najważniejszych polskich podręczników dziennikarstwa. To erudycyjne, a zarazem niezwykle lekko, gawędziarsko napisane kompendium, które należy jak najszybciej przetłumaczyć na inne języki oraz umieścić na listach lektur w instytucjach uczących dziennikarstwa. Pracujący tam nauczyciele nie zawsze są i nie zawsze muszą być reporterami, dlatego potrzebują głosu praktyków. Znakomitym pomysłem Szczygła jest wyposażenie Faktów… w dziesiątki rozbudowanych cytatów i wskazówek pisarskich. Aż się prosi, by teraz złożyć z nich antologię i opatrzyć ją ćwiczeniami pisarskimi dla studentów czy uczniów szkół. Duże walory edukacyjne książki docenią także ci, których interesuje sztuka storytellingu, osoby hobbystycznie lub zawodowo zaangażowane w tworzenie fabuł.

Dodajmy przy tym, iż pieczołowicie skomponowane przez autora kolekcje cytatów to wyraz zarówno jego oczytania, jak i uznania dla różnorodności wcieleń reporterskiego talentu. Książka jest bowiem pochwałą pluralizmu w dziennikarstwie. Przy czym chwaląc pluralizm, uprzystępnia polskiemu odbiorcy nie tylko dobrze znaną klasykę reportażu rodzimego, ale także – co szczególnie cenne – klasykę reportażu światowego, w Polsce wciąż mało znaną. Cieszy przybliżenie wybitnego reportażu Johna Herseya Hiroszima. Cały rozdział poświęcił też autor wszechstronnej analizie Z zimną krwią Trumana Capote’a. Ważne jest przywołanie Głodu Martina Caparrósa. Nie przekonuje jedynie rozległy wgląd w dziennikarstwo gonzo. Za mało tu krytycyzmu Szczygła wobec tej formy, której sensacjonizm, pełne przemocy opisy traktowania kobiet oraz epatowanie wulgaryzmami nie zasługują na tak ekstensywne przytoczenia. Chyba że mają być ostrzeżeniem. Jednak w całym rozdziale jest więcej tonu afirmacji niż negacji, a finał to podziękowanie Jackowi Hugo-Baderowi i Ziemowitowi Szczerkowi za ich wkład w rozwój tej formy w Polsce. Wygrała tu w Szczygle jego cenna otwartość na eksperymenty formalne w dziennikarstwie. Estetyczna radość przyćmiła jednak etyczną ponurość zjawiska.

Czy to na pewno fakty?

Fakty muszą zatańczyc to także ciekawy przejaw wartości metarefleksji. Przywołajmy kilka wcześniejszych przykładów rozważań o istocie literatury faktu. Wskazać by można Klasyków dziennikarstwa Egona Erwina Kischa, wraz z jego krótkimi komentarzami uzasadniającymi maestrię dziennikarską wybranych do antologii fragmentów. Na polskim gruncie należy przypomnieć Karafkę La Fontaine’a Melchiora Wańkowicza czy wywiad Krzysztofa Kąkolewskiego Wańkowicz krzepi. Żartobliwy, obrazowy i arcypraktyczny ton autora Na tropach Smętka przypomina zresztą styl Szczygła. Do kanonu zbioru autorefleksji o istocie reportażu weszły także kolaże cytatów – Autoportret reportera Ryszarda Kapuścińskiego oraz Reporterka Hanny Krall.

Dlaczego do reporterów powracają pytania o istotę gatunku? Dlaczego właśnie reportaż ma szczęście (i dlaczego jest to szczęście także dla nas, czytelników) do tak ożywionej dyskusji? Może klucz stanowi czasochłonność wyzwania, jakim jest zbudowanie rzetelnego warsztatu reportera? Ci, którzy przeszli już tę drogę, chcą się jej słodko-gorzkimi owocami podzielić z młodszymi adeptami sztuki dziennikarskiej, by w ten sposób choć trochę ułatwić im i tak już wystarczająco trudne zadanie. Mam też czasem wrażenie, że dzieląc się własną refleksją o pisaniu reportażu, jego autorki i autorzy budują coś na kształt wirtualnej grupy wsparcia. Niosą podobne ciężary (np. traumy bohatera), zadają sobie podobne pytania (np. co jeszcze wolno, a czego już nie wolno reporterowi). A dlaczego dla nas, czytelników, owa metarefleksja jest cenna? Jedną z hipotez, które można zaproponować, jest ciągła potrzeba testowania wiarygodności czytanych przez nas relacji. Im więcej wiemy o kulisach reportaży, tym więcej wątpliwości możemy odrzucić lub potwierdzić. Przede wszystkim chcemy wiedzieć, czy na pewno czytana historia oparta jest na faktach. Książka Szczygła dowodzi, jak trudne bywa uzyskanie na to pytanie odpowiedzi.

Już w Biblii dziennikarstwa Szczygieł wraz z Wojciechem Tochmanem przekonywali, iż reportaż jest gatunkiem subiektywnym. Także w Fakty muszą zatańczyć takie podejście do kwestii prawdy dominuje. Szczygieł przywołuje spotkanie autorskie, w czasie którego prosi czytelników, by określili kolor swetra losowo wybranego uczestnika zdarzenia. Jedni mówią czerwony, inni – bordo, malinowy czy pomidorowy. W ten sposób autor przekonuje nas o nieuchronności relatywnego postrzegania rzeczywistości. Ale wystarczyłoby wyjąć 100 zł z portfela i pożyczyć komuś na sali, po czym zapytać, jaką kwotę pożyczono. Tu spektrum subiektywizmu byłoby zupełnie inne. Widzimy więc, że część konstatacji autora, które proponuje jako uniwersalne, to raczej przykłady niż zasady, a to oznacza, iż konieczne są jeszcze precyzyjniejsze ustalenia na metapoziomie. Warto bowiem oddzielać pytania o to, co jest / co się zdarzyło (i zastanawiać się, jak to weryfikować), od kwestii, jak to, co jest, jawić się może różnym podmiotom doznającym (i analizować, jak to mediatyzuje opis rzeczywistości). Albowiem – by zacytować Józefa Tischnera – prawda subiektywności jest równie obiektywna i powszechna jak prawda rzeczywistości. Nieuchronne zapośredniczenie, językowy i kulturowy filtr, który nakładamy na poznawany świat, nie musi oznaczać, że zawsze jesteśmy bezsilni w ustalaniu prawdy. Gdyby prawdy były wyłącznie subiektywne, nie istniałaby nauka (choć i ona musi czasem poddać weryfikacji swoje ustalenia). I właśnie techniki weryfikacji faktów to wątek, którego nieco mi wśród tańczących faktów zabrakło. Być może jednak tak długo reportaż stał na koturnach obowiązku obiektywizmu, iż teraz musi z nich zejść i wykonać wariacje na temat własnej subiektywności.

Dar otwierania ludzi

Najcenniejszy w książce Szczygła wydaje mi się wątek komunikacyjny, słabo obecny we wcześniejszych reporterskich metarefleksjach. Mam tu na myśli rozległe rozważania o sposobach słuchania bohaterów, głęboką analizę rozmowy jako narzędzia pracy reportera, wreszcie – temat odpowiedzialności za bohatera. Szczygieł ma przy tym dar otwierania ludzi, tworzenia partnerskiej relacji. Umie empatycznie słuchać, celnie korzysta z parafrazy.

Ciekawe wydaje mi się porównanie elementów sztuki komunikacji tworzących warsztat Szczygła z coraz lepiej w Polsce znaną metodą opracowaną przez Marshalla Rosenberga, autora NVC (nonviolent communication), tłumaczonego jako porozumienie bez przemocy. Najistotniejsze dla adeptów tej szkoły jest przekonanie o wolności drugiego człowieka oraz wynikający stąd postulat, by jak ognia unikać w komunikacji żądań, narzucania swojego zdania oraz używania drugiego człowieka do własnych celów. Przywołajmy w tym miejscu współbrzmiący z tą perspektywą niepokój Szczygła: „Osobowość reportera, jego deficyty, wyobrażenia, fobie czy lęki kolonizują bohatera”. Tworzenie reportażu jest więc rodzajem władzy – autor może zbyt autorytarnie decydować o wykadrowaniu tekstowego portretu postaci. Ale pozycja władzy to także stan umysłu – i na tę subtelność ironicznie zwraca uwagę Szczygieł. Mówi, że nie jest Panem Redaktorem, Który Przyjechał Przeprowadzić Wywiad. Oznacza to unikanie wchodzenia w rolę kogoś, kto czuje się lepszy. Tymczasem dziennikarz może mieć tylko większe zasoby (rozumienia, wiedzy, umiejętności). Szczygieł cytuje tu Joannę Gierak-Onoszko, która przenikliwie punktuje: „Zawsze jest asymetria – pozycji, wiedzy, doświadczenia, szczerości, władzy. Nie powinno się o tym zapominać”. Dodać by można, iż potrzebny jest jeszcze ostatni krok. Nie wystarczy bowiem stwierdzić, że zachodzi asymetria, trzeba umieć ją w komunikacji przepracować. Być może więc jednym z ćwiczeń w zbiorze zadań reportera powinno być regularne praktykowanie przyglądania się swojej władzy i detronizowania własnej wyższościowej pozycji. Taką etyczną wrażliwość słychać w wielu przykładach podawanych przez autora. Jest to szczególnie ważny głos w czasach presji rynku mediów, nacisku, by wydobywać od świadków mocne wyznania (co przejmująco opisał już w latach 70. Günter Wallraff w reportażu Wstępniak). Tymczasem założenie wolności drugiego człowieka jest nie do pogodzenia z takimi żądaniami.

###banner###

Świadomość doświadczanych emocji, ich rola w rozumieniu głębokich struktur naszej podmiotowości – zaspokojonych i niezaspokojonych potrzeb – jest także kluczowym założeniem Rosenberga. Wyeksponowanie roli emocji bohatera stanowi pewne novum, które znajduję w rozważaniach Szczygła. Widać tu jego dobre psychologiczne przygotowanie, świadomość, jak z szacunkiem docierać do uczuć świadków, jak przekładać je potem w tekście na obrazy. Natomiast jest jeszcze do napisania rozdział o emocjach samego reportera. O tym, jak radzić sobie ze stresem związanym z pracą w terenie, jak ustrzec się wypalenia zawodowego, jak tworzyć w sobie pustą przestrzeń (określenie Wojciecha Tochmana), by stworzyć miejsce na emocje bohatera. To ostatnie jest ważne chociażby dla Swietłany Aleksijewicz.

Szczygieł nie odpowiada na kilka istotnych pytań. Jaka jest przyszłość reportażu? Jak długo będzie miał się tak dobrze w obecnej, drukowanej i książkowej postaci? Czy czeka nas rewolucja multimedialna w obrębie tego gatunku? Jak zmieni to jego poznawcze możliwości? Jak wpłynie na czytelników? Ale są to kwestie, o których, jak sądzę, jeszcze od autora usłyszymy. Pewne jest także, że dzięki jego trosce o przekazywanie wiedzy młodym pojawi się kolejne pokolenie reporterów, którzy będą szukali odpowiedzi na te pytania, a nade wszystko pisali dla nas reportaże i pomagali nam lepiej zrozumieć świat.


Mariusz Szczygieł Fakty muszą zatańczyć Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa 2022, s. 400

Artykuł pojawił się w numerze: Co nam dają algorytmy?