Subskrybuj
Prof. dr hab., wykładowca UAM w Poznaniu, literaturoznawca i krytyk literacki; napisał m.in.: Resztki nowoczesności, Poruszona mapa

Od konwencji do prawdy

Oczekuję od powieści, że poprzez dowolne doświadczenia, o których opowie, pomiesza nam szyki. Że opowiadając świat, pokaże nam język

W tekście Wita Szostaka dwie rzeczy są wartościowe, a jedna zagadkowa. Wartościowa, a nawet godna zazdrości jest namiętność ataku oraz – uzasadniająca polemikę – wiara w powieść. Zagadkowe zaś wydają się poglądy na jej temat.

Zagadką jest zarzucanie polskiej powieści metafikcyjnego charakteru oraz domaganie się prozy filozoficznie głębokiej, a przy tym literacko niewinnej. Autor broni rangi powieści przed zalewem niepowagi, a jednocześnie staje w obronie fikcji jako wartościowego – niedającego się wymienić na dokument, esej, reportaż czy tekst naukowy – przekazu prawdy. Uznaje zabawy literackie za głównego winowajcę, więc naprzeciw powieściowej ludyczności stawia wielką i czystą formę.

Żądania są sprzeczne, bo Wit Szostak chce, by powieść pozostała powieścią, a jednocześnie była nieprzesadnie literacka; chce, by była czysta, a jednocześnie społecznie doniosła; chce, by zachowała swoją fikcyjność, a zarazem przekazywała głębokie prawdy. Właśnie jednak w tych sprzecznościach dostrzegam doraźne zwieńczenie sporów o literaturę ostatniego okresu. Tekst Szostaka sumuje bowiem wyzwania, przed którymi stawała powieść polska od połowy lat 80. W największym skrócie rzecz ujmując, od powieści w pierwszej dekadzie (mniej więcej do połowy lat 90.) oczekiwano, by była literacka, w dekadzie następnej (do

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska przeprasza za powieść