Subskrybuj
fot. Karl Ove Knausgård / Wikimedia commons
Redaktor miesięcznika „Znak”, doktor filozofii. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i w Mint Magazine

Apokalipsa po sąsiedzku

Najnowsza książka Karla Ovego Knausgårda to rozpisane na kilkoro bohaterów i dwa dni preludium do apokalipsy. Norweg, choć wraca do beletrystyki, robi to po swojemu, przywołując dylematy znane już czytelnikom jego literatury autobiograficznej.

Na bergeńskim nieboskłonie zawisa nowa gwiazda, dzikie zwierzęta lgną do ludzi, a zmarły budzi się na stole operacyjnym podczas pobierania organów do transplantacji. Mówiąc krótko – dzieją się rzeczy tajemnicze i niezwykłe, lecz nawet wielka mnogość takich zjawisk nie zmienia faktu, że prawdziwy koniec świata dzieje się gdzie indziej.

Knausgård wprowadza nas w dziewięć narracji prowadzonych z perspektywy zróżnicowanych narratorów, z których każdy i każda, nawet ci niesympatyczni, przykuwa uwagę. Samotność młodej matki, wypalenie stabilnego małżeństwa pastorki, frustracja zawodowa dziennikarza w średnim wieku, nieradzenie sobie z niestabilną psychicznie żoną – oto te bliższe końce świata bohaterów książki Norwega. Knausgård umiejętnie posługuje się monologami wewnętrznymi, wątpliwościami i opisami uczuć, aby ożywić swoje postacie. Dlatego ich problemy, a nie towarzysząca im jako tło apokalipsa, są dla czytelnika ciekawsze.

Powieść wchodzi jednak w wątki fantastyczne, romansując z literaturą gatunkową. W Gwieździe… jest coś z powieści grozy, jest i realizm magiczny (a nawet esej filozoficzny!), ale – koniec końców – nie wiadomo, dokąd Knausgård z tym graniem nastrojami zmierza. Autora tłumaczy fakt, że Gwiazda… jest pierwszym tomem nowego cyklu, zatem oczekiwanie odsłonięcia kart będzie naiwnym życzeniem. A czekam z wielką niecierpliwością.

—

Karl Ove Knausgård

Gwiazda poranna

tłum. Iwona Zimnicka

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2022, s. 720

Artykuł pojawił się w numerze: Odczarowanie Jezusa