Subskrybuj
Romano Guardini na zamku Rothenfels (fot. Dr. Johannes Schneider, CC BY-SA 3.0 Wikimedia Commons)
Teolog, filozof, tłumacz, autor Bliżej niż się wydaje. O końcu świata, milenaryzmie i chrześcijańskiej nadziei (2010)

Czy motocykl zabija duszę?

Lektura <i>Listów znad jeziora Como</i> pozwala na nabranie dystansu na zasadzie: proszę, już wtedy narzekano. Gorzej, jeśli własne narzekanie uzyska jedynie wsparcie autorytetu.

Wejście w gąszcz intelektualnych prądów lat 20. XX w. to zawsze duże wyzwanie. Odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „życie” – niejako w kontraście do śmierci brutalnie panującej na frontach I wojny światowej, ciągłe dążenie do tego, co organiczne, wspólnotowe, przełamujące granice i bariery, emanujące nowymi energiami, otwierające na wymiar duchowy, wzrastające, kształtujące i dające nadzieję na przyszłość, „wczuwające się, dostrzegające zależności, odkrywające możliwości” – niekoniecznie ułatwia lekturę.

Zmienne losy fabrycznych kominów

Listy znad jeziora Como (pierwszy raz opublikowane w  latach 1924–1925) są dobrym przykładem (dodajmy – relatywnie przystępnym) takiego właśnie myślenia, które na pewno może być inspirujące także dzisiaj, ale bez szerszego kontekstu jawi się jako nieco archaiczne, naiwne i drażniące. Na pierwszy plan wysuwa się następujący obrazek: oto wybitny intelektualista otoczony piękną przyrodą i harmonijną architekturą dzieli się swoimi przemyśleniami, z których z kolei szczególnie rzucającymi się w oczy są podszyte bliżej niezdefiniowanym resentymentem skargi na kulturę współczesną i gloryfikacja dosyć ahistorycznie prezentowanej przeszłości. Oczywiście znając Romano Guardiniego z innych, tak przecież licznych teologicznych i filozoficznych publikacji, doskonale wiemy, że w żadnym wypadku nie chciał (i za absurdalny uważał już sam taki pomysł) powrotu do jakiejkolwiek z epok ludzkości, wiemy, jak wiele nadziei wiązał z teraźniejszością. Tutaj jednak gloryfikacja średniowiecza jest opisana tak sprawnie, a ogólny żal za tym, co utracone, tak przejmujący, że czytelnika Listów… łatwo pogrążyć w nostalgicznym nastroju. Przychodzi to tym łatwiej, że jest to po prostu bardzo przekonująca książeczka, a przy tym pięknie przetłumaczona i ładnie wydana.

###banner###

Wydaje się jednak, że czytelnika sięgającego po lekturę Listów… do niczego nie trzeba będzie przekonywać. Twierdzenie, że w pożywieniu współczesnym jest za dużo chemii (nie to co kiedyś!), z pewnością zasługuje tylko na przytaknięcie. Łatwo zapomnieć, że Guardini pisze te słowa w latach 20. Wypada także zgodzić się z utyskiwaniem, jak dynamicznie rozwijające się kino podąża w kierunku kiczu i schlebiania niskim gustom. Znowu – gdy się pomyśli o umiejscowieniu tych słów na tle epoki, to widać, że narzekania jakby te same, przedmiot jednak zupełnie inny. Poza tym film przez 100 lat też przeszedł długą drogę i dzisiaj słowa o tym, że „niszczy wszelką prawdę, którą odnalazł w postaciach historii lub sztuki. Wszystko pogrąża w kiczu, w zasięgu masy. (…) [B]ędzie tylko trywializował to, co cenne”, nie wydają się trafnym proroctwem. Mamy jeszcze motocykl „zabijający duszę” wiejskiej starożytnej drogi, parowiec niszczący etos żeglowania i motorówkę zakłócającą spokój weneckich kanałów stworzonych dla gondoli. To kominy fabryczne niegdyś dewastowały krajobraz, a dzisiaj czasami już nawet nie można ich wyburzyć, bo są ważnymi zabytkami i pomnikami myśli inżynierskiej. Obecnie krajobraz dewastują turbiny wiatrowe, ale dzięki lekturze Guardiniego można mieć nadzieję, że i one wkrótce znajdą się w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Co nam dają algorytmy?